11.08.17 RECENZJE: Bound For Glory – „Ironborn” (rock, USA, 2017).

Po odrodzeniu z popiołów amerykańska lokomotywa nie zwalnia i uderza kolejnym pełniakiem! BFG to niezmiennie jeden z moich faworytów i od lat – ścisła czołówka światowej sceny RAC. Pomyśleć, że był to pierwszy zespół zza oceanu, którego kasetę (dla mp-trójkowców: to taki przedpotopowy nośnik dźwięku) udało mi się zdobyć i sprawdzić… Lepiej trafić nie mogłem. Kiedy po długiej przerwie wrócili „Feed the machine”, zmiażdżyli tym krążkiem większość rzeczy, która się w ostatnich latach ukazała i bardzo wysoko zawiesili sobie poprzeczkę. Czy „Ironborn”, który podobno znika z półek sklepowych jak świeże bułeczki, ją przeskoczył? Więc tak…

Panowie na tym albumie trochę spuścili z tonu, dominują dość łagodne, jak na nich, dźwięki, ale to nie oznacza, że jest smętnie. Wręcz przeciwnie, kawałki są dynamiczne, w charakterystycznym już, dla BFG stylu, choć jedna rzecz powoduje, że ta płyta wyróżnia się na tle ich dyskografii – skala użycia instrumentów folkowych czy muzyki klasycznej. Ten zabieg pewnie nie wszystkich przekona, a może nawet niektórych odrzuci, ale dla mnie te właśnie kawałki podnoszą wartość tego wydawnictwa. Do tego jeden utwór jest utrzymany w konwencji bluesowej – ale to już nie moja bajka.

Po raz kolejny stwierdzam, że Joel wielkim wokalistą jest i basta. Jego mocny, charyzmatyczny głos, momentami przechodzący w czysty śpiew jest tak charakterystyczny dla tej kapeli, że ciężko sobie wyobrazić tam kogoś innego.

Nie będę się tutaj rozwodził nad tekstami, wszystkie są w dołączonej do digipacka książeczce, dodatkowo w środku, każdy tekst utworu jest opisany wyjaśnieniami co, jak i dlaczego. Wspomnę tylko o otwierającym album „Eugens March”, traktującym o odsieczy wiedeńskiej, co w świetle problemów Europy z imigracją jest na czasie jak nigdy.

Jest też sporo zdjęć kapeli z ich tourne po Europie i nawet plakat z koncertów w Japonii. Swoją drogą część osób pewnie była zaskoczona takim obrotem sprawy, czy wręcz rozczarowana – ja niespecjalnie. Nie sądzę by chodziło tu o wygładzanie wizerunku, bo komu, jak komu, ale panom z Bound For Glory radykalizmu odmówić nie można.

Wróćmy do muzyki. Na CD znalazło się 11 utworów, trwających w sumie, ponad 50 minut. Całość jest na dość równym poziomie, ale jeśli bym miał coś wyróżnić to byłyby to „Ironborn”, „Old soul” i „The departure”.

Nie jest to może ich najwybitniejsze dzieło, ale na pewno kawał solidnej, rockowej muzy, którą mogę z czystym sercem polecić każdemu!

                                                   Antyanarcho