16.07.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty”: Neapol (2). Okolice.

Nie chciałem ingerować w reportaż Wujka, więc dodam swój komentarz w drugiej części wątku Neapolu. Zresztą tych części było dużo więcej, zarówno przy okazji recenzji serialu dotyczącego mafii z tego miasta, meczów Legii z Napoli, czy – jak dobrze pamiętam – wrzucania klipów z muzyką rap prosto z najsłynniejszej dzielnicy bezprawia. Neapol „odczuli” moi najwierniejsi czytelnicy w drugiej książce „Nienawidzę świata, który mnie nakręca”. Jeden z rozdziałów dotyczył Neapolu, a to dlatego, że zamieszkałem tam na około 10 dni, zwiedzając głównie okoliczne miejscowości (bez imigrantów) i musiałem wyrazić pseudoliteracką obawę, że kiedyś nawet na wiochy, w których się zakochałem, dotrą nielegalni przybysze. Oby nie, bo imigrantów tam nie spotkałem prawie wcale. Pięknych widoków i katolickich motywów – sporo.

Już kilka stacji od Neapolu trafiasz do innego świata. Murzyna widziałem przez 10 dni… jednego i to księdza.

Zaniedbane budynki chyba są standardem w Italii, bo tak jak w metropoliach tak też w uroczych miasteczkach niezbyt dbają oni o ściany. Ma to swój klimat, mi (ale uwaga, bo jestem gościem, który nie wydaje ani złotówki na remont, wolę podróże i wtapianie w kulturę) to zupełnie nie przeszkadza…

Co mogę Wam napisać… 10 minut od Neapolu zaczyna się piękna woda, strome, klimatyczne góry, a 40 minut od miasta, widoki na wulkan – możesz na niego patrzeć siedząc spokojnie na klimatycznym balkonie i pijąc kawkę.

Sami Włosi, reszta to tylko turyści (ewentualnie jacyś cyganie, którzy wszędzie się przewiną), piękne, malowniczo położone miasteczka.

Oczywiście cały region za Napoli, jak Wielkopolska za Lechem, jak Mazowsze za Legią. Nawet u jubilera w miasteczku 50 minut od Neapolu znajdziesz dział klubowy, nie mówiąc o akcentach na murach, w knajpach, na odzieży, na całych ścianach małomiasteczkowych kawiarni… Kiedy Napoli gra mecz, leci on oczywiście we wszystkich barach i ludzie przychodzą tam oglądać swoich. Zresztą nie tylko, bo inne mecze Serie A również leciały w knajpach i Włosi patrzeli z zainteresowaniem.

Wbrew temu, co pisał przed chwilą Wujek, wtedy zaryzykowałem i po meczu Napoli – Legia, oglądając w barze mecz Napoli w Serie A przyznałem się barmanowi, że jestem kibicem Legii. Entuzjazmu nie wyraził, heh, ale rzekł jakieś tam smutne: ok. Pewnie z innym towarzystwem w knajpie mogłoby się skończyć trochę inaczej.

Nie chcę się powtarzać w temacie ulic, więc wspomnę o obecnych wszędzie kapliczkach. Święci wyskakują zza każdego rogu, podobnie jak goście na skuterach. Super się tam czułem – na prowincji, nie to co w Neapolu, który raczej podpowiada ci żebyś się zawijał póki jasno.

Obok zamieszczam zdjęcia i to jest kurde nieprawdopodobne, że ja – raczej ubogi chłopak – mogłem to zobaczyć na własne oczy. Serio, tak to widzę i cieszę się, że zamiast zwiedzać jak najwięcej turystycznych szlaków usiadłem sobie w kawiarni z miejscowymi i cieszyłem się włoskim dniem. Siedziałem, patrzyłem na taki widok jak widzicie na fotografii i myślałem o tym jak Europa jest piękna, bałem się też najechania jej przez imigrantów.

Boję się codziennie, czytając doniesienia z Italii…

ŁG