1.09.17 WPW, sportowe dzieciaki. Ograniczone możliwości rozwoju (2).

Piszę do Was z wielką radością, bo po raz kolejny okazało się, że nie byle kto, ale ludzie z serduchem wchodzą na tę stronę! W sumie „adoptowaliście” około dziesięciu dzieciaków i to nie na jedną, a na dwie imprezy sportowe! Te są już wybrane, a na jedną z nich został już wyznaczony skład – ku wielkiej radości dzieci i ich rodziców! Jak powiedziała jedna z mam, jej pociecha w końcu czuje się ważna! To ta, której ekipy przychodzą pod dom, by ściągnąć ją na dno. Pomyślałem sobie jak dobrze te słowa oddają to, co chcieliśmy osiągnąć – czuje się ważna. Ja mając lat 10 czułbym się mało ważny, gdybym nie wychodził do znajomych na dwór i nie miał niczego prócz nich (ta potrzeba akceptacji…), a ona w tym momencie może machnąć ręką, bo jedzie z bardziej ambitnymi ziomkami kształtować charakter i ciało w odpowiednim kierunku!

Możecie mieć pewność, że „adoptowani” zostali Ci małolaci, którzy wykazują się jakąś ambicją. Tym czego się nauczyłem przez lata jest z pewnością konieczność porzucenia nadgorliwości. Nie szukam dzieciaków na ulicy, po placówkach – czekam aż same przyjdą do pewnego miejsca. Prawdą jest to, co mówią przeciwnicy socjalizmu (dlatego wolę myśl Chestertona niż typowy 100% socjal), że gdy wychowasz kogoś na takiego, któremu „się należy” – najpewniej wychowasz pasożyta. Niestety… ludzie po prostu są słabi i często niewdzięczni. Chcą wyrwać jak najwięcej, w nosie mając przyzwoitość (oczywiście – niektórzy).

Stara prawda o podsuwaniu wędki wydaje się być prawdą słuszną. Gdy macie sportową propozycję dla rodzin, starajcie się, by musiały płacić jakąś składkę, część opłat za starty, wtedy będą szanować. Jak już mama kupi dziecku sprzęt do walki, nie wypisze go po pierwszym lepszym kryzysie! A gdy ja (Wy…, pamiętacie?) im dawałem ten sprzęt – często ich mamy miały to gdzieś. Łatwo przyszło, łatwo poszło (nie martwcie się, są tacy co do dziś są wdzięczni, a zszyte stare tarcze od Was używam do dziś).

Także staram się przede wszystkim, by WPW było skierowane we właściwym kierunku. Musimy niestety stwierdzić, co jest trudne, że całego świata nie wybawimy. Część nie chce dać się podciągnąć do góry.

Dlatego by osiągać sukcesy w pracy z ludźmi, trzeba od nich wymagać. To jest po prostu wychowawcze. Najlepsi wychowawcy to wychowawcy wymagający, ale z sercem. Najlepszy rodzic da dziecku pstryczka w nos, gdy te przegina, a nie bredzi „poprawne” farmazony akurat wtedy, gdy dziecko odwraca się od niego z pogardą i czyni zło.

Uczę się, że miłość to czyn – i nie zawsze jest to czyn opakowany w ładne słówka i łzy wzruszenia. Bredziłem jakiś czas do typowej „matki Polki” jakieś hasła z kosmosu (strasznie nieregularnie przyprowadzała mi córkę), a gdy napisałem jej w końcu sms, że ma przyprowadzić córkę na każde zajęcia, bo zaczynają mnie wkurwiać – dopiero przyszli skruszeni i pełni zrozumienia (żona przycięła ją jak mówiła innej, że ten – w sensie ja – to się zna na dzieciakach i robocie! Heh… dziwny jest ten świat, co zrobić…).

Ulica jest inspirująca, ale generalnie niszczy. Co ja Was będę pouczał, nie ma o tym lepszego kawałka niż ten:

Przyznajcie to w końcu… Ona uczy nas zasad nie przestrzegając ich wcale – dlatego nie warto dla niej się poświęcać.

Zakładajmy rodziny, szerzmy dobre akcje zamiast krzywych. Równocześnie Wracajmy Po Tych, którzy nie mogą podnieść się z asfaltu, lub mogą zaraz na niego upaść! Róbmy coś co jest prawdziwym SxE, zamiast tkwienia z ziomkami w kolejnym nałogu – pompowaniu mięśni przed lustrem, dla własnej chwały.

Jeszcze raz dziękuję w imieniu dzieci! Jak się uda to coś tam dla Was pstryknę. Jeśli „ktoś jeszcze coś” to akcja w zasadzie trwa cały czas… drogalegionisty[a]gmail.com.

ŁG