17.05.17 Legia Warszawa 2-0 Lech Poznań (Ekstraklasa, Grupa A).

Croxy, po raz pierwszy zlany potem z wyczerpania, a nie z przećpania, jeszcze pnie się mozolnie po schodach (…) – ten cytat z książki „Trainspotting 2” często przychodzi mi na myśl (zapamiętałem, bo otwiera pierwszy rozdział), gdy siedzę na trybunach pikników i wdrapują się na nie przepite Mariany, oczywiście stanowiący tylko mały procent całości przekroju społeczności żyjącej sportem. Środa, 20:30, Legia-Lech, jeden z – co tu ukrywać – meczów o mistrzostwo. Kolejny mecz z jednym z głównych rywali, którego ostatnio udało się ukuć na jego stadionie, co było tym śmieszniejsze, że uczynione za pomocą prostytutki o nazwisku Hamalainen (nie oszukujmy się). Jest kilka kwestii, które powodują, że na mecz z np. Lechem idzie się inaczej niż na mecz z Niecieczą (Na twarzy Chorego Zbója widać szyderstwo, a jego dolna szczęka opada jak kasa w Kwik Save – znowu „Trainspotting 2”). Serce ubrane w moro, niczym ultrasi z Drezna podczas ostatniego wyjazdu na Karlsruher [1] – do boju Legio marsz!

Nieznani Sprawcy zaprezentowali oprawę na trzy trybuny (skrót meczu i pierwsza oprawa). Na wyjście piłkarzy ich oczom ukazał się wielki napis „Nie poddawaj się”. Druga choreografia miała miejsce w tej samej połowie. Na dole Żylety wjechał napis „Przyświecają nam najwyższe cele”, a z góry zjechała sektorówka „Mistrz Polski 2017”. Napis został podświetlony od dołu racami, co „ożywiło” tą oprawę. Tak więc przekaz opraw, ale i doping nakierowany był przede wszystkim na obronę mistrzowskiego tytułu.

Leszki niedawno byli ładną liczbą na finale PP w Warszawie, gdzie znowu przegrali – może dlatego nie udało im się zapełnić sektora gości przy Ł3? Tylko czy jest to wymówka, skoro to jedyny duży klub Wielkopolski, który jeszcze cały czas liczy się w walce o majstra? W każdym razie – cieniutko (niecałe 900). Na plus jednak doping przez cały mecz, który jednak nie mógł się przebić przez ryk kompletu publiczności u gospodarzy. KKS wywiesza kilka zdobycznych szali na boku błotu, kilka flag oraz chwilę macha jedną na kiju. I to tyle.

Legia wygrała 2:0. Pierwszy gol padł dość szybko, ale ze stanu niepewności wyprowadził nas dopiero pod koniec wracający z pompą Michał Kucharczyk! Myślałem, że sportowe emocje mam już za sobą, ale nie – w takich przypadkach łapska same szarpią za barierki.

Lech Poznań nie ma drużyny na Mistrza Polski. Po przegranej piłkarze podeszli niemrawo na daleką odległość od w połowie pustego sektora gości i poklaskali, po czym szybko udali się do szatni. Żeby to był jakiś wielki zawód, albo mobilizacja przed pozostałymi spotkaniami – tego czuć w obozie Lecha nie było… Po legijnej stronie przeciwnie – „Mistrz, Mistrz – Legia Mistrz!”, śpiewy na dwa głosy, podziękowania. Do „fruwającego (czasem na kolegów) majonezu” z ulicy Kałuży się nigdy – mam nadzieję – nie zniżymy, ale miło jest pokazać milczącym z nerwów gościom środkowy palec. Wiem, że udają w tych bluzach z czaszkami na całe plecy, że ich wynik nie interesuje, ale wiem, że ich interesuje. Gdyby wygrywali z Legią byliby w siódmym niebie, a tak to co mają „prawilnie” mówić, biedacy?

Jeszcze trzy kroki do obrony tytułu.

ŁG  

[1]:

PS: W Ekstraklasie „witamy” Sandecję Nowy Sącz. O drugie miejsce promowane awansem walczy m.in. Zagłębie Sosnowiec, które wysoko pokonało Wigry w Suwałkach. Sandecja, zgoda KSP, w najwyższej lidze zagra po raz pierwszy w historii. Legia grała z nimi nie tak dawno w Pucharze Polski.   

PPS: Tego dnia odbyły się też bezbramkowe derby Łodzi bez kibiców gości, a Kuba Olkiewicz napisał na weszlo.com: jeśli dla kibiców Widzewa ważniejsza od atmosfery na meczu jest otoczka marketingowa wokół ich klubu, a dla mnie tabela na koniec ligi, to znaczy że po dawnych czasach zostały tylko kolory szalików. Szczególnie ta „marketingowa otoczka” to jest coś okropnego… Tam powinny płonąć dywany, wszystko, kurna, powinno płonąć… A zaczyna się od płonących serc. Te jednak coraz częściej zmieniają się w kalkulatory.

PPPS: To uczucie, gdy 6 meczyków na kuponie Ci wchodzi, a jeden „pewniaczek” nie… Na szczęście gram tylko za grosze.