11.06.17 RECENZJE: „Django” (film, Tarantino, 2012).

A co to za jegomoście w workach na głowach? To Ku Klux Klan, który narzeka na kiepskie kaptury, heh, z filmu „Django” (2012) mistrza Tarantino. Wróciłeś z roboty, albo z sali treningowej i nie masz ochoty na zbyt intelektualną rozrywkę, ale z drugiej strony film fantastyczny w wersji dla uzależnionego od gier kretyna to dla Ciebie STANOWCZO za mało? Właśnie w takich przypadkach sięgnij po Tarantino! Na biurku leży u mnie aktualnie Dostojewski, innej dziedziny klasyk, którego nadrabiam, ale nie panie Rusek…, nie kiedy Łukaszek jest dętka. Western, łowca nagród Schultz i czarnoskóry niewolnik Django wyruszają w podróż, by załatwić kilka spraw… A jak czarnoskóry niewolnik to i kwestie rasowe, po które to (jak rozumiem) chętnie sięga i mierzy się z nimi czytelnik „DL”. Oczywiście rasa nie jest głównym powodem sięgania po Tarantino, ba – nie jest żadnym powodem. To reżyser, który tworzy nietuzinkowe sceny, postacie i dialogi. Nawet gdy jest to western… Nie każdy dobry film musi być od razu dramatem psychologicznym, czy thrillerem politycznym.

Nie cierpię jak ktoś podaje mi na tacy biednego murzynka, któremu mam współczuć i który to zawsze ma dobre serduszko. Tytułowy „Django” poświęca „czarnego brata” na pogryzienie psom, a stary murzyn grany przez Samuela L Jacksona jest większym rasistą niż ukazani nam biali (w tym „boski Leo z Titanica” – jak zwykle świetny…). No i gitara! Można wchodzić w trudny temat niewolnictwa (nie cierpię tego zjawiska, jest ono obrzydliwe) jak w masło, bez rzygania cukrem.

Nie ma co tu się dużo rozpisywać…

Film jak to u Tarantino… Ktoś powie tekścik, przy którym „twardy Boguś” z „Psów” się chowa, ktoś kogoś w nieco niespodziewanym momencie (!) odstrzeli tak, że idzie w górę co najmniej jedna flacha ketchupu itd. Nie wszystko jest tam super mądre, a czasem wręcz ocieramy się o abstrakcję. Po prostu Tarantino robi nietuzinkowe kino akcji.

Skusi się czasem człowiek… Polecam, a sam biorę się za „Nienawistną ósemkę” tego twórcy (2015).

ŁG