30.07.17 Albert buduje na ziemi od Zamoyskiego. Pustelnia Albertynów.

W Zakopanem siedzi obecnie pół Polski, heh, więc może Wy też siedzicie i chcecie zobaczyć coś ciekawego, bo na Giewoncie byliście już 10 razy? W Zakopcu pełno Władysława Zamoyskiego (przeczytajcie: LINK i zwróćcie uwagę na sposób wychowania! Gdyby tak dziś kształcono Polaków… Część druga, równie ciekawa: LINK), którego aktywność skupiała się na polu społeczno-gospodarczym [1]. To ten człowiek ofiarował miejsce pod Pustelnię Braci Albertynów na Kalatówkach, która została wybudowana przez św. Brata Alberta i jego Braci w 1902 roku. Wystarczy wejść ok. 35 minut w bok od głównego szlaku turystycznego i „wdrapać się” mało uczęszczaną ścieżką górską, mijając piękne widoki i wdychając świeże powietrze. Nagle, zza drzew, wyłoni się klasztor, którego znaczną część stanowi stara budowla z drewna (obok na zdjęciu). Miejsce, w którym Bracia Albertyni zastanawiali się na przykład, czy oby spożywanie posiłków na krzesełku nie jest zbytnią wygodą (jedli na ziemi). Dziś spożywają posiłek na skromnym siedlisku, przypominającym raczej „wioskę Smerfów” niż standardy kojarzone z przepychem.

Przyzwyczailiście się, że na „Drodze Legionisty” interesują nas stadiony i slumsy/osiedla (vide ostatni tekst Wujka o Neapolu…), ale osiedla to tylko część inspirujących miast – drugą częścią są piękna kultury, wiary i serc białych ludzi. Bez tego nasze niegrzeczne osiedla zmienią się w anarchistyczną melinę, a – nie wiem jak Wy – ja tego nie chcę.

Klasztor Albertynów (nie mylcie z oddaną siostrom Pustelnią Albertynek, która jest położona przy głównym szlaku) znajdziecie w obrębie Doliny Bystrej, na Kalatówkach (Tatry Zachodnie), w Zakopanem. Znajduje się na tzw. Śpiącej Górze, na zalesionych wschodnich stokach Krokwii.

Klasztor został zniszczony przez pożar, a dziś – po odbudowie, prezentuje się nowocześniej, aczkolwiek wiele drewnianych elementów zostało zachowanych, więc zachowany został również klimat tej ciekawie położonej Pustelni.

Obok niej znajdziecie drewniane ławeczki, na których z dala od tłumu znanego ze szlaków pomodlicie się, pomyślicie, poczytacie/popiszecie, lub cokolwiek (no… prawie) innego. Z owych ławeczek widać Kasprowy Wierch, z nieco innej perspektywy niż zwykle – ogólnie widoki są piękne, a powietrze czyste. Ludzie są, ale raczej tacy, którzy podzielają Twój szacunek do wiary.

Klasztoru nie można zwiedzać, bo to nie jakieś „muzeum figur woskowych”, nadal znajduje się tam nowicjat, można jedynie wejść do klasztornej kaplicy (osobne schody). Akurat trafiłem na księdza-przewodnika z grupą, więc mogłem zakręcić się i posłuchać fascynującej historii ubogich braci, którzy wyrzekli się świata dla Boga i nie kładli obrusów na deski zwane stołami…

Jeszcze przed II Wojną Światową zgromadzenie uczniów Brata Alberta liczyło ok. 100 braci (nie tylko w opisywanej Pustelni), prowadziło schroniska dla sierot i ubogiej młodzieży, drukarnie i warsztaty. To był i jest główny cel szkoły franciszkańskiej – żyć jak najskromniej i jak najwięcej służyć.

Trwa rok św. Brata Alberta… Odwiedziłem, po latach, jego chatkę, cieszę się, że przy okazji natrafiłem na ten klasztor, do którego skręcało niewielu turystów. Jakie to piękne, że są ludzie, którzy budzą się po to, by służyć i czerpią z tego ogromną przyjemność. Idą w kierunku jedynego miejsca, które ich inspiruje – do Raju (na zdjęciu obok pierwsi Bracia Albertyni, którzy zamieszkali na Kalatówkach).

Nasze piękne Zakopane, prócz masy komercji i turystów, którzy przyjechali tylko się zabawić, ma niesamowity klimat, polecam go odnaleźć. I niesamowitą postać w nazwie ulicy, w pomniku, wartą poznania. To miasto Zamoyskiego, miasto Brata Alberta. Dopiero później oscypków i biletów na kolejkę na Gubałówkę za 26 zł…

Schodzę z gór. Jem obiado-kolację w komercyjnej części Zakopanego. Po ludziach chodzi bezdomny i prosi o pieniądze. Ciągle nie wiem jak z nimi postępować. Staram się uczyć od nich – od braci zakonnych ze szkoły franciszkańskiej.

ŁG

[1]: Zobaczcie… Można mieć, posiadać i działać dla dobra Ojczyzny. Kwestia wychowania i kwestia wiary. Kwestia tego jakie kto ma serce…