11.08.16 Sport! Zdrowie! Przesada…?

DTSP DziewczynaHasło ,,sport, zdrowie, nacjonalizm” promowane jest w naszym środowisku już od długiego czasu. I choć niektórzy starają się je realizować od lat, to w ostatnim czasie można zaobserwować, że jego popularność wzrasta. Mnożą się kolejne turnieje sportowe, takie jak FTF, turniej z okazji Dnia Żołnierzy Wyklętych we Wrocławiu, czy międzynarodowy turniej kibicowski ,,Europe Awake”. Nawet organizatorzy festiwalu ,,Orle Gniazdo” zorganizowali w tym roku turniej piłki nożnej. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że sport staje się coraz bardziej popularny w społeczeństwie. Wszędzie można spotkać biegaczy, rowerzystów, a siłownie i sale treningowe, mimo że od stycznia i postanowień noworocznych minęło parę miesięcy, nie mogą narzekać na pustki. Zresztą wystarczy przejrzeć jakikolwiek portal społecznościowy, żeby mieć ogląd sytuacji – ludzi chwalących się swoją aktywnością fizyczną jest naprawdę wielu. Wszystko to powinno cieszyć, bo przecież właśnie chodzi nam o to, by naród składał się ze zdrowych jednostek. Jednak sport, podobnie jak każda moda do której większość podchodzi bezrefleksyjnie, ma swoje minusy. Od razu zaznaczę, że nie uważam samego sportu za zjawisko złe, na łamach ,,Drogi Legionisty” wielokrotnie były podkreślane jego zalety. Nie chodzi mi też, żeby wszyscy przestali zupełnie trenować, jednak zastanowienie się nad swoim działaniem zawsze jest dobre.

Przede wszystkim zwraca uwagę fakt robienia ze sportu swojej głównej aktywności, niejednokrotnie zaraz po pracy lub szkole. Nie ma w tym oczywiście nic złego, o ile przez resztę dnia jesteśmy w stanie cokolwiek jeszcze zrobić. Prawda jest jednak taka, że treningi są nie tylko czasochłonne, ale w nadmiarze są też ogromnie męczące dla organizmu. Sama widzę po sobie, że po pięciu z rzędu dniach studiów, pracy i treningów bokserskich jestem tak zmęczona, że nie mam siły choćby na czytanie wieczorem. A nawet jeżeli się do tego zmobilizuję, ilość przyswajanych informacji jest dużo mniejsza niż przed wysiłkiem. Żyjąc też tyloma aktywnościami i trenując z taką intensywnością często brakuje czasu i sił na głębsze refleksje. W ten sposób sport często staje się naszą główną aktywnością, przez co rozwijamy się fizycznie, ale zaniedbujemy sferę umysłową i duchową. Zdarzają się też osoby, które uznają, że sportowy tryb życia rozwija ich pod każdym względem, bo skłania ich do czytania książek o… sporcie i diecie. Spoko, nie mówię, żeby nie zapoznawać się z takimi rzeczami, co kto lubi, to też pogłębia wiedzę. Jednak książki na temat diety często w dużej mierze składają się z przepisów, co jest średnio ambitną lekturą. Poza tym ile można czytać o tym samym?

Stawianie sportu w centrum swojego życia skłania do zastanowienia się nad samym podejściem do niego. O ile traktujemy go jako zajęcie dodatkowe, coś dla rozwoju fizycznego, walkę z lenistwem, nałogami, element zdrowego życia i możliwość nabycia nowych umiejętności, nie jest to szczególnie problematyczne. Jednak kiedy nastawiamy się na zawodowstwo albo treningi stają się jedną z głównych aktywności w naszym życiu, trzeba sobie uświadomić kilka rzeczy. Po pierwsze nie każdy z nas będzie wspaniałym zawodnikiem, nie każdy też zostanie trenerem. Tak już jest, że jedni zaczynają za późno, inni po prostu nie mają predyspozycji, nie pozwala im na to stan zdrowia itd. W takim wypadku upieranie się przy zostaniu sportowcem albo trenowaniu jak zawodnik jest raczej bez sensu, nie raz będzie prowadziło do niepotrzebnych frustracji i zniechęcenia. Poza tym, co bardzo ważne,  jest mnóstwo innych dziedzin nie związanych ze sportem, w których taka osoba może się sprawdzić, jeżeli tylko poświęci część czasu przeznaczanego na treningi.

Innym problemem jest dorabianie do sportu ideologii. I nie chodzi mi tu o deprecjonowanie aktywności fizycznej i jej pozytywnego wpływu na ludzi. Jednak uważanie się za wielkiego wojownika i aktywistę jedynie dlatego, że chodzi się na treningi jest trochę na wyrost. Jest to szczególnie rażące, kiedy wysiłek fizyczny podejmuje się głównie w celu poprawy swojego wyglądu. Mimo że zawsze w naszym środowisku były szczególnie promowane sporty walki, rugby i inne, dające konkretne umiejętności, ostatnio coraz więcej osób zadowala się wyłącznie chodzeniem na siłownię. I chociaż taka forma aktywności jest nieraz lepsza niż żadna, warto czasem spojrzeć na to wszystko z pokorą i stwierdzić, że podnoszenie ciężarów i zrzucanie kolejnych kilogramów, ewentualnie budowanie masy mięśniowej nie jest największą z form walki jaką możemy podjąć.

W kwestii dbania o wygląd pojawia się jeszcze problem diety. Aktualnie, kiedy zdrowe odżywianie, podobnie jak sport, staje się modne, ludzie są coraz bardziej świadomi, jednak popadają w skrajności. Można stwierdzić, że czasem stają się niewolnikami własnego żołądka. Muszą zjeść określoną liczbę posiłków o określonych porach, co tam że są na wykładzie, w kinie czy na koncercie. Niektórzy zaczynają unikać spotkań rodzinnych, bo nie będą w stanie odmówić kawałka ciasta. I sama wiem, że przy treningach kwestia odżywiania jest istotna, jednak warto zachować zdrowy rozsądek w tej kwestii. Jeżeli w czasie Świąt nie jesteśmy w stanie cieszyć się wspólnym obiadem, bo myślimy o odstępstwie od diety, to jest to trochę niepokojące. I nie chodzi mi, żeby jeść bez umiaru co popadnie. Umiejętność odmawiania sobie czegoś, choćby niezdrowego jedzenia, jest dobra, jednak warto podnosić sobie poprzeczkę i również w innych kwestiach nie wykazywać hedonistycznego i konsumpcyjnego podejścia. Warto też się zastanowić, czy wygląd gwiazdy fitness albo kulturystyki faktycznie jest najważniejszym celem w naszym życiu.

Co więcej, sport stanowi inwestycję głównie w siebie, dla otoczenia ma ograniczone efekty (głównie sprowadzają się one do dawania przykładu innym, czasem mogą być nawet negatywne kiedy zmęczenie powoduje podenerwowanie lub brak czasu dla bliskich). Szczególnie, kiedy trenujemy w grupie obojętnych dla nas ludzi, nie tworzymy z nimi żadnej poza treningowej wspólnoty.

Dlatego warto sobie uzmysłowić, że zdobywanie umiejętności, walka z samym sobą, a nawet sukcesy sportowe są dobre, ale nie tylko one świadczą o nas jako o ludziach i nacjonalistach. Z tego powodu tendencja, żeby oceniać ludzi po ich wyglądzie albo po tym, co znaczą w sportowym świecie jest materialistyczna i mocno ograniczona, ponieważ nie są to jedyne wyznaczniki czyjejś wartości. I nie mogę powiedzieć, żeby mi nie imponowali ludzie z rosyjskiego Programu Dziadka Mroza. Jednak nie każdy musi zajmować się sportem w takim stopniu jak oni, nie każdy też musi tak się prezentować, zwłaszcza że wygląd nie zawsze jest wyznacznikiem umiejętności. Nagminny też staje się brak zrozumienia, czy nawet pogarda wobec osób, które sportem są średnio zainteresowane. A przecież poświęcenie się innym zajęciom, o ile nie są one patologiczne, nie jest wcale gorsze, po prostu aktualnie jest mniej promowane. Do tego często jest mniej efektowne, przez co nie wzbudza takiego zainteresowania.

Zresztą wystarczy spojrzeć na ludzi na przeciętnej siłowni. Czy dziewczyny fotografujące siebie po co drugiej serii ćwiczeń, albo kolesie przez połowę czasu podrywający kolejne panny zasługują na więcej szacunku niż ktoś kto na siłowni nie bywa? Na ich przykładzie najlepiej widać, że samo uprawianie sportu nie zrobi z nikogo wartościowych jednostek.

Ocena ludzi po ich fizyczności częściowo wynika na pewno ze DL Patoriotswspółczesnego materializmu i skupiania się na tym co zewnętrzne i atrakcyjne. Ponieważ jako droga do tej atrakcyjności promowany aktualnie jest sport, wielu z nas woli iść na salę treningową niż podjąć inne formy aktywności. Warto sobie odpowiedzieć choćby na pytanie, czy mimo niechęci jestem w stanie się przemóc i iść na trening? A czy w takiej samej sytuacji jestem gotowy/gotowa spełnić swoje postanowienie dotyczące zapoznania się z jakąś książką, nabycia nowych umiejętności, dotrzymania obietnicy dotyczącej pomocy innym? Jeżeli odpowiedź na drugie pytanie jest negatywna, sugeruje to, że z jakiś przyczyn tego typu aktywność jest dla nas trudniejsza niż sport.

Wokół sportu można tworzyć dobre inicjatywy, czego przykładem jest choćby FTF, jednak nie można się do niego ograniczać. Potem narzekamy, że polski nacjonalizm pod wieloma względami stoi w miejscu, ale trudno się dziwić skoro osoby, które mają wystarczająco dużo silnej woli, żeby być wolnymi od nałogów i starają się stawać wartościowymi jednostkami np. realizując hasło ,,sport, zdrowie, nacjonalizm”, znaczną część swojego czasu spędzają na siłowniach i salach treningowych. A jest to tylko jedna z wielu alternatyw dla współczesnego, zepsutego życia społeczeństwa. Dlatego tak ważny jest umiar i zastanawianie się nad głoszonymi hasłami. Nie każdy musi być sportowcem, czy trenerem, chociaż dobrze jest kiedy każdy kto jest w stanie choć trochę trenuje. Ważne jest też, żeby wszystko co robimy w naszym życiu miało swoje odpowiednie miejsce. Jeżeli na pierwszym miejscu stawiamy siebie, swój wygląd, chęć wpasowania się w modę, to na dalszy plan schodzi nasz rzeczywisty rozwój, nacjonalizm i cała reszta.

Klara

(tekst ukazał się w zinie „Droga Legionisty” nr 22/lato 2016)

Katole trening