29.08.17 Bla…bla…bla…bla…

Z jakąś dziwną ulgą przyjąłem wczorajszy wieczór, melancholijny to był poniedziałek. Kiedyś masa gazet co tydzień, dziś głównie Pismo Święte. Kiedyś sięgałem po niemal samych raperów, dziś po starego Waglewskiego (Voo Voo). Zauważyłem ostatnio, buszując po zapełnionych skarbami korytarzach empiku, pewną zależność między tym wszystkim, co mi się poprzestawiało w łepetynie. Znudził mnie nadmiar słów, paplanina, hałas. Fajnie jak jakiś chłopak nagrywa nielegalny krążek i rzuca na niego tysiące zdań żadnym kosztem, ale prawda jest taka, że za kilka lat, albo nawet miesięcy – połowy z tych zdań by nie wypowiedział. Biblia jest jedna, ale można w niej grzebać bez końca, a jak już Ci się wydaje, że wszystko wiesz i rozumiesz, to powiedz tę myśl jakiemuś duchownemu, może dawno się nie śmiał… Stary Waglewski (przepraszam za przykład faceta, który mówi o Wałęsie, że to bohater Polaków, ale na muzyce zna się akurat bardzo dobrze) nagrywa CD z siedmioma kawałkami i niewieloma słowami (piszę o tegorocznej „7”-demce rzecz jasna) – wystarczy! Kawa o 22:00 wchodzi z tą płytą jak trzeba i to jest najważniejsze. Jedno zdanie i dźwięki pozwalają rozmyślać na szereg tematów, nie chce się iść spać. Wreszcie jest kawałek przestrzeni, powietrze.

C.S. Lewis pisał: Bóg wszechświat wymyślił i uczynił – niczym artysta, który maluje obraz czy komponuje melodię. Malarz nie jest obrazem i nie umiera z chwilą zniszczenia swego dzieła. ON jest – gdzieś tam…, ale my musimy się tu jeszcze, na tych zgliszczach, trochę przemęczyć. W hałasie szepce nam do ucha nie ten, co trzeba.

Nadmiar słów zaczyna przeszkadzać. Tyle, że lubi on poprzedzać pustelniczy stan umysłu, który zaczyna pojawiać się, gdy już zmienisz się z chłopca w mężczyznę (nie u wszystkich). Wywalasz swoje maski do śmietnika, ugniatając je tam girą. Mówiąc wprost – świat dużo papla, a ja nie raz razem z nim, tymczasem zbyt dużo paplaniny przypomina tak krytykowane facebookowe przepychanie się łokciami. Po co to komu?

Zaczynam bać się potęgi Internetu, konsekwencji paplania. Kto głośniej dziś papla – ten przez 15 minut jest popularny na twitterze. By wypłynąć, trza paplać. Zachód kilka razy na dzień chce powiedzieć „wow”. Murzyni gwałcą na plaży, Conor się napina…

Minął kolejny weekend. Świat dopiero co paplał w knajpach, dziś jest dzień spokoju, bo większość na chwilę trzeźwieje – nie tyle rozsądek, co korporacja zmusza.

To była pierwsza ucieczka, przed tą barową paplaniną, którą poznałem bardzo wcześnie, bo już gdzieś z początku gimnazjum (dobrze, że likwidują). Też kilka lat lubiłem, przy kubeczku i innych specyfikach poznawać zakamarki miasta, ale trudno nie zauważyć, chociażby w momentach trzeźwienia, że miejskie bagno wciąga swoich wiernych synów bez litości. Miejski hałas będzie chciał ściągnąć Cię na dno, paplanina nie lubi wyłamujących się osób, więc tu też musisz wybrać: z prądem, czy pod prąd? Akceptujesz, czy dziwak?

Melancholijny to był poniedziałek.

Żona znowu nie wiedziała, co ja do niej paplam. Machnęła ręką i zrobiła jajecznicę. Co bym nie paplał, ona brakiem paplania ponownie wygrała. Ale tak bardzo się czasem chce, tak wiele jest dziś możliwości.

Klik.

ŁG

PS: Niedługo kolejna środa… I czwartek, i piątek, i…