LISTY CZYTELNIKÓW: Droga aż do „sektora niebo”?

Pisz czachaKilka lat temu pisałem (zastanawiałem się), właśnie na łamach „DL”, czy w moim rodzinnym mieście będzie kto miał pociągnąć kibicowski klimat. Płakałem, że młodzi nie rwą się na szare trybuny. Minęło sporo lat, ja w pogoni za życiem trafiłem do bardzo odległego miasta. Niezbadane są te Boskie wyroki. Na nowym podwórku mocno zaangażowałem się w budowanie nacjonalistycznych struktur. Tak jest do dziś. Cały czas na szybkich nacjonalistycznych obrotach! Radom, bo o tym mieście mowa, porwał mnie swoim hardcorowym klimatem. Jako, że Warszawa była blisko, starałem się regularnie odwiedzać ukochaną Legię Warszawa, a nawet zaliczyłem sporo wyjazdów, nawet z ekipą z rodzinnego miasta. Niestety proza życia stawała się coraz cięższa i z tymi meczami bywało coraz gorzej. Moja prywatna droga Legionisty mocno się zachwiała.

Byłem z tego powodu zły sam na siebie, jednak ciężko było mi się pozbierać do kupy, by znów ruszyć na kibicowski szlak. Nie odpuszczałem jednak na polu nacjonalistycznym, co zaowocowało kilkoma ciekawymi akcjami oraz nawet ciekawą grupą aktywistów w Radomiu. Jednak mimo nowego życia za każdym razem, gdy odwiedzałem Chełmżę starałem się wyrwać na ukochaną Legiunię Chełmżyńską. Tak samo cały czas aktywnie wspierałem organizacje Chełmżyńskich obchodów Powstania Warszawskiego.

Mimo tego, nawet raz nie doszło w ogóle do żadnego marszu, następne edycje traciły na mocy przebicia. Z 200-osobowych marszów do 40-osobowego zbiegowiska, z czego ponad połowę stanowili przyjezdni nacjonaliści. Osoby z trybun, z którymi maiłem osobisty kontakt po różnych perypetiach rezygnowały z kibicowskiego szlaku. Zbyt wiele rozczarowań, rutyna życia, a w wielu przypadkach także emigracja zarobkowa zabiły skutecznie paru dobrych wariatów stadionowych. Ze smutkiem stwierdzałem, że zaczynam stać bliżej tych zrezygnowanych.

Człowiek mimo wszystkich kłód rzucanych pod nogi jakoś po prostu nie może jednak tego wszystkiego skończyć. Serce mu nie pozwala. Dlatego przy każdej okazji wyrywam się na stadion. I choć jest tych okazji teraz tak mało – każdą z nich traktuję jak swoistą „mszę”. Na moje prywatne szczęście kibicom Radomiaka radooraz Legii Warszawa coraz bardziej po drodze, więc otwiera się przede mną możliwość realizowania swej uśpionej pasji właśnie w Radomiu! Jednak tak jak pisałem, jeśli tylko się uda „uciekam” na Legię Chełmża. Tam przecież wszytko się zaczęło!

W te wakacje miałem okazję wizytować meczyk oraz marsz Powstania Warszawskiego w Chełmży. Postaram się opisać oba wydarzenia skrótowo. Marsze tak jak pisałem były naszym hołdem wobec bohaterów sto(L)icy. Niegdyś efektowne, jednak po kilku „sezonach” straciły swą moc. W zeszłym roku marsz zgromadził blisko 100 mieszkańców Chełmży, z czego nawet sporo grupę Legionistów. Pałeczkę w organizacji tych obchodów przejął młody fanatyk. Po drodze starał się nawet działać nacjonalistycznie na Chełmżyńskim podwórku, jednak nie spotkało się to z dużym zainteresowaniem nawet lokalnych Legionistów. Ot, taki Chełmżyński klimat.

W tym roku mimo prób zachęcenia przez organizatora Legionistów na marszu stawia się dosłownie kilkuosobowa delegacja Chełmżyńskich fanatyków. Gdyby nie przyjezdni, nacjo Marsz wyglądałby bardzo słabo. Co się stało? Moda mija?

Przy okazji miałem okazję zaliczyć też mecz Legii Chełmża. Nie pamiętam z kim grali. Poszedłem, bo chciałem zobaczyć na żywo jak teraz te trybuny wyglądają. Po marszu oczekiwałem totalnej padaki, jednak na miejscu napotykam około 50-osobowy młyn, składający się z młodego narybku kibicowskiego. O dziwo już po chwili wypatruję tych młodych, których tak bardzo ciężko było kiedyś zaciągnąć na trybunę. Może jednak musieli do tego dojrzeć? Na bocznym sektorze napotykam starych znajomych. Miło było pogadać o starych czasach, mimo wszytko jednak dało się wyczuć pewną gorycz. Coś się chyba popsuło. Patrząc na młodych, tak gorąco dopingujących swych kopaczy, można mieć jednak nadzieję, że wszytko może się odrodzić!

Patrząc dziś za okno widzę padający śnieg. Minęło kilka miesięcy od wydarzeń, które przed chwilą opisywałem. Przykro mi, że nie relacjonuję tak szczegółowo jak kiedyś, ale wydaje mi się, że nie relacje w tym tekście grają pierwszą rolę. Tyle lat minęło! Kibicowski szlak, awantury, doping, zasadzki, wyjazdy, koncerty… ech. Dodajmy do tego potężną drogę, którą człowiek przebył jako nacjonalista. Tylu poznanych ludzi. Kiboli, nacjonalistów, a nawet naszych wrogów.

Dziś idę na miasto. Znów akcja propagandowa. Jednak nie przyjdą na pomoc nawet narodowi towarzysze ostatnich lat. Czas zmył ich fanatyzm, po porażce pewnego ruchu zrezygnowali z aktywności nacjonalistycznej. Nie ma co zbyt długo płakać! Ubrać się, nie zapomnieć o szalu „Legia Chełmża” i ruszyć w ciemną Radomską noc…

Gdy człowiek myśli o tej drodze Legionisty, nacjonalisty, gdy myśli, że ta droga może się kończyć, znów spotyka wariatów. Szczerze uśmiechnięci, z pasją w sercu. Legionistę ratują Radomskie Warchoły. Człowiek wie. Ta droga się kończy dopiero na sektorze niebo

V