9.07.17 Gałęzie przysłaniające widzenie. Fragment „Dziennika…”.

Szukanie nowych sposobów ekspresji i przekazywania informacji stało się modnym kierunkiem wśród Autonomicznych Nacjonalistów, jednak gdy znudziło nam się wieszanie plakatów, nagrywanie rapu i malowanie graffiti dotyczącego bohaterów, okazało się że nowych pomysłów brak. I co gorsza – nowych informacji do przekazania społeczeństwu. Kwestię programu antykapitalistycznego i tak najsensowniej przedstawił NOP. Może nowy pomysł powinien zacząć się od wkroczenia na nowy poziom człowieczeństwa? Na zrozumieniu, że nasz aktywizm musi opierać się na silnym kręgosłupie moralnym, a to rodzi zupełnie nowe pola walki. Jak można wymagać od polityków, systemów i świata kierowania się moralnością skoro samemu jest się niemoralnym? Roboty jest sporo, tylko trzeba dobrze się rozejrzeć.

Wielu aktywistów-nacjonalistów nie zdaje sobie sprawy z tego, że wpisuje się w lewicowo-liberalne „uwolnienie” obyczajowe, a więc mimo buntowniczych bluz na szerokich barkach, podąża wraz ze stadem na zatracenie. Też nie zdawałem sobie z tego sprawy, pisząc o dupach, seksie i zdradzie. Założenie obrączki, walka z rozpustą i przesiąkniętą pornografią anty-kulturą stanowiły i stanowią jedną z poważniejszych walk jakie toczę w życiu. Stałem się codziennym aktywistą, bo świat zmierza raczej w przeciwną stronę. Dziś aktywistą jest każdy facet będący wierną głową rodziny i dający temu świadectwo. Ponad połowa moich podopiecznych zawodników ma rozbite rodziny. To plaga, na którą nasz naród nie może sobie pozwolić, tym bardziej, że to nie jedyna plaga. Za mało Józefów, zbyt wielu cwaniaczków.

Przecież to takie normalne, że żądze trzeba uwolnić i prawie wszyscy szukają przygód. To takie przyjemne, więc czego chcesz… zazdrościsz? Wspierają tę zaraźliwą myśl twórcy z mainstreamu i podziemia. Pornografia tak wsiąknęła w rzeczywistość, że walcząc z nią narażasz się na najpotężniejszą broń szatana – śmieszność. Walka z lewicą, liberałami, kapitalizmem, komuną, nawet używkami – to wszyscy rozumieją, ale walka z rozpustą? „Facet musi”. „Musi” ruchać, „musi” pić, bo to przecież tradycja, musi nakraść jak „jest okazja”. Z piciem jakoś sobie radzimy w środowisku. A z przedmiotowym podejściem do drugiego człowieka?

Co śmieszniejsze, subkultura straight edge, pod którą podpisuje się wielu współczesnych aktywistów, zawierała i zawiera w sobie również „don’t fuck!”. Potraficie wziąć to na barki? Pewnie nie, bo do pohamowania rządz potrzebny jest Jezus Chrystus.

To tylko przykład. Gdy człowiek dorasta, dostrzega jak głęboko tkwimy w naszej hipokryzji. Chcemy Polski i Europy marzeń i snów. Tylko czy śnimy podobnie? Skoro w cywilizacji chrześcijańskiej chodzi o coś zupełnie innego niż w pogańskiej, to czy jeszcze rozumiem się ze swoimi braćmi? Czy tradycyjnej rodzinie sprzyja, gdy „wódz Ragnar” zdradza i porzuca swoją kobietę, bo chce mu się ruchać?

Czas na rachunek sumienia… Nie masz? To czemu oni – w garniturach i mundurach – mają mieć…?

ŁG

(fragment „Dziennika odsuwania gałęzi” 2017)