6.08.17 RECENZJE: „Ojciec Pio” (film fabularny, Włochy, 2000).

Czytaj Pismo! A jeśli nie jesteś jeszcze w stanie go czytać, spróbuj od czegoś przystępniejszego… M.in. z kolekcją „Uczta duchowa” sprzedawany jest film fabularny „Ojciec Pio” (ponad 30 zł w tym ilustrowana książeczka – pierwszemu, który zamówi teraz mój „Dziennik…” wyślę ją jako gratis!), wyszedł też w „Ludziach Boga”, jest dostępny na YouTube. Oglądałem go już kiedyś, ale postanowiłem mieć oryginał DVD w kolekcji. Nie tylko dlatego, że ten święty jest jedynym w swoim rodzaju świętym Kościoła, ale trwający 3 godziny i 20 minut obraz Carlo Carleia jest zrealizowany dość ciekawie jak na tego typu kino. Że tak powiem „efekty specjalne nie powalają”, he he, ale klimat jest, a to właśnie klimatu oczekuję od produkcji dotyczących moich idoli – zakonników. Carlo wychodzi od tego, że władze kościelne potraktowały zjawisko stygmatów kapucyna Pio (ten prawdziwy na miniaturce obok) z ogromną ostrożnością, a nawet w pewnym momencie zakazały Mu prowadzenia mszy. Do umierającego staruszka w brązowym kapturze, przybywa watykański wysłannik hierarchii, aby ostatecznie stwierdzić, że Pio kłamał… No i się zaczyna. Dzisiejszy święty opowiada mu (oraz nam) długą i bolesną historię…

Tym sposobem poznajemy życie Francesco Forgione (1887-1968), od narodzin w Pietrelcinie po śmierć w San Giovanni Rotondo. Oczywiście na potrzeby filmu otrzymaliśmy przystępny scenariusz, lecz bardziej trzyma się on faktów niż w recenzowanych na „DL” filmach o świętych z kilku wieków wstecz, a to z prostej przyczyny – znamy więcej faktów, wspominało Ojca Pio wielu współczesnych świadków, zachowały się prawdziwe filmy [1]

We wstępie wspomniałem o „efektach specjalnych”, a chodzi o to, że Pio był często atakowany (już od dziecka) przez złe duchy, które przybierały różne postacie. Z jego celi klasztornej nie raz dobiegały krzyki na całą okolicę, a bracia znajdowali Francesco całego we krwi i siniakach! Na filmie można było pokazać to lepiej – mam nadzieję, że przynajmniej Ci najbardziej rozpoznawalni święci doczekają się godnych biografii nakręconych przez mistrzów kina z odpowiednim budżetem (i oczywiście bez politycznie poprawnych „dodatków”!).

Jasne, że zrobili z Ojca Pio taką trochę „bazarówkę”, ale On sam walczył z komercją, co zresztą podkreślone jest w recenzowanym filmie.

Z drugiej strony – ma to niesamowity klimat, że np. wszędzie we Włoszech znajdziemy figurki z tym świętym, a także w naszych polskich parafiach wiele jest podobizn Francesco Forgione. I słusznie!

Polecam film i książkowe biografie Pio!

Święty stygmatyku – módl się za nami!

ŁG

[1]:

Trailer (kiepski) recenzowanego filmu: