12.09.16 Ze Sportingiem graliśmy – wspomnienie meczu w Warszawie.

legia-sportingTo była kosmiczna wówczas 1/16 Ligi Europejskiej. Dzień przed meczem ze Sportingiem (16 lutego 2012, a jakby to było wczoraj…), Warszawę zaatakowała sporawa śnieżyca… Od razu pojawiły się czarne myśli, ale jak zapewniano nas w środę wieczorem – mecz był niezagrożony… Po odwołanym Superpucharze ludzie byli spragnieni meczu Legii, w końcu ile może trwać niezbyt ciekawa przerwa w rozgrywkach? Mecz z Portugalczykami oczywiście zaczął się dużo wcześniej niż godzina 19:00, a nawet dużo wcześniej niż meczowy czwartek. Fani „Lwów” byli bowiem widziani w Warszawie już od środy rano. Mimo bluz „Juve Leo” (jedna z głównych grup Sportingu) twierdzili jednak, że nie są zainteresowani „integracją” i na propozycje nie przystawali… czasem szukając oparcia w policyjnych radiowozach, czy też oddając „na luzie” część garderoby Polakom (część na zdjęciach). Koszulka i bluza „Juve Leo” wisiały sobie podczas meczu na jednej z flag Legii. A na murawie było remisowo.

Rozdawany był wtedy za darmo drugi numer mojego zina „Nienawidzimy Wszystkich”, którego tym razem wydrukowano 3.500 (i tyle poszło)! Pamiętacie jeszcze coś takiego? „NW” rozdawano w Źródle, przed Sportsbarem i przed Żyletą. To tak jednak na marginesie wspomnień…

Na mecz przyjechali m.in. zgodowicze z Den Haag, którzy pod Źródłem spalili flagę narodu, z którym utożsamia się ich największy krajowy rywal. Barwy DH były też obecne na stadionie. Reszta ziomali też miała swoje reprezentacje.

fantyUltrasi apelowali o zbiórkę konfetti i serpentyn. Nie obyło się jednak bez negatywów. Na meczu ze Sportingiem Lizbona zabrakło oprawy. Nieznani Sprawcy wydali obszerny komunikat gdzie wyjaśniali powody takiej decyzji. Otóż klub zażądał od nich projektu planowanej choreografii! Jako prawdziwi ultras nie mogli się na to zgodzić i bardzo dobrze, że się nie zgodzili! Jak napisali – utrzymywanie projektu w tajemnicy oraz jego suwerenność jest istną świętością dla każdej szanującej się grupy ultras.

Więc bawiliśmy się bez oprawy, wisiało sporo flag (w tym odnowiona „Wielkie Księstwo Warszawskie” oraz kilka nowych), transparenty („Pozdrowienia do więzienia”). Urozmaicić to widowisko postanowił znaczny procent kiboli, który w tej piździawie dopingował swój klub… bez koszulek. Co istotne – doping prowadzony był w (wymuszonym) old schoolowym stylu, a więc z megafonem, bo nagłośnienia także nie było.

Było wiadomym, że na mecz 1/16 Ligi Europejskiej przyjdzie sporo pikników, którzy chcą po prostu zobaczyć dobry mecz, a na spotkaniu z cieniasami ich nie uświadczysz. Czasami doping był dobry, ale bywało, że siadał. Tak czy owak – skromna grupa z czapkaPortugalii nie była słyszana przy Łazienkowskiej… Sporting (120 osób) wywiesił kilka flag, które jakoś udało im się donieść na mecz, a działacze Legii uznali ich za na tyle niegroźnych, że w dolnej części sektora gości posadzili piknikowych fanów Legii. I faktycznie, agresywna to ta grupa nie była. Po meczu również nie wszyscy fani gości mieli szczęście…

A my robiliśmy swoje. Już podczas rozgrzewki piłkarzy Sportingu poleciało w nich mnóstwo śniegowych pocisków. Sytuacja powtarzała się podczas gry aż spiker zaczął informować, że gdy jeszcze raz się to powtórzy – sędzia przerwie mecz… Śnieżki już chyba nie spadły, ale spadł… achtung (w pole karne rywala) oraz serpentyna. Bramkarz Sportingu naprawdę poczuł się jak na dzikim wschodzie. I o to chodzi. Na gnieździe wisiała flaga GNLS, a Sz. szalał bez koszulki.

Na dworze straszna piździawa, a na boisku w rytm naszego „hej bluzaLegia goool” atakowała Legia Warszawa. Twarz się cieszyła gdy nasi parli do przodu, czasem dominowali (tak to wyglądało z wysokości trybun przy temperaturze -7), wyszli na prowadzenie… Przypominam, że nie tak dawno przegrywaliśmy z Vetrą Wilno czy remisowaliśmy w Warszawie z FC Homel… A więc postęp niewątpliwie był odczuwalny… Nie muszę chyba przypominać gdzie dziś jesteśmy?!

Portugalczycy doprowadzili do remisu, ale Janusz Gol zdobył drugą bramkę tego wieczoru! Kiedy wydawało się, że Legia sprawi kolejną miłą niespodziankę w pucharach – pięknym strzałem wyrównał Sporting… Niestety, 2-2 i mocno umiarkowany optymizm przed rewanżem. Jak wiadomo – odpadliśmy.

Czas na zwycięstwo!

ŁG

LEGIA: Kuciak, Jędrzejczyk, Żewłakow, Komorowski, Wawrzyniak – Vrdoljak, Rzeźniczak (71′ Wolski)- Żyro, Gol, Rybus (62′ Kosecki) – Ljuboja (82′ Hubnik).

SPORTING: Patricio – Pereira, Onyewu, Polga, Insua – Rinaudo, Fernandez, Carrillo (74′ Santos), Schaars (46′ Carrico), Izmailov (46′ Pereirinha) – van Wolfswinkel.

BRAMKI: Wawrzyniak (37’), Carrico (60’), Gol (79’), Santos (88’).

ŻÓŁTE KARTKI: Vrdoljak, Kosecki, Onyewu, Insua, Wolfswinkel.

WIDZÓW: 27.200 (w tym 120 gości).