LIST CZYTELNIKA: Niemcy to obłędny naród…

Muszę przyznać, że już od dawna przymierzałem się do napisania owego listu gdyż zaintrygowało mnie Twoje stwierdzenie, że: „Niemcy to obłędny naród”. Postanowiłem wgłębić się w tą myśl i postarać się rozwinąć. Czy Niemcy są obłędnym narodem? Jeżeli tak to na czym ten obłęd polega? Co to oznaczało i nadal oznacza dla Polski, Europy, Świata? Zatem pozwolisz, że zacznę z grubej rury, od cytatu, przechodząc od razu do rzeczy. Prof Johannes Wills, biograf Bismarcka, stwierdził: „Epokę Bismarcka od epoki Hitlera dzieli tylko jedno pokolenie. Najlepszym tego przykładem jest Hindenburg. Walczył w bitwie pod Sadową w 1866 r. W 1871 znalazł się w Sali Lustrzanej Wersalu. Był pruskim majorem i uczestnikiem wielu wydarzeń. W 1914 r. dowodził w bitwie pod Tannenbergiem, wielkim starciu z Rosjanami. To on mianował Hitlera kanclerzem Niemiec. Ta ciągłość zawsze mnie niepokoiła. W tym sensie Bismarck był demonem Niemców. Uwiódł ich swoimi koncepcjami politycznymi. Niektórzy politycy i obywatele nie wyleczyli się z nich nawet po doświadczeniach z Hitlerem”.

Niby wszystko prawda, lecz moim zdaniem „obłęd” Niemców, leży gdzie indziej. Hitler ze swoją koncepcją „rasy panów” trafił po prostu na podatny grunt. Mało kto zdaje sobie sprawę, ale pierwsze, udokumentowane ludobójstwo w XX w. przeprowadzili właśnie Niemcy. W 1907 r. na terenie ówczesnej Niemieckiej Afryki Południowo- Zachodniej (tereny dzisiejszej Namibii), niemiecki korpus ekspedycyjny pod dowództwem generała Lothara von Trothy, doprowadził do masakry zbuntowanych plemion Herero i Namaqua. Niemcom nie wystarczyło zwycięstwo, chcieli unicestwić całą populację z czym zresztą nie krył się w/w dowódca. Murzynów wypchnięto z terenów konfliktu na pustynię, odcinając dostęp do wody i żywności. Jeżeli spojrzy się na zdjęcia przodków Namibijczyków, to zaręczam Ci, że niczym nie różnią się od Żydów w Auschwitz. Tak samo wygłodzeni, wynędzniali, obdarci z godności, człowieczeństwa. Niemcy na długo przed Hitlerem, udowodnili zdolność do ludobójstwa. Sam von Trotha wystosował skandaliczną odezwę do tubylców, z góry uprzedzając strzelaniem do kobiet i dzieci. Dla mnie niczym nie różni się to od działań Einsatzgruppen w Polsce. Niczym. To tamto doświadczenie tak naprawdę złamało Niemcom kręgosłup moralny. Nie Holocaust. On był tylko potwierdzeniem ich zbrodniczych zapędów. Nie stworzył tego Hitler, on to tylko ujawnił.

Także Niemcy przesunęli pewną granicę. Ponownie dokonali tego podczas Holocaustu. Z góry zaznaczam, że nie zgadzam się z głosami sugerującymi, że była to zbrodnia jak każda inna, a w ogóle to „Wielki głód na Ukrainie”. Nie. Oczywiście tamta zbrodnia wyczerpywała wszelkie znamiona ludobójstwa i była piekłem na ziemi (matki jedzące swoje dzieci, wyludnione wsie, itp.), jednak unikatowość Holocaustu polega na tym, że po raz pierwszy w historii mordowano ludzi na skalę przemysłową. Tzn. z góry zaplanowano unicestwienie całej populacji i wykorzystano do tego przemysł. Kolej i ludzie transportowani w bydlęcych wagonach do obozów koncentracyjnych, którzy po przyjeździe i stosownej selekcji, nierzadko trafiali prosto do komór gazowych.

Co jeszcze bardziej przeraża to ich skrajny utylitaryzm. Więźniowie przerabiani na mydło, wyrywanie złotych zębów, obcinanie włosów wykorzystywanych później w przemyśle tekstylnym. Sam utylitaryzm stoi w sprzeczności z etyką chrześcijańską. Wg tego pierwszego to co użyteczne jest dobre. Kością niezgody jest tu jednak oddzielenie motywów od czynu – celu i środków do niego prowadzących. Jest to o tyle istotne, gdyż umożliwia zrozumienie natury Niemców i tłumaczy ich relację z Polakami.

Jeżeli to co użyteczne jest dobre i dochodzi do w/w rozdziału czynów od celu, to nie może dziwić, iż w każdej epoce, Niemcy potrafili wypaczyć każdą ideę i nadać jej zbrodniczy wymiar. W Średniowieczu tak zrobili z Chrystianizacją mordując ludność pogańskich Prus. W epoce renesansu to samo spotkało reformację, czego symbolem stały się płonące masowo stosy. O XX w. już pisałem. W dzisiejszych czasach to samo spotyka tolerancję. Jeżeli multi-kulti jest dobre, czyli użyteczne ponieważ wzbogaca kulturowo rdzennych mieszkańców, no to należy wszystkich przyjmować bez weryfikacji kim oni są, skąd przybyli i jakie mają zamiary. Tak Niemcy to obłędny naród – kiedyś chora nienawiść do wszystkiego co niegermańskie, dziś chora tolerancja, która prowadzi do tego, że de facto przestają oni być państwem prawa. Bo jak inaczej nazwać sytuację, w której media tuszują molestowanie niemieckich kobiet, wydają skandaliczne wyroki w sprawie mordów i gwałtów, a to wszystko w imię walki z ksenofobią i uprzedzeniami? Obłęd.

Co do relacji z Polską. Główny problem z nimi polega na tym, że zawsze chcieli nas wziąć sposobem. W Średniowieczu agresywną postawę wobec Polaków, tłumaczyli naszym pogaństwem. Przed ekspansją uratował nas chrzest w 966 r. Niecałe 1000 lat później Hitler znienawidzi Polaków min. właśnie z powodu dochowania wierności kościołowi rzymsko-katolickiemu; „Bolszewizm to bękart chrześcijaństwa, a oba to żydowskie pomioty”. W 1939 r. nazywali nas już „polskimi bandytami”, mimo że sami wywołali wojnę i ludobójstwa. Teraz etykietkują od „ksenofobów” i „rasistów” wpychając nam „uchodźców”, by przy okazji pozbyć się choć trochę problemu, który sami sprowokowali.

Ich skrajny utylitaryzm doprowadza do tego, że sami ściągają na siebie zagładę i jako naród, moim zdaniem, skazani są na unicestwienie, choć bardziej pasuje tu określenie samozagłady. To moja pierwsza teza. Będzie i druga bowiem pytaniem otwartym pozostaje: co z Polską? Jako politolog z wykształcenia wysuwam następującą tezę: kiedy Niemcy się zislamizują, nie jeśli a kiedy to zrobią, wówczas uderzą na Polskę. Jeśli prawo szariatu tam zapanuje, atak na Polskę jest tylko kwestią czasu i sposobu. Piszę to do Ciebie z całą odpowiedzialnością za swoje słowa. Powtarzam kwestia czasu i sposobu, gdyż ich utylitarna natura w połączeniu z radykalnym islamem, głoszącym jihad i walkę z niewiernymi, stanowić będzie dla Polski, śmiertelne zagrożenie. Polski rozumianej tutaj jako ostoi katolicyzmu w Europie Wschodniej, przedmurza chrześcijaństwa. Jeżeli jednak dojdzie do sytuacji odwrotnej, czyli taką jaką przewiduje Janusz Korwin-Mikke, że do głosu dojdą tam narodowi socjaliści, wówczas ewentualny konflikt nadal pozostaje nieunikniony, gdyż dla nich Śląsk i całe Pomorze (zachodnie i gdańskie) to nadal utracone landy.

Zacząłem cytatem, pozwolisz, że też nim zakończę. Będzie on bardzo krótki, ale też wyczerpujący. Niklas Frank: „Nie ufajcie, nam Niemcom. Dopóki nasza gospodarka rozwija się świetnie, a Niemcy zarabiają pieniądze, dopóty wszystko odbywa się w sposób demokratyczny. Sytuacja diametralnie się zmieni, jeśli kraj zderzy się z ciężkimi problemami ekonomicznymi przez okres pięciu do dziesięciu lat”.

Historia magistra vitae est!

ZZ