7.09.16 Postaw się światu, który chciał Cię zrobić niewolnikiem!

szturmPiszę ten tekst w nocy z 4 na 5 września. Tekst, do którego zabierałem się od pewnego czasu, a będąc mobilizowanym przez kolegę redaktora naczelnego – wyjścia nie miałem. Chciałem na początku pisać o wyjściu ze świata gównianego żarcia i alkoholu, a skończę na paru (mam nadzieję) pozytywnych myślach i zachęceniu do pisania oraz przelewania swoich przemyśleń i emocji na papier. Jednak takich tekstów na tym portalu jest cała masa, a ostatnimi czasy wręcz dochodzi do małego „bombardowania” tekstami o tej tematyce, czyli przeciwko tak zwanemu piciu i fast foodowemu jedzeniu. No cóż, i tak poruszę ten temat, próbując połączyć go z jeszcze innym. O tym jednak później. Ze względu na to, że piszę ten tekst w niedzielę, może być on trochę melancholijny, jak to zawsze ze mną właśnie w ten dzień bywa. Za oknem pogoda nijaka, zresztą moje oczekiwania co do pogody i świata zawsze były i są wygórowane – dlatego, że ten świat jest po prostu nijaki. Dziwnie się czuję nie pisząc w końcu tekstu o polityce czy całej jej otoczce, przez którą czasem po prostu pisać się nie chce, ze względu na irytację i nerwy. Przejdźmy jednak do tematu i tego jak się zmienić, a bardziej szczegółowo mówiąc – jak mi się to udało.

Dorastałem jak to pewnie i większość z Was, w zachłystywaniu się otaczającym nas światem, słuchając o tym jaki to on jest piękny, w przeciwieństwie do tego co działo się z nim w historii. Dorastałem w propagandzie Zachodu i wszystkim tym co ten Zachód niszczącego do nas przyniósł.

Przypominacie sobie za dzieciaka wycieczki szkolne i powroty z nich? Gdzie najczęściej chciały po drodze jechać dzieci? Pamiętam, że zawsze odpowiedź była jedna: jedźmy do McDonalda! Bardzo często pojawiająca się sceneria. Zapewne znacie to bardzo dobrze. Tak nas wychowywano, na śmierdzącym żarciu i parciu do próbowania tak samo gównianych używek. Na pewno każdy z nas, przede wszystkim ludzi wychowanych w osiedlowych blokowiskach, zna ludzi, którzy przez takie życie popłynęli na samo dno.

Nie jest to do końca ich wina, ale demoliberalnego systemu, który jest po prostu śmiercią duszy i ciała. I nie twierdzę, że zawsze stałem z boku. Wychowywany jak wszyscy, sam ten świat tworzyłem. Zawsze budzili u mnie szacunek ludzie, którzy pomimo uczestnictwa w tym całym teatrze, potrafili dobrze odgrywać swoje role i szli, pomimo otaczającego ich syfu, własną, mądrą ścieżką.

Nie odmawiałem gównianego jedzenia przez lata. Ot, łatwo i szybko. SzturmSzybko się najeść i tyle, bez patrzenia na konsekwencje. To samo było z alkoholem, weekend bez piwa z kumplami? Bez grubszego wyskoku „na jednego”? Co by ktoś sobie pomyślał? Mecz bez paru piw, przecież to stracone 90 minut, nie? Tak leciał czas, od weekendu do weekendu. Musiało upłynąć dużo wiosen, żeby po prostu pewnego poranka powiedzieć sobie krótkie – dobra, wystarczy! Krótkie wyrażenie, dzięki któremu psychika przestawia się na zupełnie inne tory. Podstawą tego jest oczywiście postawienie przed sobą jakiegoś celu. To akurat zostawię dla siebie, jednakże sama chęć i czyn przeciwstawienia się swoim słabościom, to duży krok do kształtowania swojego charakteru. Zawsze warto w swoim życiu coś zmienić na lepsze, inaczej człowiek popada w bierność, obojętność i lenistwo. Warto zobaczyć jak to jest coś u siebie zmienić, poczuć znowu w sobie motywację i ekscytację. Bez względu na to co chcemy w życiu zmienić, w czym się zastaliśmy – po prostu to zróbmy!

Łatwo zawsze otworzyć parę piw do meczu, łatwo nażreć się świństw, trudniej jest to zostawić i się od tego odwrócić, ciężej jest złapać za „żelastwo” i budować własne ciało, ciężej jest iść na trening, żeby zbić ze swojego ciała to, czym się przez lata truło. Znam też takich, dla których trudniej jest odmówić sobie tego całego gówna i odłożyć kasę na choćby parę dobrych książek, potrzebnych do ukształtowania swoich poglądów i treningu swojego umysłu. No cóż, aż tak trudno, uwierzcie mi, nie jest.

W pewnym etapie swojego życia należy porozdzielać swoje priorytety. Jeżeli wiesz, że marnujesz na coś czas i kasę, zostaw to. Zaoszczędź pieniądze, pomyśl co innego w tym czasie możesz robić. Zacznij spełniać to o czym wcześniej tylko marzyłeś i śniłeś, nawet w małym stopniu, bez wielkich nakładów finansowych. Postaw się światu, który od małego chciał Cię zrobić niewolnikiem pewnych zachowań. Rzuć to, co według Twojego mniemania Cię niszczy, na rzecz tego co uczyni Cię w Twoim mniemaniu lepszym. Bardzo często można w życiu usłyszeć „łatwo Ci mówić”, ja odpowiem nawet więcej. Łatwo się nawet robi, tylko wymówki bardzo często bywają mordercami tego co chce się osiągnąć. Kruchość tego świata i historia wielu pokoleń, po których zostały tylko stare budynki i księgi, a czasami jedynie legendy, pokazuje, że wymówki to tylko strata czasu i strach umysłu przed rozpoczęciem nowego etapu. Nie jesteś więźniem osiedla, znajomych czy kogo tam jeszcze. Jesteś więźniem tylko swoich myśli, które chcą właśnie, żebyś tak te sprawy widział.

Warto urwać się od tego zachodniego maniactwa, od tego demoliberalnego syfu, które są rakiem i zabijają nas, począwszy od podstawowych czynności życiowych, skończywszy na sprawach politycznych. Warto mieć taki swój „przytułek”, do którego można uciec, ale też dzięki któremu można w pewien sposób walczyć.

Moim takim właśnie „przytułkiem” od paru lat jest pisanie. Możliwe, że jest to też swego rodzaju ucieczka od szarej rzeczywistości, tak żeby nie sfiksować od codziennych problemów. Tym którzy nigdy nie pisali, nie mieli czasu, bądź nie czuli się na siłach – polecam jednak spróbować napisać coś od siebie. Poczuć to odcięcie się od wszystkiego, skoncentrowanie się na chwili pisania, na tej otaczającej nas wtedy ciszy (pomimo, że w danym pomieszczeniu panuje hałas), na koncentracji swoich myśli, ideałów i spraw, które chcemy przekazać. Pisanie jest wolnością, naprawdę. Spróbuj i Ty!

dla „DL”: Krzysztof Kubacki

(redaktor naczelny miesięcznika narodowo-radykalnego „Szturm”)