20.08.17 RECENZJE: Irydion – „Heterofonia 11-17” (mp3, rock, 2017).

Chyba pierwszy raz przychodzi mi recenzować album w mp3. Nie lubię tego formatu, zero w tym klimatu przy odtwarzaniu, słowem (a w zasadzie dwoma) – nie szanuję. Zastanawiałem się czy nie warto poczekać do premiery płyty i skreślić parę zdań na temat fizycznego pełniaka, ale skoro to legalne pliki (podesłane nam od zespołu) to niech już będzie. Długo trzeba było czekać na nowy materiał Irydiona i z tego co się zorientowałem wiele osób ostrzyło sobie na niego zęby.

Szczerze mówiąc, ja nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem tej grupy. Pewnie, coś tam słyszałem, widziałem jakiś teledysk czy wywiad, ale jakoś nie po drodze mi było z tą muzyką, sam nie wiem dlaczego. A w zasadzie, nie wiedziałem, bo po przesłuchaniu „Heterofonii” – już wiem. Ale od początku.

Album zaczyna się od kawałka „Serce i kotwice”. Lekka, rockowa muza, wyraźnie inspirowana szantami z nieco humorystycznym tekstem, mówiącym o tęsknocie za ojczystym domem. Im dłużej tego słucham, tym bardziej mi się podoba. Bez wątpienia to jeden z najlepszych utworów na tym krążku, a wg mnie ma duże szanse, by zostać hymnem brzeskiej załogi.

„Rozkwitały pąki białych róż”… ja też chyba zakwitnę, jeśli jeszcze jeden zespół nagra tę piosenkę. Chociaż to chyba najlepsze wykonanie jakie do tej pory słyszałem. Na albumie znalazł się jeszcze jeden kower („Ballada o Janku Wiśniewskim”), nawet fajnie zagrany, ale Nordici nie przebili.

Dużo lepiej Irydionom wychodzą ich własne utwory, wśród których nie brakuje prawdziwych hitów, jak chociażby „Łuny nad horyzontem” ze świetnym tekstem:

Patrz na horyzont, dziś ten świat tak pięknie się pali,

Czerwona łuna pochłania wszystko,

Wystarczy tylko, abyśmy tak stali,

Byśmy nie robili nic!

czy „M jak klatka”, opisujący ciężkie życie w blokowiskach, patologie i ludzkie tragedie z dawką czarnego humoru:

Pamiętam jak w upalne sierpniowe popołudnie,

Kiedy koty spadały z dachów,

Młody człowiek stanął w oknie, chciał by w końcu ktoś zobaczył jego problemy,

Krzyczał, że brak mu miłości i że nikt nie rozumie jego ambicji,

Wtedy tłum na dole wykrzyczał mu w twarz, że:

Kto nie skacze – ten z policji!

ale prowadzący do konkluzji, że „Trzeba walczyć, Ty musisz walczyć!”.

Płytę kończy świetny „Żądamy amunicji”, do którego teledysk ukazał się już w tamtym roku.

Ogólnie, teksty to bardzo mocna strona tego albumu, poruszane są różne kwestie, przede wszystkim traktujące o tym, co jest „tu i teraz”, historycyzm jest w tle.

Muzycznie także nie można „Heterofonii” niczego zarzucić, choć nie jest to proste, szablonowe granie i nie każdemu od razu wpadnie w ucho. Pierwsza „połowa” albumu to kawałki trochę lżejsze, z wykorzystaniem instrumentów akustycznych (m.in. fortepian), dalej jest mocniej, z hardrockowym pazurem.

Na temat oprawy krążka za dużo powiedzieć nie mogę (z oczywistych względów), podobno ma to być digipack z książeczką z tekstami. Co do okładki to jest dość ascetyczna, ale dobrze pasuje do tego materiału.

Wrócę jeszcze do myśli z początku recenzji. Przekaz Irydiona wymyka się schematom, tekstowo, ale i muzycznie jest dość skomplikowany. Czasem trzeba przesłuchać utwór kilkukrotnie, by zrozumieć jego sens, by wczuć się w muzykę itd. Do takich dźwięków trzeba dojrzeć i ja (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) takiego grania wcześniej po prostu nie rozumiałem.

Podsumowując, to wg mnie jeden z najlepszych krążków jakie ukazały się w Polsce w tym roku, naprawdę świetna płyta! I dzięki „Heterofonii” Irydion zyskał nowego fana w mojej skromnej osobie. Podobno CD można już zamawiać, co sam planuję niedługo zrobić. Polecam każdemu!

                                                             Antyanarcho