8.07.17 Po urlopie – przed kolejnym, a więc przystanek w hałasie.

Wybaczcie dłuższą nieobecność czytelnicy, ale już na samym początku wakacji postanowiłem zaliczyć mały reset. Aktywny i po części aktywistyczny wypoczynek spowodował, że bardzo przyjemnie jest teraz zasiąść „przed pianinem”, by Wam zagrać (ilu z Was na nerwach…?). Płonę z radości niczym Hamburg, heh. Nie lubię długo przebywać poza domem, bo pełno tam, hm, pięknego zła, niczym taniec Salmy Hayek w „Od zmierzchu do świtu” (i ta gitarka…). Jak to się mówi – szatan działa w hałasie (chociaż w Azji by się kłócili, bo tam wszyscy żyją na ulicach…), a Duch Święty w ciszy, więc nie ma co się zapędzać. Trzeba wrócić do cichych czterech ścian… nim zapędzimy się pod ścianę (jak antyglobaliści okradający sklepy), lub wykształcić w sobie kilka nawyków, czego nie udało mi się jeszcze zrobić.

A propos „Od zmierzchu…”. Bohatera granego przez Quentina Tarantino (Richard Gecko) dosłownie zżarła jego pożądliwość. Wszak był gwałcicielem, a Hayek tańczyła jako czyste zło właśnie przed nim, zanim zmieniła się w wampira i zaatakowała go z głodu (!) krwi. Z boku niby zwyczajna krwawa tandeta…, a jak wiele można wyczytać ze sceny striptizu i późniejszej rzezi. Ot – Tarantino…

Wyciszać się zatem trzeba i „unikać miejsc”, żeby Cię nie zżarły czytelniku, truizmem jest stwierdzenie – betonowa dżungla jest niebezpieczna. Nie chowam się przed nią całkowicie, ale mam swoje bazy, oazy spokoju, stacje paliw, na których tankuję. Wąż krąży, niczym po ciele Salmy, tym bardziej w czasie urlopu. Nie chcę głupio pouczać, niczym Jean-Claude Juncker, ale uważajmy, bo ucieka nam coś pięknego, a sprzedajemy to za gnijące od wewnątrz pozory piękna…

Pamiętacie bajkę „Kapitan Planeta”? „Cartoon Network” podprogowo kodowało nam, dzieciakom, mus ochrony środowiska (czym jest przy tym manifest Greenpeace nie po tej stronie Pałacu Kultury, heh?). Podprogowo można jednak przekazywać zupełnie przeciwne treści, a dorośli też są podatni na bajki (tyle, że te +18: porno i politykę).

Niepozornym (dla nas, ojcowie pustyni przestrzegali…) grzechem jest łakomstwo. Mamy kobiety, narzeczone, żony, a chcemy wszystkie baby świata. Mamy trzy miliony kanałów telewizyjnych, a ściągamy (kradniemy) filmy, mamy sukcesy, a chcemy ich jeszcze więcej, zapominając, że odrywamy kartki z kalendarza i musi być czas, by się nimi nacieszyć. Docenić to co mamy, zostać przyjaciółmi samych siebie. Nie obrażać się na samego siebie, bo czegoś akurat nie mam jest fundamentem dobrego samopoczucia.

Taki mam plan na wczasy… Ba – taki mam plan na życie…

ŁG