10.09.16 Legia grała z Borussią sparing. Wspomnienie klimatu 2.10.07.

Legia-WKSJuż niedługo pierwszy po latach mecz Legii Warszawa w Lidze Mistrzów. Biletów już nie ma. Rywalem będzie słynne BVB. To dobry moment by wspomnieć sobie i odkopać jak to było niemal równo 9 lat temu. Jakże inna była wtedy sytuacja, nastroje, stadion, frekwencja, stawka! Czy nudząc się na milczącej Żylecie w 2007 roku myśleliście, że czeka nas taki mecz jak 14 października 2016? Dziś można podkreślić – Mistrz wrócił na swoje miejsce! A wtedy? Proszę państwa, a teraz witamy wielką Borussie Dortmund – krzyczał coś w tym stylu przed meczem spiker Legii, jeszcze Hadaj. Powitały ją gwizdy bądź też całkowita obojętność. Miklas, Walter i reszta tego destrukcyjnego towarzystwa zacierała na ten mecz rączki. „Przyjedzie taki klub jak BVB to przyjdzie pewnie komplet i te chamy z Żylety nie będą miały nic do powiedzenia” – mogli myśleć. Nic z tego – na trybunach zasiadło tego dnia ok. 2600 widzów. Niespodzianką byli goście z pirotechniką i flagami.

Na Krytej pojawiły się jakieś zorganizowane grupy, dzieciaki ze szkół. Wielkie musiało być zdziwienie prezesa Legii kiedy młodzi widzowie, którzy nie przeszli jeszcze mutacji głosu śpiewali „Ekstraklasa bez Miklasa”. Ogólnie za sprawą tej grupki dzieciaków było momentami zabawnie.

Żyleta nie dopingowała, były jedynie tradycyjne zrywy „Nie ma Legii bez Żylety”. Pojawiły się też „nowości”. „Miklas auf wiedersehen” – krzyczano i machano rękoma siedzącemu na Krytej prezesowi. A, że dzieciak jak to dzieciak – papuguje, mogliśmy słyszeć ten okrzyk także z Krytej. Wtedy hitem był dialog dwóch trybun: „-Kryta, – Co? – Boimy się! – Czego? – Stefana Dziewulskiego!” – wyszło zawodowo, podobnie jak znane już „Mordo ty moja”. Miało się wrażenie, że czerwone mordy towarzyszy nigdy się od nas nie odkleją… Warto było mieć nadzieję! I co ważniejsze – warto było nie sprzedać ideałów (np. spikerowi Hadajowi się to nie udało)!

Swoją obecnością zaskoczyli większość kibice gości, których zasiadło pod zegarem 60-70. Na początku myślano raczej, że to polscy fani BVB (choć nie wykluczone, że ktoś tam z Polski był), zmieniło się to kiedy zaczęli śpiewać po niemiecku. Z ich dopingu też była momentami polewka, buczeli, wyli i tym podobne zwyczaje. Na wyjście piłkarzy odpalili pirotechnikę na, co wielu Legionistów patrzyło z utęsknieniem (patrz – filmik z archiwum „DL” niżej). Pośpiewali na początku i zamilkli po stracie goli, by budzić się raz na jakiś czas z pojedynczym okrzykiem. Wywiesili też 14 słabych (może prócz jednej) flag. Tak czy siak – jak na sparing bardzo dobrze!

Padał deszcz, było mokro i szaro. Wniosek był tylko jeden – nie ma Legii bez Żylety. Tylko fanatyczny doping mógł poprawić jakość tego widowiska i tak też będzie 14 października 2016, kiedy wszystko już jest na swoim miejscu. Uff. Bo choćby towarzystwo takie jak Miklasowe sprowadziło na Łazienkowską Barcelonę, Borussię i MUFC to bez ultrasów mecz na żywo nigdy nie będzie wielkim show.

Na boisku 2 października 2007 też było nudno. Zaczęło się obiecująco – 2 bramki Grzelaka (szok) i ataki Wojskowych na bramkę Niemców. Potem jednak nasza drużyna cofnęła się do obrony i był jeden wielki ziew. Borussia niczym ciekawym nie zaskoczyła i spotkanie przypominało ligowy średniak (albo gorzej), milionów euro biegających po boisku nie dało się po prostu poczuć. Po ostatnim gwizdku zaśpiewano w języku gości, że ich drużyna to gówno i można było wracać do domu. Patrzę sobie na skład z 2007. Grzelak, Chinyama, Giza… Rany Boskie!

A jeśli chodzi o klimat – stal hartowała się w ogniu. Jako publicysta też wspominam „teksty wojenne” w czasach legijnego Dżihadu. Miało swój urok… Oczywiście – happy end był jego jedynym słusznym zwieńczeniem. Fuck ITI forever!

Nie był to jedyny sparing Legii z Niemcami, ale o tym może ktoś inny…

ŁG

LEGIA: Skaba (76′ Gostomski), Wocial (76′ Rzeźniczak), Szala (76′ Astiz), Augustyn, Wawrzyniak (68′ Kiełbowicz), Radović (46′  Mikołajczak), Ekwueme (76′ Vuković) , Roger (42′ Burkhardt), Smoliński (68′ Edson), Korzym (76′ Giza), Grzelak (76′ Chinyama).

BORUSSIA: Ziegler, Kringe, Woerns (46′ Amedick), Kovac (46′ Njambe), Dede (46′ Tyrała), Błaszczykowski (46′ Brzenska), Kruska, Akgun (46′ Vrzogić), Fedrico (65′ Gordon), Klimowicz (62′ Senesie), Valdez (18′ Noethe).

BRAMKI: 1:0 – Grzelak (11′), 2:0 – Grzelak (16′), 2:1 – Noethe (34′), 2:2 – Noethe (56′).

ŻÓŁTE KARTKI: 32′ – Federico (Borussia), 61′ -Kruska (Borussia), 83′ – Vuković (Legia).

WIDZÓW: 2600 (w tym 60-70 gości).

kopia-relacja-z-legia-borussia-pnDIGITAL CAMERA