11.11.16 Trzecia droga tego dnia… IV Marsz Wolnej Polski w Krakowie.

Tegoroczne Święto Niepodległości postanowiliśmy uczcić biorąc ponownie udział w Marszu Wolnej Polski. Decyzja zapadła, ale z realizacją, jak się wkrótce okazało, miały być spore problemy. Najpierw na kilka dni przed 11.11. posłuszeństwa odmówił mój, pełnoletni już, wieśwagen. Wizyta u mechanika nie do końca pomogła, ale byliśmy zdeterminowani żeby się pojawić w Krakowie i zaryzykowaliśmy ewentualną awarię po drodze. Na szczęście obyło się bez przygód i ok. 15:20 meldujemy się w okolicy Dworca Głównego. Tu dopiero zaczęła się zabawa z szukaniem miejsca parkingowego, która przedłużyła się na tyle, że spóźniamy się na zbiórkę i doganiamy marsz mniej więcej w połowie trasy. Widać, że w tym roku idzie mniej ludzi, na moje oko 1,5 – 2 tys.

Skandowane są hasła patriotyczne, antykomunistyczne, a także te znane choćby z manifestacji AN – antykapitalistyczne i antyunijne. Po kilkunastu minutach docieramy do Placu Matejki gdzie wygłoszone zostały przemówienia – pierwsze przez płk. Zdzisława Kaczmarka, dotyczące Żołnierzy Wyklętych. Po jego słowach, zgromadzeni uczcili pamięć poległych bohaterów minutą ciszy. Następnie głos zabrał prezes Trzeciej Drogi, który wygłosił, bardzo dobre moim zdaniem, przemówienie, demaskujące tzw. dobrą zmianę, ściemę na którą dali się nabrać Polacy, pisowskich pseudopatriotów podpisujących CETA i nie robiących nic, by wyrwać nasz Kraj z macek ue i nato (celowo z małej).

Na koniec odśpiewaliśmy hymn i można było powoli zwijać się do domu. Teraz pora na kilka refleksji… Tegoroczny marsz, w odróżnieniu do poprzedniego zaczynał się na Rynku Głównym. Nie wiem, czy to było dobre posunięcie organizatorów, bo końcowych wystąpień, z racji położenia i wielkości Placu Matejki,  mogli wysłuchać tylko uczestnicy marszu, kiedy na Rynku Głównym przekaz mógł dotrzeć do wielu „gapowiczów”. Być może ze względów logistycznych nie udało się tego inaczej rozwiązać.

Frekwencja również mogła być większa, ale raz, że pogoda jakoś specjalnie nie rozpieszczała, a dwa to zachowanie niektórych uczestników. Już w tamtym roku pojawiały się głosy, że Marsz Wolnej Polski zamienia się w marsz kibiców Wisły. I wcale nie chodzi o to, żeby zniechęcić kibiców do brania udziału w patriotycznych inicjatywach. Wystarczy trochę ograniczyć klubowe przyśpiewki, a skupić się na skandowanych na czele demonstracji. My szliśmy z tyłu kolumny i to wyglądało tak, że Wiślacy śpiewali sobie, a reszta marszu sobie. Nic dziwnego, że na MWP nie pojawiają się kibice innych krakowskich klubów.

Tak czy inaczej szacunek dla Trzeciej Pozycji i Małopolskich Patriotów za organizację oraz dla wszystkich którym chciało się ruszyć z domów. I do zobaczenia za rok w Krakowie, bo jak słyszę wypowiedzi jednego z organizatorów Marszu Niepodległości, że oni nie kwestionują tego, że Polska jest suwerenna, to tak sobie myślę, że jako nacjonalista nie mam tam czego szukać.

                                                 Antyanarcho