LIST CZYTELNIKA: „Nienawiść niczym rodowe waśnie z Romea i Julii”.

Pisz czachaCześć. Czytam „DL” regularnie już od kilku miesięcy (chociaż na papierze jeszcze nie zamawiałem, przyznam się), przez ten czas nazbierało mi się trochę przemyśleń, w tym kilka osobistych. Wiadomo – wierzymy w lepsze jutro, staramy się o nie, ale jak to wygląda naprawdę? Ruch nacjonalistyczny, patriotyczne podejście do sprawy, ale czy cele o znów wielkiej Polsce są w ogóle warte zachodu? Czytam trochę książek historycznych, wspomnień, pamiętników z partyzantki, konspiracji i obozów. Zacząłem się zastanawiać, gdzie podziewa się ta „polska wspaniałość”, skoro od kilkuset lat żyjemy pod zaborami, okupacjami, skłóceni wewnętrznie? Co gorsza – skłóceni coraz bardziej, choć wydaje się to niemożliwe. Prozaiczny przykład – mój wujek skłócił się z ojcem o głosowanie na PiS.

Następnie podejście szeroko pojętych narodowców np. do Ukrainy. Bardzo ciężko o kogoś z tych sfer, kto na słowa o Ukraińcach nie zaczyna przeklinać banderowców, którzy palili całe wsie, a bestiami to byli gorszymi niż sam szatan. To samo Ruscy, to samo Niemcy, Anglicy i Francuzi – za zdradę w ’39. Idąc tym trybem myślenia to połowa Polaków tak samo kwalifikowałaby się „do gazu”, bo nie brakowało przecież i polskich odpowiedników UPA, mundurowych katujących własnych rodaków i innych wynalazków.

No i takie spalenie flagi Ukrainy na MN trochę boli, mało brakowało, a sam mieszkałbym na Ukrainie – w skutek przesunięcia granicy połowa mojej rodziny mieszka 30km od polskiej granicy, a ja jestem Polakiem tylko dlatego, że babcia przeniosła się na ziemie odzyskane. Jej siostra została – i tamta część rodziny to dziś już po prostu Ukraina, gdzie polski cmentarz niszczeje, zarasta i gnije. Jeden z dziadków też pochodzi ze Lwowa. I nikt nie ma zamiaru nikomu wybaczyć, chociaż to działo się za czasów naszych ojców i dziadków. Nienawiść niczym rodowe waśnie z Romea i Julii, gdzie dzieci nienawidzą się od małego. I gdzie tu ma odbicie slogan typu „słowiańska duma”?

W zasadzie nasza historia z którą nie jeden dumnie się obnosi jest historią upadków, nieprawdaż? Nawet jedenasty listopada, gdzie Polacy odzyskali niepodległość po 123 latach życia pod butem. Były powstania i nic, a zebrało się paru chłopów po wojnie i mówi „tu znów będzie Polska” – więc istniejemy. Dwadzieścia lat później Niemcy i Ruscy wchodzą tu jak do siebie, a Polak znów nie może iść na ulicy z podniesioną głową. Jednostki dawały dowód nie lada odwagi w konspiracji/powstaniu, ale w ogólnym rozrachunku tacy Niemcy tak wtedy jak i dziś mogą się z nas śmiać. To oni chodzili po Warszawie jako zdobywcy, to oni dziś zatrudniają za grosze Polaków do zbierania truskawek. A tu patriotyczne bluzy i gadka o narodowej dumie.

Tyle lat po wojnie, a Polska dalej jest trzecim światem. Jesteśmy takim wspaniałym narodem, który nie potrafi zrobić punktualnej kolei, żeby nie wspominać o setkach innych spraw i najbardziej bolącym kursie naszej waluty.

A teraz bardziej osobiście – po skończeniu szkoły na bdb. ocenach okazało się, że nic nie potrafię w zawodzie – a specjalnie poszedłem do szkoły zawodowej chcąc nauczyć się fachu, a nie zdobyć ogólną wiedzę w liceum. Po szkole wobec tego pracowałem ponad rok na czarno by zdobyć umiejętności, co mi się udało. Nie było za to szans na godziwe wynagrodzenie ani chociaż umowę o pracę – w wieku dwudziestu lat zarabiałem wszystkiego 1200 złotych, żadnych świadczeń, wszystko na gębę. Przeprowadziłem się 200 kilometrów dalej – dostałem umowę o pracę i robotę w moim zawodzie, ale okazuje się, że pracodawca traktuje mnie jak szmatę i murzyna, który nie powinien w ogóle wychodzić z pracy. Ostatnio udało mi się znaleźć następną pracę, ale tylko dzięki znajomości (wysyłałem tam CV wcześniej, zero odpowiedzi. Jeden telefon znajomego i praca znalazła się od ręki). Myślałem, że to przeszłość takie historie – po rozmowach w rodzinie dowiedziałem się, że nawet mój ojciec pracę masażysty w szpitalu znalazł tylko i wyłącznie dzięki znajomościom. W takim świetle moje marzenia o pracy w wymarzonej marce powoli umierają…

Z jednej strony udało mi się kupić mieszkanie (chociaż tylko dlatego, że kosztowało śmiesznie mało, bo nieco ponad 50 tys.), w takiej Warszawie pewnie nawet nie miałbym co marzyć o kredycie na mieszkanie. Z drugiej co to za życie, gdy myślę o tym, że chciałbym mieć kiedyś dzieci, a by kupić większe mieszkanie musiałbym wziąć kredyt spłacany do grobowej deski albo i dłużej. A co tu dopiero mówić, gdybym mieszkał gdzieś, gdzie są ciut droższe mieszkania, jak choćby Wrocław (150tys.+). Jak żyć?

Dlatego zaczyna mnie kusić wyjazd na stałe. Ale nie do Anglii, Niemiec czy innych krajów Europy, w których do końca życia żyłbym z piętnem Polaka, bo nie łudzę się, że taki Anglik po jakimś czasie zacząłby traktować mnie jak swojego. Podobają mi się w zasadzie tylko USA/Kanada jako kraje zbudowane na imigrantach. Wiem, że te kraje mają własne problemy i szczególnie Kanada jest bardzo „postępowa”, ale jednak tam życie jest zupełnie inne. To tak jak Ukraińcy przyjeżdżający do Polski pracować w fabryce z uczuciem, że złapali Pana Boga za kostkę.

Chciałoby się napisać „z Bogiem”, ale chyba nie dorosłem jeszcze do takich pożegnań. Także pozdrowienia i wytrwałości w pisaniu!

BL

Witaj!

Dużo ostatnio piszecie – w tym takie historie jak ostatnio publikowane, dzięki za nie! Trudno ukryć mi pewną – mimo wszystko – dumę, że traktujecie „DL” jako stronę „samych swoich”, bo przecież inaczej byście nie dzielili się wartościowymi doświadczeniami. Widać też, że czyta nas sporo osób doświadczonych już przez życie. To cieszy…

No tak… jakże inna jest perspektywa młodego patrioty z gimnazjum (z całym szacunkiem do niego, też takim byłem) i mężczyzny, który sam musi zbudować swój świat i się w nim utrzymać. Tu nawet dla patriotów kwestie migracyjne przestają być czarno-białe. Nie mam zamiaru uciekać od takich tematów, bo to chleb powszedni tysięcy Polaków… Ja wybrałem skromniejsze życie w Polsce. Serio, nie przelewa się, dwudziestoletni samochód i te sprawy, ale moje ambicje są szczerze mówiąc gdzieś indziej. Kwestia wyboru. Zawsze powtarzam sobie, że zmieniłbym się chyba tylko wtedy, gdyby wymagała tego opieka nad dzieckiem. Ale w którą stronę bym się zmienił? To dłuższa rozkmina.

Natomiast, moim zdaniem, patriotyzm zawsze ma sens, bo nie chodzi w nim tylko o zwycięstwa i o rzeczy wielkie. Polski robotnik, który postawił się władzy, nowe pokolenie, które odkopało pamięć ze zgliszcz… tak, to zawsze ma sens. Solidarność z prześladowanymi, narodziny podziemia w czasach cenzury, własne podwórko, trzepak i życiowa historia. Cywilizacja i wiara. „Na dobre i na złe” – jak to się mówi, aczkolwiek dobry patriotyzm nie jest pozbawiony krytyki, o czym najlepiej wiedział Roman Dmowski, więc krytykujemy i musimy krytykować. Wiele tu jest do zrobienia.

Niemiec chodzi dumnie, bo zatrudnia Polaka na truskawki, a ja Polak chodzę dumnie, bo mój naród nie wychował kata na miarę Hitlera. Nie dał mu się oszukać. Nie daje się teraz tak oszukać innemu katowi – politycznej poprawności. Medal ma dwie strony.

Co do spalenia flagi Ukrainy to z tego co wiem sprawa jest tym śmieszniejsza, że to była barwa… Górnego Śląska, a ucierpiała ponoć jakaś dziewczyna z MW. To nienormalne. Nietrudno się domyślić, że z czasem spokoju „na zewnątrz” będzie coraz więcej afer wewnątrz, ludzie przypomną sobie podziały (tak to bywa w czasie pokoju) i – jak widać – uroją sobie nowe. Ziemkiewicz dobrze pisał – KOD i lewusy zrobili Marszowi niespodziankę, bo gdyby nie oni – jeszcze więcej osób skupiłoby się na podziałach wewnątrz.

Trzymajcie się. Duzi jesteście… sami wiecie jakie decyzje podjąć. Z Bogiem i z fartem!

ŁG