23.11.16 „Oni wciąż biegają”.

lks-rts-mini„Oni wciąż biegają” to tytuł kawałka TTM, ale tu pasuje idealnie. Mimo wszystko, oni wciąż biegają. Kto? Piłkarscy chuligani! Derby Trójmiasta, próba dotarcia Widzewa na derby Łodzi, Zagłębie Lubin – Lechia Gdańsk i bezkompromisowa zabawa „Lubinków” (który to już raz? Mała to, lecz ciekawa ekipa – od lat mam takie wrażenie…), walka przed Górnik Zabrze – Stomil, do tego podobno wygrana przez gości (nie wiem, nie widziałem) itd. Można rzec – jak na trudne czasy nowoczesnego monitoringu i nowoczesnej policji (niestety, w porównaniu do lat 90tych tak to trzeba nazwać) polska scena stara się żyć. Dodając do tego ostatni – i nie tylko – mecz kadry, można mówić o tendencji wzrostowej. Wisła niby scenę „rozbujała”, ale wg mnie w negatywnym sensie – oni są synonimem tego, czego właśnie nie lubię w „nowoczesnej chuligance”, jeśli można tak to określić.

I tylko te kary, to zamykanie stadionów, te konsekwencje – no bywają ogromne, nie można tego nie brać pod uwagę. Arka – Lechia był świetnym meczem, ale wszyscy już wiemy, że ostatnim takim w Trójmieście na całe lata. Grunt, że obie ekipy wykorzystały sytuację, niebędącą w tych czasach codziennością. To samo można rzec o Legia – Borussia, który – biorąc pod uwagę rangę meczu – został chyba królem spontanów z obecnego sezonu, a przynajmniej powinien zostać.

Wracając do „wątków pobocznych”. Ja się ogólnie do pewnych spraw 16-10-16-lks-lodz-przed-derbami-z-widzewemnie nadaję, bo jestem idealistą. Nie przepadam za „interesami”, to nie moje klimaty. Ultra, nacjonalizm, polski kibic jako człowiek, który potrafi poświęcić się ekstremalnemu hobby, treningowi i sprzeciwowi wobec władzy – jak najbardziej! Walczyć słowem nie będę, bo tutaj jest jak jest po prostu – nie od dzisiaj, i tyle. Z drugiej strony nie gniewaj się Janek, ale mam swoje selektywne podejście do tematu. Jak wspomniałem, sama, najlepiej czysta rywalizacja, to jest to, co porwało prawie każdego. Te specyficzne sytuacje, które z uśmiechem się wspomina, siedząc potem przy rodzinnym stole i będąc na chwilę (lub już na stałe…) w miarę spokojnym człowiekiem.

Kiedyś na przykład biegłem sobie z kilkoma innymi za uciekającymi samochodem kibicami KSP w momencie rozmowy telefonicznej z ojcem, który był akurat w szpitalu (zadzwonił po tygodniowym braku kontaktu). Kiedy zadzwonił i odebrałem (czekaliśmy już dłuższy czas, nic się nie działo), akurat Poloniści wyłonili się zza rogu i wskoczyli do auta. Z jednej strony człowiek martwił się o tatę i musiał odebrać, ale z drugiej pościgu przez osiedle też odpuścić za cholerę do końca nie chciał („biegnę na autobus”). Wiem, że pierdoła, ale co mogę za to, że mam takie wspomnienia, nawet gdy przypominamy sobie wizytę taty w szpitalu? I cieszę się, że to wspomnienia, w których chodziło o barwy, a nie o szmal. To taki rodzaj czarnego humoru.

Ruch kibicowski ciągle jest szansą na to, że mężczyzna XXI wieku nie będzie zniewieściałym klakierem władzy. Jaka by nie była mentalna kondycja ruchu – będzie miał on minusy, ale i liczne plusy. Trening, wyjazdy, zasady, barwy, przechytrzanie władzy i nowoczesnej infrastruktury, miejska partyzantka, życie w stresie. To nie może zostać bez wpływu na ogólny wizerunek polskiej młodzieży. To podnosi kondycję podwórek.

I tylko żeby jak najwięcej biegać dla tych niematerialnych wartości – dla zasad, dla wrogich barw, dla pasji, dla sportowej dominacji. Niestety, nie jest tak idealnie, ale cały czas są osoby, które… po prostu lubią biegać.

ŁG

PS: Na zdjęciach ŁKS przed ostatnimi derbami z Widzewem. Zdjęcie: „To My Kibice”.