Pod patronatem „DL”. „Festiwal Orle Gniazdo” V (Kępa, 14-16.07.17).

Piąta, jubileuszowa edycja FOG, zapowiadała się bardzo obiecująco. Headlinerami miały być grupy, które w poprzednich latach dały świetne występy, plus kilka niezłych debiutów. Wystarczyło więc tylko uzbroić się w dobry humor i wyruszyć do, chyba kultowej już, Kępy. Pogoda zapowiadała się nie najlepiej, nie mają do niej ostatnio organizatorzy szczęścia. Droga minęła spokojnie, choć gdzieniegdzie warowały pieski systemu. Na miejsce docieramy ok. 16ej, załatwiamy formalności przy wejściu i zostaje nam jeszcze sporo czasu na małe zakupy i zjedzenie czegoś ciepłego. Swoją drogą oferta kulinarna festiwalu stale się rozszerza, w tym roku w menu było nawet „siano dla vegan”. Nie wiem czy ktoś skorzystał, kluczowym problemem mogła być zaporowa cena – 150 zł he, he…

Po małym „co nieco” można było ruszyć do namiotu, bo właśnie rozpoczęła się muzyczna część imprezy. Nie będę Was zanudzał szczegółową analizą każdego zespołu, skupię się na tym co wywarło na mnie największe wrażenie.

Bezapelacyjnie w piątkowy wieczór rządził Romantikus Erőszak! Węgrzy nie zawiedli i rozgrzali do białości licznie zebranych fanów. Dużym zaskoczeniem był dla mnie występ Tors Vrede. Zagrali świetnie, a oprócz swoich kawałków zaprezentowali znane i lubiane covery europejskiej i szwedzkiej sceny. Zresztą, próbkę tego co się działo można było obejrzeć na transmisji live, na ich pejsbuku, jednak to nagranie nie oddaje nawet w połowie atmosfery jaka tam panowała. Dodam jeszcze, że w końcu mogłem zobaczyć Irydion, co z różnych względów do tej pory mi się nie udawało. Wszystko zakończyło się około trzeciej nad ranem, więc mocno zmęczeni udaliśmy się odpocząć przed kolejnym dniem.

Sobotnie przedpołudnie upłynęło pod znakiem około festiwalowej aktywności. Niedaleko FOG, po raz drugi odbył się Nacjonalistyczny Turniej Piłki Nożnej, był kurs pierwszej pomocy i zawody w przetaczaniu opony. Można było spróbować swoich sił w strzelaniu z wiatrówki, a to za sprawą stowarzyszenia Duma i Nowoczesność, która przywiozła swój sprzęt survivalowy. W międzyczasie odbył się pokaz walki wojów, zaprezentowany przez grupę rekonstrukcyjną Pera Sudinoi – Synowie Jaćwieży. Trzeba przyznać, że czas przed popołudniowymi koncertami był całkiem dobrze zagospodarowany. A te zapowiadały się wyśmienicie, i tak, w rzeczy samej, było.

Najlepsze polskie zespoły RAC/Oi!, z Obłędem na czele, który niedawno wrócił z wojaży po Brazylii, rozkręciły atmosferę, a gwiazda wieczoru, Kategorie C, zamiotła wszystko co było przed nią i po niej!

Przypuszczam, że Niemcy mogliby przyjeżdżać na festiwal co rok i za każdym razem byliby równie entuzjastycznie witani. Wszystko skończyło się po trzeciej nad ranem i dobrze, że nie powtórzyła się czasowa obsówa sprzed roku, bo i tak już większość była wykończona tym maratonem.

Piąta edycja Festiwalu Orle Gniazdo za nami, pora na jakieś podsumowanie.

Obecnie jest to jedna z niestety niewielu inicjatyw w naszym Kraju, która nie zamarła i ma potencjał na dalszy rozwój. Organizatorzy cały czas dążą do profesjonalizacji FOG, jednak to wymaga coraz większych nakładów finansowych i tu zaczynają się schody. Bez większego zaangażowania zwykłych uczestników imprezy, wg mnie będzie to trudne. Mam tu na myśli zbiórkę na namiot, która zakończyła się nie najlepiej. Gdyby każdy uczestnik festiwalu dorzucił chociaż 50zł, nie byłoby żadnego problemu. Nie mówię już o facebookowych „fanach”, których jest prawie 10 tysięcy. I żeby zaraz nie było, piszący te słowa przekazał dużo więcej niż 5 dych. Jak to leciało? Wspieraj scenę albo… Efekt mogli zobaczyć wszyscy, w postaci dużo mniejszego namiotu, który momentami nie mieścił ludzi.

Ale lepiej „zainwestować” w kilka litrów alkoholu i wtedy już nieważne gdzie się ogląda koncert i pewnie dla niektórych nawet wszystko jedno kto gra.

Inna sprawa, że problemy finansowe powoduje niewystarczająca frekwencja. W tym roku wyglądało to podobnie do ubiegłego, może był delikatny progres, ale to wciąż mało. Nie znam pełnych kosztów organizacji, ale frekwencja na poziomie kilku tysięcy pewnie rozwiązałaby problem. Na razie nic nie wskazuje na masowe uczestnictwo w imprezie, a profil rockowy festiwalu nie ułatwia sprawy. Sam się na takiej muzyce wychowałem, jest nieodłączną częścią mojego życia, ale jak tu trafić do młodzieży, która słucha wyłącznie rapu? Widać to było jak na dłoni po koncercie Bujaka. To do niego podchodzili młodsi uczestnicy festiwalu gratulując występu, z nim rozmawiali, strzelali fotki. Inna sprawa, że ze świecą szukać dobrego przekazu w polskim rapie, który można by na FOG zaprezentować, ale to już temat na osobny artykuł…

Mimo tego wszystkiego co powyżej z siebie wyrzuciłem, uważam piątą edycję za jak najbardziej udaną, na scenie pokazała się czołówka europejskiej sceny tożsamościowej, nikt zainteresowany taką muzą nie powinien być zawiedziony.

Szacunek dla organizatorów za ogromny wysiłek włożony w to przedsięwzięcie i pozdro dla tych, którzy mimo wszystko wsparli tegoroczną edycję. Do zobaczenia, mam nadzieję, za rok!

                                                 Antyanarcho