16.07.17 Parada clownów przed paradą… tych samych sportowców.

Cały świat żyje nadchodzącą walką gwiazdy UFC Conora McGregora z bokserem Floydem Mayweatherem Juniorem. Ich konferencje prasowe są show, które przyciągają więcej zainteresowanych niż niejedna gala. To za sprawą McGregora, który znany jest z czarnego humoru, bezpośredniego szydzenia z rywali, generalnie z robienia „show” nie tylko na arenach zmagań. O ile do sportowego poziomu Irlandczyka trudno się przyczepić i aż miło go oglądać, jego zachowaniem jestem mocno zniesmaczony, podobnie jak „analizami” napinki w klimacie „kto komu celniej nawrzucał”, czy fotkami z… dawania sobie buzi. Szkoda też, że gdzieś tam pojawia się podziwiająca go Asia Jędrzejczyk, na każdym kroku podkreślająca swój związek z Bogiem. Uciszycie słowami: daj spokój, to tylko gra, nakręcanie publiki. No właśnie w tym problem. Jacy idole, taka potem publika…

Latami – gdzieś na małej sali treningowej w Polsce – człowiek uczy dzieciaków szacunku i wojowniczej pokory, że wszystko mają udowodnić ciężką pracą i potem walką. Tymczasem na ostatniej konferencji zachęcani przez McGregora fani skandowali Fuck the Mayweather. Ja wiem, że czasy mistrza Miyagi minęły, heh, ale czy to ma być twarz nowoczesnych sportów walki? Niestety tak się staje, tak jak świat schodzi moralnie na dno, tak też ciągnie za sobą to, co jeszcze do niedawna było szlachetne.

Nawet jeśli panowie się szanują, wulgarna gra dla kasy to żenada, niegodna fightera – tym bardziej tej klasy. Czym innym są „bocznice”, gdzie niejedno się mówi w przypływie emocji, a co innego mainstream i podkręcanie idiotyzmu dla oglądalności. W latach 90tych nakręcały ludzi tzw. „filmy karate”, pełne pozytywnych scen treningowych, kodeksy bushido (heh) itd., teraz są to m.in. takie konferencje, lub „filmy motywacyjne”, w których sugeruje się sportowcowi zasuwać tylko po to, by osiągnął sukces, bądź jak najlepiej się sprzedał. Każdym kosztem! Tym bardziej jakiejś „śmiesznej moralności”, co nie?

„Takie prawo rynku” – no niestety… Prawo rynku rodem ze Stanów Zjednoczonych, za którym idzie cały świat. Proces trwa od dawna, wszak już Ali nie był od pajacowania wolny (polecam biografię „Moje życie. Moja walka” – dużo motywów dotyczących religii i polityki). To wszystko wybitni wojownicy, niestety inspirują również do bycia chamem, lub wprost – kawałem gnoja.

Co z tego, że ktoś udziela się charytatywnie, też się udzielam, a gdybym miał miliony – udzielałbym się jak oni, czy to kontrowersyjne, co napisałem? Żadne „ludzkie odruchy” nie tłumaczą przyczyniania się do schodzenia świata na psy. Garnitur od Armaniego, „jebać mojego przeciwnika”, czy trafiłem na bitwy freestylowe dla gimbazy…?

Nawet nie chce mi się oglądać tej walki.

Asia – nie bierz przykładu… Dla mnie ruch wojownika to taki ruch jaki właśnie uczyniła Jędrzejczyk po wycofaniu się Nunes z walki z Szewczenko (ponoć była zdrowa, ale psycha jej siadła, dziwne…) – Polka przegrała z nią w muay thai, pisała, że niesłusznie, więc z marszu była gotowa wejść do oktagonu – kilka godzin przed walką. To inspiruje do pracy nad sobą i bycia gotowym… Nie bluzgi Conora. Mam nadzieję, że coraz więcej gwiazd sportów walki będzie zaskakiwać pokorą, a nie nowym rodzajem prostactwa.

ŁG

PS: Zawodnik MMA oskarżony po konferencji o rasizm, bokser oskarżony po konferencji o homofobie… Nie dostrzegacie komizmu tego świata?