31.01.17 Chuliganka na kolejnym etapie. Gala IWT.

IWTGala IWT w Poznaniu, o której napisano już wszystko. Jedni się jarają, drudzy nie mogą zdzierżyć, że w taką stronę poszła chuliganka. Nie tak dawno pojawiały się słowa krytyki w kierunku rosyjskim, gdzie „zawodowa” rywalizacja kibiców wchodziła na jeszcze bardziej profesjonalny level, a do Polski przebijały się nawet informacje o „sprzedawaniu” się niektórych zawodników, dla których coraz mniej liczyły się barwy klubowe, a coraz więcej szmal (opieram się o tłumaczone relacje znajomego, obserwatora sceny wschodniej). Ludzie narzekają w jaką stronę to wszystko idzie, że nadchodzi „modern hooligans” itd., ale to tylko slogan, część prawdy. Nie jest winą chuliganów, że stadiony przypominają Guantanamo, a nawet mimo to dąży się czasem do starcia i serwuje się scenie ciekawe mecze, nawet w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ba! Nawet w Lidze Mistrzów (Legia – BVB).

Dziś potrzebna jest trudna sztuka poruszania się i dawania upustu swoim emocjom pod okiem kamer, coraz bardziej kumatych pasów, coraz trudniejszych zabezpieczeń i coraz wyższych kar. Nie jest to sztuka łatwa, a tym bardziej pozwalająca na beztroskie awantury jak w latach 90tych, po których co najwyżej dostanie się pałą przez plery, czy kolegium.

Tak, czy siak – owszem! Kibice, nawet najbardziej ekstremalni, powinni dążyć do wydarzeń mających związek z wyjazdami, meczami, inaczej to wszystko straci pewien klimat, a może nawet kiedyś głębszy sens. Mimo wszystko spontan i pewna niewiadoma były (i są) siłą.

Z drugiej strony, co można zarzucić gali, skoro występuje na niej taka ekipa jak Zagłębie Sosnowiec? Czytaliście wywiad w ostatnim „TMK”, lub znacie Sosnowiczan „z trasy”, wiecie więc, że są współcześnie synonimem chuligańskiego old schoolu. A jednak skusili się na poznańską „zabawę” w klatce! To silny argument, że jedno nie wyklucza drugiego i trudno będzie go zbić. Kiedyś turnieje piłkarskie kibiców, z podobną atmosferą, teraz drużynowe MMA. Jeszcze ciężej będzie zwolennikom starej szkoły atakować tego typu galę z powodu starć Arki z Lechią i Stomilem na trasie. Jak widać, nie tylko piątka Arkowców musiała tego dnia „wyjść na matę”, a i hajsu za to nikt nie odebrał… Ciekawe, czy kiedyś dojdzie na takiej gali do awantur na trybunach, wszak na wspomnianych turniejach piłkarskich kibiców też bywało różnie, a i tutaj Lechia ze Stomilem kombinowali coś na boku. Czy zatem na obrzeżach sportowych kształtów rywalizacji nie dostarczono sobie okazji do rywalizacji bardziej old schoolowych? I znowu atak old schoolowców zostałby odparty…

Głos w sprawie IWT zabrał również „Juras”, kibic Legii, jej aktualny spiker oraz komentator MMA, będący jednym z pierwszych charyzmatycznych postaci KSW. Po pierwsze zasugerował, że atrakcyjniejsza byłaby formuła 3 na 3, bo w 2 na 1 niewiele się może wydarzyć, może prócz wyjątku, gdy ŁKSiak przetrwał rundę z dwoma obijającymi go rywalami. Przede wszystkim jednak, Łukasz Jurkowski zaznaczył, że tego typu gala nie będzie dobra dla… samego MMA. Trudno się nie zgodzić.

Mimo, że walczący zawodnicy byli oczywiście bardzo groźni i dobrzy – bez trudu dało się odnaleźć w ich walce „kibicowski styl”, czyli heja i do przodu, której klasyk wjeżdżamy na takiej kurwie… by się bynajmniej nie powstydził. Tej nocy oglądałem również galę UFC (2:00) i od razu mi się ukazały różnice, pomijając sam fakt światowej czołówki walczącej w amerykańskiej organizacji, widać że MMA ogólnie dąży do bycia sportem technicznym, profesjonalnym. IWT to typowa uliczna napierdalanka, przeniesiona do oktagonu – kierunek niejako przeciwny.

Podkreślały to jeszcze mocniej nerwowe reakcje części chuliganów na interweniujących sędziów. Wiadomo – mentalność chuligana to jeszcze coś więcej, jeszcze coś innego niż sama mentalność wojownika i to było widać podczas transmisji. O to pewnie chodziło Jurasowi (który do samych ustawek nic nie ma, co ważne) – jeśli MMA zacznie być kojarzone z naładowanymi czystą agresją walkami chuliganów w klatce, matki mogą mieć opór przed zapisywaniem swoich pociech na ten sport. Nie wiem, czy sam sponsoring będzie zagrożony… wszak nie od dziś wiadomo, że adrenalina, skandal i krew najlepiej się sprzedają w rzekomo łagodnym społeczeństwie.

No właśnie… Pytanie co jeśli tu wjedzie naprawdę konkretny hajs? Cóż, chuligani raczej nigdy nie przejmowali się niczym prócz emocji, więc wątpliwe, by rozmyślali o wpływie na MMA, czy też o kwestii… nadmiaru pieniędzy, które jak kusiły tak będą kusić. Wszędzie…, bo i wszędzie się przydają, a nawet bywają niezbędne.

Jeszcze jedno przychodzi mi na myśl, tak na marginesie. O ile w latach 90tych mogłeś być „z przypadku”, ale dość silny i mogłeś podjąć walkę z człowiekiem z chuliganki (był on po prostu wariatem, lubił się bić, ale niekoniecznie mieszkał na sali treningowej), tak dzisiejsze czasy produkują prawdziwe „maszyny do zabijania”. Czołówka jest wielka, silna, potrafi walczyć, a pierwsza walka Zagłębia Sosnowiec na gali IWT, gdzie rywal padł nieprzytomny i długo go budzili niech będzie tego najlepszym przykładem. Takie „zaśnięcia” nie zdarzają się często nawet na bardziej profesjonalnych galach MMA. W każdym razie z monsterami z bojówek nikt nie ma szans w spontanicznej awanturze prócz takich samych bojówkarzy jak oni, co siłą rzeczy musi doprowadzić do pewnej izolacji reszty „kibiców z młyna” i dopełnić, naturalnego jak się wydaje, podziału na „ultras i hooligans”, którego bano się już kilkanaście lat temu. Dziś albo poświęcasz się wzmacnianiu ciała, a na resztę nie masz czasu, albo nie ma cię na scenie. Same wyjazdy są daleko w tyle. Fani, którzy mają za priorytet kibicowanie swojej drużynie i nie mają takiej zajawki na sporty walki + siłownię, czują że nie mają szans z takimi ludźmi i dlatego lubią sobie ponarzekać. Podział się dokonał! Chuligani są silniejsi, ale młyny jako całość – raczej słabsze… To jest naturalny minus. Oczywiście nieco generalizuję, bo wyjątki są zawsze, a bywa, że dzisiaj też część chuliganów uwielbia mecze swojego kochanego klubu.

Chuliganka, tak jak cały świat, znacznie przyspieszyła i trwa w niej bardzo szybki wyścig – jak w innych sportach! Co z tego, że będziemy oceniać, wyciągać plusy, minusy? Takie są czasy i pewnych procesów nie jesteśmy w stanie zatrzymać. Zainteresowani wybrali sami. Reszta może sobie pooglądać. Jeszcze za darmo…

ŁG (tekst pojawi się w magazynie „To My Kibice”)