23.06.17 Tramwajowy flashback.

Wchodzę do tramwaju, coraz więcej do mnie gada, coraz dziwniejsze maszyny w nim stoją (nie chce mi się z nich kupować, ostatnio udało się pokazać kanarom „sieciówkę” w postaci… karty kibica Legii, co by się inni pasażerowie nie zburzyli, że puszczają łysola – thug life! :-). Pamiętam jak znajomi chodzący w porucie wsiadali sobie na jakimś przystanku, zajmowali miejscówki w tyle i z kosami w ręku kroili jakichś mułów z Nokii 3210, a teraz to nie wiem, czy by ich ten bimbaj z kosmosu w reakcji nie zjadł, lub coś w tym zaprogramowanym stylu… Nie dziwcie się, że ludzie ledwo 30+ często wspominają „stare czasy”, skoro można było wsiąść tylnymi drzwiami i udawać, że nie znamy się z napotkanymi znajomymi, którzy właśnie dźgają kogoś w brzuch, a tuż przed nimi siedzi nieświadoma niczego starsza pani z zakupami. Niewielu rzeczy społeczeństwo było świadomych…, teraz facebook informuje ich o wszystkich stylach życia i pierdołach, a przez kiepskie reportaże z komercyjnych TV połowa społeczeństwa wcale nie wychodzi z domu. Pieprzone Nokie 3210 z wężykiem, w którego grali wszyscy i brak kamer. No tak… co by nie mówić o inwigilacji, pretekstów do zainwestowania w bomby Systemowi nie brakowało. Jadę dalej, wspominam sobie K. i D., którzy z tramwajami związali na jakiś czas swój sposób na zarobek.

K. zawsze miał taki sam wyraz twarzy. Czy szukał amfetaminy, czy był naspeedowany, czy odpływał gdzieś na dyskotece, czy przystawiał komuś nóż do bebechów. Odnosiło się wrażenie, że zawsze pozostawia sobie margines czujności, niezależnie w jakiej sytuacji brał udział. Patrzył jakby przygotowany na każdy kierunek w jakim mogła potoczyć się akcja. Nawet na tej imprezie mógł mu przecież wyskoczyć zza rogu diler na popularnych wtedy sterydach, który po kilku browarach nie byłby już tak pobłażliwy w wiecznym czekaniu na swój dług…

Obok K. z szeroko rozłożonymi nogami, wepchanymi w ciasne dżinsy siedział z knypem D., który z pewnością miał ADHD, giry latały mu 24/h. Nie pił, nie ćpał, skrojoną kasę wydawał na przykład na naprawę swojego Malucha, lub na hostele, w których posuwał swoją i inne panny. Nie przepuszczał żadnej, nawet gdy jakaś otyła i obrzydliwa przypadkiem opiła się na domówce, a przypominam, że on sam był wiecznie trzeźwy, więc widział z kim ma do czynienia. Woził się strasznie, zawsze z obowiązkową białą bejsbolówką na głowie. Z kilometra było widać, że szuka draki. Miał wielu wrogów, bo narwany był chłopak… również w stosunku do tych dziewczyn. Zamykał się z nimi w swojej siłowni, urządzonej w piwnicy i kazał im tańczyć. Naoglądał się pornosów i z zamulonych nastolatek (sam miał wtedy ze dwie dychy) chciał zrobić striptizerki-seks maszyny, reagując dość ostro na brak umiejętności tanecznych, czy innych… Naśmialiśmy się, ćpając trzy piwnice obok, chociaż czasami śmiech zmieniał się we współczucie i przerażenie…

Dwa typowe osiedlowe psychole i kombinatorzy, których wszędzie pełno. Co ciekawe, wtedy – w naszych głowach, zafascynowanych chuliganką wszelkiego typu i narkotykami, byli to po prostu dobrzy ludzie, którzy tak jak trzeba idą po swoje, ziomale. Jak wielką drogę trzeba przejść, by pojawił się chociaż zalążek myśli, że oni jednak nie skończą zbyt dobrze i nie trzeba być krojonym przez nich mułem, by to przyznać…

Następny przystanek… – obudził mnie nowoczesny tramwaj pełen mułów, których nikt nie kroił. Wysiadłem, lukając na zawieszoną nad wiaduktem kamerę… Flashback przeminął.

ŁG