20.08.17 Gonienie ogona.

Osoby uzależnione od Internetu, od szybkiego przepływu informacji, a więc niemal my wszyscy, kreują szereg potrzeb, których następnie nie są w stanie zaspokoić, tudzież przejść obok nich całkiem obojętnie. Dodają sobie na facebooku tysiąc „znajomych”, a większość z nich chwali się różnymi osiągnięciami, stylem życia, selfie na tle wzbudzającym uwagę. Część wyśmiewamy, część olewamy, ale część porusza nas w inny sposób – zazdrościmy im, stwierdzamy, że też tak powinniśmy (wymyślając codziennie nowe misje do spełnienia), lub denerwujemy się na człowieka, na świat i takim sposobem przypadkowa informacja (a są ich setki dziennie) wpływa na nasze samopoczucie, miota nami niczym wiatr, który ostatnio przeszedł przez Polskę i uczynił wiele zniszczeń. Świat kibiców też jest pełen takiego wyścigu, „kto więcej”, „kto lepsza zapowiedź”…, a dajcie spokój…

Fakt. Życie w mieście nie sprzyja spokojowi ducha. Jedziesz powoli starym samochodem na wąskiej drodze, za tobą TIR trąbi i świeci długimi, młotek szybko ląduje w ręce, a przed oczyma już widzisz tę radość ze zbitej mu przedniej…

Wdech, wydech.

Dlaczego mnisi się izolują? Między innymi po to, by jak najmniej ich rozpraszało, odsuwało od rzeczy ważnych, kreowało im sztuczne potrzeby (jak reklama, facebook). By nie ryzykować złości na słabych, lecz irytujących osobników żyjących obok.

My – ludzie z miast, też powinniśmy czerpać coś ze styla życia mnichów. Odłączać się. Jak najczęściej sprowadzać życie do cieszenia się małymi rzeczami i stałą obecnością Stwórcy przy nas. Może eksperymentowaliście jak to jest odciąć się na jakiś czas, nie zaczynać dnia od „otwarcia księgi face-pędu”, od kłótni w korkach…

Całkiem inaczej, prawda?

C.S. Lewis: Jeśli wszechświat nie ma żadnego sensu, to nigdy nie powinniśmy się zorientować, że tego sensu brakuje. Tak samo gdyby we wszechświecie nie istniało światło, a zatem nie byłoby również stworzeń posiadających oczy, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że jest ciemno. „Ciemność” byłaby słowem bez znaczenia. Jest sens, dlatego warto się, kurde, wyluzować i uspokoić… Wybrać dobro.

Ale czasami po prostu nie da rady… jak rymował Juras? Jasne, że potrzebujemy dania upustu – wtedy będzie prościej.

Kiedy walę w worek treningowy, lub sparuję, zaczynam rozumieć dlaczego mnisi azjatyccy praktykowali sztuki walki równolegle z medytacją. Może naszym mnichom też by się przydało, heh? W każdym razie facet po pracy nad duchem, po odpoczynku musi gdzieś wyładować swoje wojownicze zapędy, przez pokolenia ta potrzeba słusznie jest z nami kojarzona (mnisi często po prostu pracują, robota też pomaga…).

Nie mam lepszej modlitwy jak ta, gdy wstanę rano z poczuciem, że wczoraj wieczorem zajechałem się fizycznie. Koło jest zamknięte, nie wiercę się, zwracam się: „Ojcze, teraz mogę gadać”.

A jak coś sobie udowodnisz na sali, na zawodach, łatwiej później odpuszczać bliźniemu… Nawet nieszczęśliwemu kierowcy TIRa…

ŁG