11.07.17 Trump’ek. No dobra…, a są jakieś plusy tej gry?

Mówienie o obronie cywilizacji, jednoznacznie wskazując na islamski ekstremizm jako zagrożenie i na chrześcijaństwo jako szansę, może przynieść pozytywne skutki nawet wbrew temu, co faktycznie robi (i finansuje) USA. Spotkałem się już z wynoszeniem Trumpa pod niebiosa przez… no właśnie, lemingów. Plastykowa laska nie szuka „tęczowego postępu” tylko Boga, heh – to nawet ciekawe! Nawet jeśli czyni to razem z Trumpem i Kaczyńskim, wajcha mainstreamowego dyskursu (która nigdy nie będzie całkowicie u nacjonalistów) przechyliła się znacznie w naszą stronę. Tak – to ważne, by ktoś chociażby mówił (wiem, że oni zazwyczaj tylko paplają…) o naszych wartościach, bo każdy człowiek to przemieli po swojemu, a zawsze słowa mainstreamu powodują, że wyśmiewane poglądy wracają do gry o dusze ludzi.

Powiecie, że w świetle hipokryzji kapitalizmu nie ma to znaczenia, ale niestety ma, bo Zachód nie posiada tyle czasu, by nie wybrzmiewał w nim (chociażby) głos walki o cywilizację. Tak, wiem – Islam to modny temat, przez co robi się nudny, ale tak jak nie możemy zapomnieć – przy wszystkim co głosimy – Wołynia (11 lipca), tak nie możemy zapomnieć jak wyglądają państwa Zachodu, które prowadziły liberalną politykę migracyjną. Przemilczeć to? Przyznaję im rację: nie powinno się! Tylko, na Boga, róbcie coś zamiast paplać…

Paplanie docenił Piotr Zaremba, podkreślając, że w świecie popkultury jest ono ważniejsze niż kiedyś. Może… Ale nie zatrzymuje imigrantów.

Mimo, że plusy przemówienia Trumpa wymieniam na samym końcu, to jednak powiedzenie tych kilku słów o naszej historii również ma znaczenie. Pomyślmy jak czują się bohaterowie, jak my się czujemy (jako patrioci), gdy mówi się o „polskich obozach śmierci”? To wcale nie takie oczywiste, że bohaterstwo naszych rodaków (cześć im i chwała!) poszło w świat… O ich miejsce w świadomości należy walczyć i to co jest już oczywiste w naszym kraju, teraz zabrzmiało również – mniej, lub bardziej słyszalnie, za granicą (chociażby u przedstawicieli mediów w ich podatnych na propagandę Niemców uszach…). Spece wyceniają PR-owski prezent Trumpa na setki milionów dolarów.

Część prawicowych dziennikarzy, jestem właśnie po lekturze „wSieci”, cieszy się też z zapewnienia, że USA wstawi się za nami w chwili potrzeby. Ciekawe, czy tak jak podczas Wojny, kiedy to 80% zrzuconego z ich samolotów sprzętu trafiło w ręce… Niemców, nie zaś Powstańców. Była pomoc? Była! Cóż… oby czas nie pokazał.

Ogólnie w dzisiejszej polityce, w tym podczas wizyty Trumpa, zbyt mało jest konkretów, a zbyt wiele lania wody. Czy istnieją ludzie, którzy sprzeciwiają się samemu kształtowi polityki, nie zaś uczestniczą w sporach przez nią kreowanych? Istniejemy, na marginesie.

Wiem jedno – serca szarych patriotów, ewentualnych wyborców nacjonalistów, na lata są w rękach PiSu… Po wizycie Trumpa jeszcze bardziej.

ŁG