5.08.17 Chcieć czytać zamiast chcieć nadgodzin i nadprodukcji.

Tak jak w ciągłości pomiędzy Starym Testamentem, a Nowym – najpierw wyprowadź się z niewoli ziemskiej i politycznej, a następnie z niewoli grzechu. By nad tym ostatnim zapanować, musisz przestać być zależnym od zła. Nie mam nad sobą kogoś kto może mi coś kazać, kto wywołuje na mnie presję (!) – dlatego się rozwijam, a przynajmniej tak to odczuwam. Szkoda, że żyje tak wiele osób, dla których sprawy duchowe są całkowicie abstrakcyjne, nieistotne, śmieszne, lub po prostu nieistniejące. Gdybym napisał, że żyją w pełnej nieświadomości, nazwaliby mnie głupim fanatykiem, niegodnym wysłuchania i wzruszyli ramionami. Zatwardziałość niektórych serc potrafi trwać całe życie. Niektóre są do złamania – weźcie tą całą akcję ewangelizacyjną trwającą obecnie na „Woodstocku” i wrzucane przez duchownych zdjęcia z rozmów z ludźmi wyglądającymi na emo, punków. Są tacy, którzy jednak chcą słuchać!

Książę Leon Mikołajewicz, fikcyjna postać z „Idioty” Dostojewskiego: Idę sobie i myślę: nie mogę jeszcze potępiać tego zdrajcy Chrystusowego. Przecież Bóg wie, co siedzi w tych pijanych i słabych sercach (o żołnierzu, który sprzedał swój krzyżyk, by mieć na alkohol). Różne są labirynty do Nieba.

Jeśli już chcesz słuchać, powinieneś chcieć… czytać, bo tam jest wszystko!

Spójrzmy prawdzie w oczy – co to za katolik, który nie czyta Pisma Świętego, gdy ma taką możliwość? W Biblii jest kilka sugestii, że w zależności od indywidualnej sytuacji i historii będzie się wymagać od wierzącego na Sądzie Ostatecznym. My Polacy warunki mamy idealne (wymagać się zatem będzie od nas sporo?), a Pismo Święte kojarzy nam się raczej… z „oszołomami” typu Świadkowie Jehowy! Jak zwykle, „my wiemy lepiej” i przez to nie znamy Chrystusa! To oczywiście bardzo przykre, bo Pismo Święte zostało napisane przez katolików, sam Jezus założył Kościół, w którym jesteśmy. Nazwiesz się katolem, a nie chcesz Go odkryć. To tak jakbym powiedział o swoim biologicznym ojcu, że go kocham, ale bym go nie chciał poznać. A nóż z tej miłości zrobię coś trudnego, niewygodnego dla mego teraźniejszego życia…?

Od początku nawrócenia było dla mnie oczywiste, że aby się spróbować w tym połapać – powinienem przede wszystkim sięgnąć do źródła! Nie tylko po to by odpierać ataki Jehowych, protestantów, czy ateistów, ale przede wszystkim jestem zainteresowany tym, w co wierzę. Yyy… czy to nie powinno być oczywiste drogi czytelniku?

Oczywiście, na czytanie „nie macie czasu”…

Nie mogę oprzeć się pokusie pewnego porównania. Już w Księdze Wyjścia (5,8-10) przytaczana jest wypowiedź faraona do ludu Mojżesza: Ten lud to nieroby, dlatego wołają: <<Chcemy pójść, aby złożyć ofiarę naszemu Bogu>>. Obciążcie ich pracą, która utrudzi ich do tego stopnia, że nie będą się zajmowali mrzonkami. Tak jak w starożytności, tak też teraz „racjonalni” nie będą rozumieli Twojego spędzania czasu z Bogiem, ale chociaż Ty to zrozum i pójdź za tym.

Pracuję, zarabiam na siebie, ale po drodze dbałem o to – nawet w wyborze żony – żebym miał czas dla siebie, dziś także dla Boga, to jest istota mojego życia, nie taśma produkcyjna. Wykonuję pracę, do której się nadaję, bo jestem częścią narodu i rodak może u mnie znaleźć coś, czego być może szuka, potrzebuje (tak jak np. ja u producenta pralek), ale przede wszystkim jako wierzący jestem dzieckiem Boga i chcę poznać Ojca. Mrzonkami są dla mnie nadgodziny i nadprodukcja – tak już mam.

Jezus Chrystus powiedział (Mt 6, 27): Czy ktoś z was, zamartwiając się, może przedłużyć swoje życie choćby o chwilę? Ile czasu tracimy na głupie zamartwianie, a w tym czasie moglibyśmy zawalczyć o Życie, chociażby poznając fundament, na którym mamy budować.

Poza tym, po prostu czytając Pismo można otrzymać wiele odpowiedzi. Np. nieraz pewnie myśleliście, dlaczego – skoro to herezja – u protestantów itp. możliwe jest wyrzucanie demonów/egzorcyzmy? Myślicie: to po co ja mam się spowiadać, skoro Jezus działa też u tych, co mają łatwiej, hę? Mt 7, 21-23: Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: „Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?” Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!” Wnioskuję zatem, że Bóg może działać również u tych, którzy się mylą, bo jest miłością, ale nie oznacza to gwarancji wejścia do Królestwa Niebieskiego tego, który się na niego powołuje. Dobrze rozumuję?

W każdym razie mam o czym i są to pomoce z samego źródła…

ŁG