10.07.17 RECENZJE: „Czarny charakter” (książka, Stachniak, 2017).

Ależ klimatyczna okładka! Przeczytałem dwa rozdziały, później miałem coś do napisania, ale postawiłem książkę pionowo w rogu biurka, by co rusz na nią zerkać – mam cacko do łyknięcia, myślałem… „Czarny charakter” (2017) Łukasza Stachniaka przemówił do mnie stanowczo wspomnianą okładką: bierz mnie! A gdy otworzyłem na 11 stronie i mym oczom ukazały się dzieciaki patrzące wrogo ze starej stołecznej bramy wraz z rozdziałem podpisanym jako „Ściek” no to już ponad cztery dyszki nie były moje. Zyskałem oczywiście coś więcej. Liczącą 525 (+ słownik gwary) stron powieść obsadzoną w realiach starej warszawskiej ulicy! Cóż… sama treść jest ciekawa, ale powieść napisana językiem, którego już nie ma, z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Było nieźle, ale czegoś mi tam brakowało.

Dygresja. Wiem, że podziemny klimat przestępczy ma klimat – stale do niego wracam, tak jakby popsutym sercem. Narkotyki, niegrzeczne dziewczyny, przemoc i złodziejstwo to cień odrapanych kamienic i socjalistycznych bloków. Na zawsze będzie to częścią mnie, jak stadiony – siłą rzeczy, bo historii nie zmienisz. Pewnie na zawsze moja uwaga zatrzymywać się będzie przy tym, przy czym katolikowi nie wypada, nad czym czasem ubolewam, a czasem cieszę się ze stale odnawialnych ciarek – wychodzących po kontakcie z tą miejską atmosferą. Po dobrej płycie, po dobrym meczu… Po wizycie kumpli.

Idę przez inną ulicę niż szarzy przechodnie. Widzę kontem oka kto chowa swoje interesy przed czujnym okiem kamer, widzę po oczach kto dzisiaj jest na głodzie, a po sposobie poruszania kto szuka okazji. Lemingi nie potrafią całościowo patrzeć na miasto, dostrzegać jego podziemny wymiar.

Druga dygresja jest jednak następująca – z Bogiem nie jest tak łatwo jak z heroiną, nie uzależnia od pierwszego trafienia – trzeba trochę popracować. Ale jak już popracujesz, to mimo sentymentu do tego klimatu przyznasz, że większość prowadzi do nikąd i jest głupotą. Nie ma odwrotu od tej refleksji, tak jak nie ma odwrotu od historii życia. Tak po prostu jest. Coś jest i będzie w tych murach, ale to także zwyczajny, śmierdzący ściek. Nie czuję w sobie żadnej odpowiedzialności za to, by podążać za głupotą, czuję jednak odpowiedzialność, by trzymać się podstawowych zasad – przede wszystkim zakazu kablowania, szacunku do odwagi. „Zmowa milczenia”…, ulica sama musi poradzić sobie ze swoimi demonami. Tzn. nie, że sama…, ale bez diabłów na stanowiskach.

Wszyscy mieliśmy czas braku hamulców… Dlatego z chęcią wracam do tych czasów, chociażby przez takie powieści jak ta. Książka „Czarny charakter” przenosi nas w mroczny świat przedwojennej, wojennej i powojennej stolicy! Biegamy po Woli razem z młodymi przestępcami, ubranymi w kaszkiety. Jest i motyw kibicowski, niestety tylko na marginesie – Szkoc i Szajgec są kibicami Warszawianki. Opowiadanie o stosunkach między ówczesnymi kibicami wpisuje się w ogólne opowiadanie o całości klimatu na dawnych warszawskich ulicach. I jako taką lekturę, o mieście którego już nie ma (a dla nas mam nadzieję o życiu, którego już nie ma…), mogę Wam dzieło Stachniaka polecić… Kradzieże, mniejsze i większe grupy przestępcze, gwara warszawska… Mimo, że autorowi brakuje nieco, hm, luzu przy piórze, takiego stylu, który mniej będzie męczył, z pewnością jego praca godna jest docenienia.

Jest to nowość, bez problemu znajdziecie w księgarniach.

ŁG