19.03.17 Instytucje skażone grzechem pierworodnym.

Wziąłem udział w ankiecie strony 3droga.pl dotyczącej kwestii wiary i nacjonalizmu. Chciałbym również tu przedstawić Wam garść swoich rozkminek. Redakcja spytała nas czy obecną Stolicę Apostolską i hierarchię katolicką w Polsce należy uznać za sojusznika nacjonalizmu. Zacznę od pytania: a czy kiedykolwiek było idealnie? Nie podoba mi się podejście papieża Franciszka np. do kwestii imigrantów, ale pamiętajmy jak zareagowało środowisko nacjonalistyczne (a przynajmniej aktywistyczne podziemie) po jego pierwszych słowach… „Wreszcie ktoś zwrócił uwagę na kwestie socjalne, na zbytnie bogactwo wśród kleru” itd.! Dało się wyczuć tu i ówdzie cichy entuzjazm, bo papież od początku chciał być obok szarego człowieka.

Błędów także jest sporo, niektóre wręcz napełniają niepokojem o przyszłość Kościoła. Nikt z nas nie potrafi spokojnie strawić gestów jakie uczynił Franciszek do wyznawców herezji Lutra itd. Ale jak pisałem…, czy kiedykolwiek było i będzie idealnie, albo tak jak MY chcemy? Może Bóg chce poruszyć Franciszkiem innych ludzi niż my? Wraz z czujnością powinniśmy brać pod uwagę kwestie pokory i ufności, że Bóg jest z nami. Nie rozumiem tych, którzy są przekonani, że to co się dzieje nie może być częścią Jego planu, skoro nawet Swego Syna wydał na męczeńską śmierć.

Z instytucjami zawsze będzie problem, wielu mówi, że wcale ich nie uznaje. A weźmy za przykład instytucję państwa… Wiemy bardzo dobrze, że we władzach wręcz roi się od szkodników dla sprawy, karierowiczów, złodziei, mafiosów itd. Ale ich działania dzieją się na jako takim widoku, a wewnątrz polityki istnieje garść ludzi uczciwych i prawych. A co gdyby nie było państwa? Anarchia w wydaniu surowym i praktycznym przyniosłaby sprawiedliwszy świat? Nie, a to dlatego, że wszyscy jesteśmy skażeni grzechem pierworodnym i dopóki Stwórcy się nie zachce, będą na ziemi rządziły pycha z chciwością, zazdrość z kradzieżą itd., dominując wszelkie zbiorowości (nawet niezależnych nacjonalistów).

Moim zdaniem podobnie jest z instytucją Kościoła. Jest potrzebny i trzeba o niego walczyć, mimo że nie jest (i nie będzie dopóki Stwórcy nie zachce się ostatecznie kopnąć szatana w zadek) czysty (za czasów uwielbianej Inkwizycji, albo znienawidzonego realnego socjalizmu był niby czysty i wspaniały?). Tu również znajdziemy wielu dorobkiewiczów, ignorantów, cwaniaków, afery pedofilskie nie wzięły się znikąd itd. Ale przez afery mogą przebijać się (i przebijają się!) święci. Może o to chodzi? Dzięki temu walka dobra ze złem toczy się na widoku, możemy ją obserwować i oceniać, wyciągać wnioski, dążyć za tym pozytywnym, świętym przykładem, a zły napiętnować.

Moim zdaniem po prostu nie ma szans na idealną władzę polityczną i hierarchię kościelną, gdyż idealny był tylko Jezus Chrystus. Władza musiałaby składać się z samych świętych, a to jest nierealne.

Człowiek na przełomie wieków stwarza instytucje, a wewnątrz nich – jak wszędzie – trwa walka dobra ze złem, konflikty interesów. Powinniśmy częściej nawiązywać do świętych, lub do tych organizacji/kapłanów, którzy robili i robią wielkie rzeczy WBREW kondycji instytucji. To świętego Brata Alberta (trwa jego rok), kapelana warszawskiej „Solidarności” Popiełuszkę, społecznych aktywistów, którzy z miłości do bliźniego działają dla drugiego człowieka itd. uznałbym po pierwsze za sojuszników nacjonalizmu.

Z hierarchią raz jest lepiej, raz gorzej, ale jeśli chodzi o kwestie obyczajowe, moralne – starają się nie ugiąć przed gender, „wiarą otwartą” (herezją „postępowców”) itd. Kto regularnie uczęszcza do kościoła pamięta listy czytane na przełomie miesięcy. Podczas czytania jednego z nich środowiska liberalne zorganizowały nawet głośną prowokację z wyjściem ze świątyni. Czyli chyba nie jest najgorzej. Przynajmniej w Polsce.

Oczywiście wielu z nas ma różne wymagania. Część nacjonalistów uzna całą hierarchię i Watykan za heretyków, bo uznają inną mszę niż trydencką. Moim zdaniem niesłusznie. Stoję, przynajmniej ze swoją aktualną wiedzą, na stanowisku, że Duch Święty działa również dziś (bo czemu by nie?) i pragnie mówić do świata tak jak ten aktualnie rozumie, oczywiście z zachowaniem dogmatów wiary.

Wewnątrz Kościoła należy mówić o nacjonalistycznej segregacji kulturowej i plusach państwa narodowego. Segregacja, co pokazuje zły przykład Zachodu, służy pokojowi, którego coraz częściej brak w Belgii, Niemczech, czy w Szwecji. Należy wspierać takich kapłanów jak ksiądz Kneblewski z Bydgoszczy. Jacek Międlar mógł sprytniej, niczym wspomniany Kneblewski, poruszać się i działać wewnątrz instytucji zamiast odchodzić. Potrzebna jest równowaga dla przecukrowanego „katolicyzmu Światowych Dni Młodzieży” (aczkolwiek relacjonowana na cały świat „Droga Krzyżowa” była mega przesłaniem!). Ale mimo wszystko – jestem za walką o tą równowagę wewnątrz Kościoła.

Dlaczego? Bo gdy taki ruch jak chociażby Bractwo Piusa X (w ich kierunku Franciszek również wykonał gest!) stanie się masowy, RÓWNIEŻ zaczną przebijać się przez niego na większą skalę ludzkie słabości i wewnętrzne różnice zdań, których nie unikniemy. Jeśli unikniemy – bractwo nie będzie masowe, to po prostu niemożliwe. Ludzie są różni i różnie odczytują tą samą (!) Ewangelię. Szatan jest zbyt silny, a każdy z nas ma luki przez, które prędzej, czy później potrafi się przebić ze swoimi podszeptami.

Kościół, przy zachowaniu dogmatów oczywiście, musi być kompromisem służącym do tego, by oddawać Bogu co Boskie. A my nacjonaliści oddamy cesarzowi co cesarskie… Poparcie, lub… kopa w tyłek.

ŁG

Tekst ukazał się w ankiecie strony 3droga.pl