18.04.17 W którą stronę ryzyko?

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23). Wielki Tydzień, a szczególnie ostatnie jego dni, to najlepszy czas by przemyśleć czym jest wiara. Tym bardziej czuję się w obowiązku wyjaśnić jak sam ją postrzegam, ponieważ nie raz w swoich tekstach powołuję się na nauczanie Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa to dla każdego wierzącego najważniejsza, a jednocześnie najtrudniejsza z prawd do przyjęcia. Uzmysłowienie sobie, że Chrystus to wszystko zrobił dla każdego z nas, a potem próba naśladowania Jego drogi życiowej. Wiara to słowa i czyny, podobnie jak ewentualna świętość. Ufność w Bogu Ojcu, Synu Jezusie Chrystusie i Duchu Świętym wykracza właściwie poza każdą doczesną „prawdę”. Mając głęboką świadomość, katolicką świadomość, każda idea stworzona przez człowieka wydaje się zwyczajnie ułomna, a idee, które wprost zaprzeczają istnieniu Trójcy Świętej, najzwyczajniej głupie.

Doktryna Kościoła to nie tylko dogmaty, to także konkretna propozycja życia. System religijno-filozoficzny niestawiający przed człowiekiem prostych rozwiązań. Nie ma takiej dziedziny życia, którą nauka Kościoła pozostawia samą sobie. Mimo, że nauczanie chrystusowego Kościoła jest bezkompromisowe i niezmienne, zawsze pozostawia On każdemu wolną wolę. Możemy zaryzykować i podążać za tym co mówi Kościół, a możemy też zaryzykować i to całkowicie odrzucić. Tylko od nas samych zależy, czy wybierzemy trudne życie w łasce, czy proste, ale niezmierzające do konkretnego celu życie bez Boga.

W życiu są takie momenty, że nie czujemy obecności Stwórcy, mimo regularnego chodzenia do Kościoła i przyjmowania sakramentów. Nie ma jednoznacznego wytłumaczenia dlaczego tak jest (niektórzy mówią i piszą o tzw. czarnych dziurach wiary – przyp. ŁG), ale należy szukać rozwiązania. Niewykluczone, że Bóg nas sprawdza, czy będziemy mu wierni, być może oczekuje większego zaangażowania w modlitwę, częstszą Eucharystię. Nikt nie zna zamysłów Boga, ale każdy ma sumienie i praca nad sumieniem, nad jego czystością, pozwoli lepiej rozeznać wolę Ojca.

Wierzymy, nawet ateiści w coś wierzą… Co prawda do niczego konkretnego ich ta wiara nie doprowadzi, ale istnienie jakiejś wiary w ludzkim umyśle jest kwestią niezaprzeczalną. Od początku istnienia człowieka, istniała także jego strefa duchowa, a także mózg stale ponawiający pytanie: kto stworzył świat? Kto stworzył mnie? Po co? Dlaczego? Tak powstawały różne bóstwa, aż końcu Bóg zesłał nam swojego Syna i objawił nam swój plan wobec ludzkości, plan odkupienia i zbawienia…

Ta historia trwa do dzisiaj, ale będzie miała swój koniec i życzę Wam w te Święta Wielkanocne byśmy w swojej ostatniej godzinie mogli powiedzieć, że dochowaliśmy wierności Jezusowi Chrystusowi.

FA 

PS: Na zdjęciu Wielkanoc w Hiszpanii.