25.08.17 „Granica na dziś” – więcej nie mogłeś, wyluzuj.

Nadmiar „trenerów personalnych”, ich „głębokich” haseł, sportowe memy dolały zbyt wiele paliwa naszej ambicji. Ambicja zmienia się bowiem ze zdrowej w chorą. Postaram się ponownie poruszyć ten wątek, z perspektywy osoby przygotowującej się do turnieju. Przygotowuję się, czyli muszę ćwiczyć – więcej ćwiczyć. Przepracowałem całe lato, kiedy większość smażyła dupska nad podmiejskimi jeziorami, wpieprzając kebaby i lody. Wiem, że muszę (no właśnie – teraz faktycznie muszę…), ale te hasła, którymi dziś się karmi (często bez celu) wielu ludzi, są przesadzone. Zdają się sugerować, że nawet jeśli aktualnie zdychasz, odpadły Ci obie nogi, wypadły wszystkie zęby, idzie w Twoją stronę wielkie tsunami, a dziecko akurat dostaje przy Tobie padaczki – masz to olać i zasuwać, bo „popadniesz w przeciętność”. Cholera… gdzie tu radość ze sportowego trybu życia? Gonił nas „leń”, a teraz „przeciętność”. Zawsze ktoś, zawsze wyścig! Najpierw masz się czegoś bać, a potem gonić. Wybaczcie, ale tak zazwyczaj działają strategie koncernów, a nie normalnych ludzi.

Owszem – jeśli będziesz szedł na trening raz na tydzień, w przeciętność popadniesz. Walka toczy się jednak o nasz stan duchowo-psychiczny, o to byśmy potrafili wyznaczyć sobie zdrową GRANICĘ NA DZIŚ. Jeśli czegoś naprawdę nie mogę – nie robię i nie rozpaczam. Dziś nie przebiję głową muru, zatem dziś nie mam co popadać w złość, bo zrobiłem „tylko jeden trening, a nie trzy”.

Kocham trenować, lecz (z pewnym bólem) wyłamuję się jako „DL” i piszę o nowym uzależnieniu w znaczeniu negatywnym, bo z treningu zrobiono sobie dzisiaj bożka. Nie pasję, nie wyzwanie, ale coś o krok za dużo – bożka. Gdy masz ograniczone możliwości, bądź koszta są zbyt wielkie – nie popadaj w rozpacz. Jeśli przyczyniłem się poprzednimi artykułami do tego, że zrobiłeś sobie bożka ze swoich mięśni – wybacz, moja wina. Jeśli Twoim codziennym priorytetem jest fotka z siłowni wrzucona na Instagrama – wybacz, być może też mi…

Sport to małe kroczki, ale czynione regularnie, konsekwentnie. Czasem trzeba przyspieszyć, a czasem zwolnić… Trudno mi to pisać w momencie przyspieszania, ale wiem, że w końcu trzeba będzie odparować i nie wmawiać sobie „przede wszystkim muszę”. Przede wszystkim, równolegle do ciała, warto dbać o ducha. Wtedy wszystko będzie na właściwym miejscu.

Łatwo popaść w paranoję. Przykładowo kilka dni chorujesz, już masz depresję, że forma ucieka. Tymczasem powinieneś pokornie to przyjąć, bo w te dni po prostu nic z tym nie zrobisz. A tymczasem… torba spakowana? No to czas na piątek na macie, nie na dyskotece…

ŁG

PS: Smutne twarze obserwujące pasażerów tramwaju zza ciemnych okularów. Ktoś czyta książkę zgnieciony przez innych pasażerów.

Jak to dobrze, że mogę jechać na trening, jak dobrze, że mam czas, aby poczytać na spokojnie w domu. Czasem mamy tyle, że nie dostrzegamy – jest to jeden z powodów, dla których warto się czasem przejechać komunikacją miejską.

Jak sobie pościeliłem – tak się obecnie wysypiam, ale nie mogę sobie pozwolić, by pewnego dnia wstać z tego wygodnego wyra i pozostawić syf. Nic nie jest dane na zawsze, musimy mieć siłę do walki – by żyć, by wierzyć, by kochać, by trenować, by pisać… By cokolwiek. Musimy mieć wyobraźnię, by to sobie poukładać.

Wyluzuj, odpocznij.

PPS: Ja konsekwentnie sXe! A Ty?