2.09.16 Walcz! Lub przynajmniej milcz…

fighterChodzę swoimi ścieżkami, bo w dużych zbiorowiskach ludzi jeszcze prościej o ludzką beznadziejność. Dojrzewanie wiąże się z tym, że dostrzegamy coraz mocniej pewne przykre mechanizmy, mawiamy „zawodzę się na ludziach”. Ile razy to słyszałeś, ile razy to czytałeś? Egzamin na stopnie w mojej sztuce walki. Ja na macie, na środku, a dookoła pokitrani osobnicy z aparacikami fotograficznymi. Oni nie zdają (mimo, że mogliby i pewnie by chcieli…), „przyszli popatrzeć” i „porobić zdjęcia”. Schodzę z maty po pierwszym etapie sprawdzianu, spocony i lekko się trzęsący. Komisja bywa bezlitosna, wczoraj na egzaminie odrzucili aż 9 z 19 osób. Podchodzi „specjalistka” – to robiłeś źle, tamto do poprawy, sugeruje niby przyjaźnie. Ależ zastrzyk dobrego słowa!

Spytałem dlaczego sama nie podeszła do egzaminu… „No jakoś tak”…, „jeszcze nie teraz”. Ale do udzielania „dobrych porad” pierwsza. Żeby tylko ona…

Jednym uchem weszło, drugim wyszło. Z trudem powstrzymałem się od komentarza na głos. Trzeba mieć jaja i wyjść – to po pierwsze. Jeśli tego nie masz, przynajmniej zamilcz. Są ludzie, którzy tego nie widzą i zmieniają się w „wujków dobra rada”. Czują potrzebę pokazania za wszelką cenę, że nie tylko „oni też wiedzą!”, ale nawet „oni wiedzą lepiej!”. To nie był czas, by się z nimi kłócić…

Co gorsza – wielu też mąci przed tym nim w ogóle podejmiesz się trudnego wyzwania. To jeszcze gorsze niż w trakcie. Nie chcą byś „wyszedł na matę” (podstawcie pod to cokolwiek co robicie w życiu fajnego), podświadomie czują, że możesz wygrać, a z jakiegoś powodu nie chcą z Tobą przegrywać w swoim żałosnym, osobistym wyścigu. Będą starali się Ciebie zniechęcić.

Dorzucą swoje wątpliwości do tych, które już masz, bo jak każdy zdrowy człowiek odczuwasz stres i masz tą ciężką wiedzę, że drogi są dwie – wygrana, lub ta gorsza, porażka. Już sam ze sobą miewasz gonitwy myśli, a tu jeszcze „kumpel” demotywuje. Jak łatwo się o tym teraz pisze, gdy emocje opadły, ale negatywne emocje potrafią opanować całe nasze ciało i umysł! Zdominować je, zmanipulować!

Trzeba być odpornym, by nie dać się stłamsić, by odrzucić podszepty i sugestie. Spędzać czas na treningu (sama psychika nie wystarczy jeśli to wyzwanie fizyczne) oraz samotnie, na medytacji (przed krzyżem, oczywiście).

Od kiedy nawróciłem się na dobre i zaufałem Bogu, zawsze idę pogadać z Jezusem o tym, co mnie czeka. Nie wybieram głównej mszy, idę zazwyczaj w tygodniu, sam, nawet wtedy kiedy mszy nie ma wcale, bądź na nią nie czekam. Wystawiony Najświętszy Sakrament, cisza, której nie ma w mieście nigdzie indziej. Siadam na ławce i układam sobie plany, rozmawiam z Bogiem jak z Ojcem-przyjacielem, który wiem, że chce dla mnie jak najlepiej.

„Nie klepię zdrowasiek”, mówię… Jezu, sprawa jest – kurcze, znowu jest sprawa… Słaby grzesznik Łukasz Grower znowu coś chce od Ciebie wziąć! Jezu, idę zdobywać kompetencje do uczenia moich zawodników i boję się ich zawieść. Daj mi Panie nie tyle siłę do walki, co pokorę, gdy mi się nie uda. Żebym potrafił przyjąć godnie ewentualną, prawdopodobną przecież porażkę. Do walki każdy podchodzi zmobilizowany, a adrenalina poniesie Cię byś zrobił to najlepiej jak w danej chwili potrafisz. Gorzej, gdy emocje opadną i trzeba spojrzeć w lustro, gdy przegrałeś.

Niektórzy mawiają by tego nie robić, ale ja zawsze biorę pod uwagę możliwość porażki i odpowiednio się do niej szykuję. Dzięki temu robię w życiu mniej głupot i szybciej się podnoszę. A potknięcia są nieuniknione! Nawet dla Cristiano Ronaldo, heh.

Tym razem udało mi się…, ale nie raz przegrałem i zawsze największym bólem było podniesienie się. Już dawno temu wytłumaczyłem sobie, że jestem zwycięzcą do kiedy walczę, od tego czasu po prostu podejmuję rękawicę, gdy mam takie pragnienie. Nie uciekam od chęci realizacji pragnień, nie tłumaczę sobie by mieć wygodniej (ale i oddzielam to co potrzebne od niepotrzebnych ambicji, NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO + są inne sprawy w życiu).

Moim celem był kolejny stopień – najpierw jest cel, potem jest plan, a na koniec jego realizacja. Jeśli się nie udało, podchodzisz od nowa. Ale przedtem musisz godnie przyjąć ten upadek. Milczeć, kiedy trzeba o nim rozmawiać. Jezus milczał. Nie tłumaczył się.

Chodzę po radę do tego, który jest zwycięzcą. Nie do obłudników z tłumu, którzy chwilowo chcą ulżyć swoim kompleksom…

Stay Strong!

ŁG 

(tekst ukazał się w zinie papierowym „Droga Legionisty” nr 22/lato 2016)

JEST TO OSTATNI PUBLIKOWANY W INTERNECIE TEKST Z PAPIEROWEGO ZINA NR. 22