7.06.17 RECENZJE: „Szturm. Antologia nowoczesnego nacjonalizmu”.

„Szturm” istnieje w sieci od około trzech lat. Przez ten czas ukazało się w nim wiele świetnych artykułów, prezentujących nacjonalistyczne spojrzenie na sprawy, które dotąd były poruszane w niewielkim zakresie lub wcale. Dlatego dobrze się stało, że dzięki wydawnictwu Capital, kilkadziesiąt z nich zostało uwiecznionych na papierze. Czekałem jak głupi na tę książkę, tym bardziej, że jest to pozycja, którą absolutnie musiałem mieć. Na szczęście, po skontaktowaniu się z wydawcą, wszystko się wyjaśniło i wreszcie mogłem oddać się lekturze. Teksty zostały podzielone tematycznie na pięć części: ideologia, gospodarka, stosunki zagraniczne, historia i wywiady. Łyknąłem wszystko od deski do deski, ciężko wyróżnić jakiś jeden felieton, ale dla mnie najbardziej interesujące były pierwsze trzy działy, choć i część historyczna jest niestandardowa, bez powielania tematów wielokrotnie poruszanych w ruchu, czy nawet obecnych w mainstreamowych mediach.

Felietoniści Szturmu nie boją się tematów trudnych i budzących kontrowersje w narodowym światku. Doskonałym przykładem są tutaj „Megalomania zwana nacjonalizmem” Jakuba Siemiątkowskiego, „Bezdroża antyniemieckiej obsesji” Daniela Kitaszewskiego, czy „Ukrainiec JEST moim bratem”, ponownie Siemiątkowskiego.

Sporo miejsca poświęcają także pracy u podstaw, słusznie zwracają uwagę, że jakiekolwiek zmiany nie będą możliwe, dopóki nie zaczniemy od samych siebie. Pojawia się nawet wątek SxE. Wszystko (z małymi wyjątkami) czyta się bardzo dobrze, rażą tylko dość częste błędy, szczególnie na początku książki.

„Antologia nowoczesnego nacjonalizmu” jest wydana w twardej okładce (niezbyt udanej wg mnie), w środku na 334 stronach oprócz tekstu znalazło się kilka grafik autorstwa U77.

Na koniec mała refleksja. Czy był sens wydawać książkę z tekstami, które wcześniej pojawiły się w internecie? Oczywiście. Po pierwsze, wreszcie mogłem wygodnie położyć się na kanapie i na kilka godzin wyłączyć, skupiając się tylko na czytaniu, nie naświetlając przy tym niemiłosiernie oczu. Nie wiem jak wy, ale ja nie jestem w stanie gapić się przez dłuższy czas w monitor z tak bliskiej odległości. Dlatego także ja ubolewałem, że Szturm się nie drukuje. Po drugie, strony internetowe mają to do siebie, że w każdej chwili mogą zostać zhakowane bądź zablokowane na podstawie mniej lub bardziej bzdurnych zarzutów. Pod tym względem papier ma bezdyskusyjną przewagę. Szkoda tylko, że format książkowy ma swoje ograniczenia i wiele wartościowych artykułów się tu nie zmieściło.

„Antologię…” polecam każdemu, bez wyjątku. Wy także polecajcie swoim znajomym!

                                                        Antyanarcho