18.06.17 Kaftan (nie)bezpieczeństwa vs zasianie ziarna.

Wychowane w latach dziewięćdziesiątych ekipki z pełnych patologii szkół podstawowych. Na początku wszyscy kolorowi, pełni wszelkiego rodzaju nadziei, potem coraz bardziej szarzy, zalani tłuszczem i z coraz konkretniejszymi problemami na barkach, zmuszeni do podejmowania coraz trudniejszych decyzji. Niektóre losy potoczyły się tak, wykręciły, że trudno w nie uwierzyć. Mówi się: kto żyje wspomnieniami – już umiera. Ostatnio zdałem sobie jednak sprawę, że cały czas produkuję nowe wspomnienia. W tej chwili, w której należy zrobić w życiu przystanek – bywam zadowolony i zatrzymuję się na dłużej przy teraźniejszych wydarzeniach np. słuchając ulubionych płyt, nie tkwię tylko w latach 90tych. Będę to dzisiejsze opisywał pewnie za 10 lat… w każdym razie cały czas życie bywa inspirujące, ciekawe, są chwile, gdy serce rośnie. Właśnie jestem przed podjęciem kolejnej pojawiającej się w życiu każdego dorosłego człowieka ekstremalnej decyzji, która zmieni wiele. Która, przede wszystkim, spowoduje rozstanie. Z ludźmi, z miejscami, z perspektywami (chodzi o kwestie zawodowe). Ciemnymi nocami gotują mnie te decyzje. Niepodjęte, nie znamy ich, choć może były piękne [1]. Życie to niekończące się ekstremalne decyzje, OKAZJE do zmian, kto się ich boi – może i żyje w swoim spokoju (nie znam takiego spokoju…), ale nie otworzy wielu drzwi, które mógłby otworzyć.

Lecz jednak jeden dzień lub jedna noc

Doprowadziła mnie do miejsca w którym jestem

Czy byłem pełen sił, czy miałem tego dość

Dzięki tej chwili dzisiaj patrzę na tę przestrzeń

Dawid Podsiadło i Sokół – „Świadomy sen”[1]

Jedna chwila może spowodować, że zyskasz wiele (dziś nie piszemy o stratach)! Cofnij się do zalążka swoich sukcesów. To impuls, chwila, namowa…, czy jeszcze coś innego zdecydowało o podjęciu ryzyka? Ta jedna decyzja jest jak zasiane ziarno!

Nawet biorąc na warsztat „Drogę Legionisty”… Zakładać, nie zakładać? Prowadzić, nie prowadzić? Wiele wątpliwości, a tu już weszliśmy w jedenasty rok podczas którego wiele się wydarzyło w związku z tym (pisanie tych wszystkich papierówek to masa niewidocznego dla Was czasu i emocji).

Dalej…

Chlać, czy nie chlać? Trenować, nie trenować? Spowiadać się, nie? Ale także – być z tą, czy z inną, hajtnąć się…? Zmienić robotę? Odezwać się do ojca, czy mieć do końca życia focha? I tak dalej… Kaftan, czy ziarno?

Ilu z nas pycha i strach trzymają w kaftanie (nie)bezpieczeństwa? Przerażające, że niektórzy nie potrafią wyjść nawet poza decyzję o porzuceniu pracy, w której za grosze szef robi z nich przedmioty, lub o porzuceniu partnerki, która piąty raz się posypała z innym. Ktoś mógłby się śmiać, że „idealny chrześcijanin” – wybaczy każde plucie w twarz, a tak naprawdę nie o przebaczenie (super cecha) i chrześcijaństwo tu chodzi, lecz o strach.

To co chcę Ci dziś powiedzieć to proste – nie bój się.

Przekonałem się nie raz, że warto czasem zrobić krok w tył, by zrobić dziesięć w przód. Dziś miałem chwilę na przemyślenie ostatnich ruchów i wyszło mi, że u podstaw każdego sukcesu leżało ryzyko.

Czy nie było ryzyka, że nie dogadam się z żoną? Jasne, że było i jest nadal, ale małżeństwo to nie Raj. Czy nie było ryzyka, że po rzuceniu używek stracę 70% znajomych? Była, ale co to za znajomi, którzy nie rozumieją, a chcą pociągnąć mnie za sobą na dno? Mogłem bać się założyć „DL”, bo są osoby, które tego nie lubią, ale co z tego skoro dostaję sms „dobre teksty” od kolesia, którego wszyscy Ci hejterzy szanują? Mogłem bać się wrócić na salę po latach melanżu, ale co by mi było z tego strachu… Mam trzy dychy na karku, a jak małolat przygotowuję się właśnie do kolejnych zawodów. Nie idzie super, ale życie toczy się dalej, spełniam się. Co z tego, że bałem się nie raz w życiu zawodowym, skoro po podejmowaniu wielu decyzji pełnych niepokoju i łez, dziś jestem najbardziej stabilny w całym swoim życiu?

Czy pamiętasz te momenty, gdy w duszy to czujesz? Wychwyć moment i zagraj! Wypłyń na głębię… Jana Pawła II, nabiera tu szerszych kontekstów… Nie lękaj się, zobaczysz jak będzie pięknie.

To co uważasz za ostateczne jest tylko dekoracją, nie musisz grać jak Ci zagrają, nie musisz ich oglądać. Gdzieś w głębi masz Jokera, który chodzi Ci po głowie. Skorzystaj…

ŁG

[1]: