11.09.17 Lekarz radzi: (D)odaj(T)empa(S)ensownym(P)raktykom.

W Piśmie jest napisane, by nie dbać zbytnio o własne ciało, ale jest również napisane, by rozwijać swe talenty. Jako, że Biblię mamy czytać całościowo, tłumaczę sobie pojawiające się zakazy wspomnianego typu tak, że po prostu nic nie może zastąpić Trójcy. Zastąpić! Nie mam nienawidzić, okej, ale jadę walczyć na zawodach – mogę tym samym wypróbować się bez negatywnych uczuć i celowego okaleczenia kogoś, a jednocześnie nie zwalać na chrześcijaństwo tchórzostwa, które mam do pokonania jako mężczyzna z chęciami do bijatyki. Inaczej mówiąc – ten typ, który musi sobie coś czasem udowodnić. Wiara jest idealna na tchórzostwo duchowe (być innym niż ten marny świat ode mnie wymaga), a trening walki na tchórzostwo cielesne (chociaż i tu wiara stawia przed nami pewne, innego typu, próby).

Nie spotkałem kapłana, który poradziłby mi porzucić trenowanie, mimo że wiele miałem z nim rozterek, problemów emocjonalnych. Po prostu by rodzina, sztuka i walka znalazła się na odpowiednim miejscu, Bóg musi być na pierwszym miejscu.

Paranoje?

Dla większości społeczeństwa owszem. Tego typu poszukiwania pozwoliły mi jednak pięknie żyć! W sensie – mi się to podoba, a inne życie mi się nie podoba.

Podnosić się moralnie z wiarą (i wybrać jedną z jej dróg, założenie rodziny), wyżyć się jako mężczyzna na treningu i turnieju, rozwijać umysł za pomocą literatury ze wszystkich stron świata, karmić zmysły pięknem sztuki, relaksować się za sprawą muzyki i dobrego filmu.

Jeśli przy tym wszystkim stać nas by było na podróże – można czerpać ze świata wszystko, co najlepsze, wszystko co nie zostało jeszcze zdegradowane do poziomu Sodomy.

Ale umiar też trzeba znać… prócz przyjemności są też obowiązki.

O to wszystko trzeba zawalczyć, byś nigdy nie powiedział, że „nie masz czasu na bzdety”. To kłamstwo betonowej dżungli, jej pułapka. Możesz mieć czas na piękno, ale uwierz w to, zaryzykuj czasem, strać trochę pieniędzy i znajomych, którym tak naprawdę na Tobie nie zależy. Zrób krok w tył, by postawić dwa w przód. Wiem, że teraz nie masz nic, ale Tysiące poznaje się, poczynając od liczby jeden („Gorin-no sho”) – kiedyś musi być ten pierwszy krok.

Jesteś zapijaczonym leniem?

Idź do spowiedzi i zapisz się na treningi, kup książkę i płytę. Wykasuj numery do dziwek i ziomków od wciągania kreski. Zamiast pędzić tam gdzie zwykle, powiedz „nie”, zapal kadzidełko i załóż zeszyt/kalendarz, w którym będziesz notował postanowienia, to jak mają wyglądać kolejne dni. Trzymaj się tego.

Cierpliwie jedz łyżeczką, powoli. Wszystko zapętli się dopiero po latach pełnych wewnętrznej i zewnętrznej walki.

Zobaczcie ilu zakrętów mogliście być świadkami przez 10 lat czytania „Drogi Legionisty”. Kręta to jest Droga, jednak opłacalna. Daję słowo, że doprowadziła mnie do czegoś, co mogę nazwać osobistym szczęściem, mimo posiadania dwudziestoletniego samochodu i rozpadającej się PRLowskiej łazienki w szarym bloku. Nie tu są skarby.

(D)odaj(T)rochę(S)ensu(P)rzyszłości!

ŁG