LIST CZYTELNIKA: Codzienna walka o siebie.

Na wstępie dziękuję za „Drogę Legionisty”. Tego nigdy za wiele. Fajnie jest śledzić czyjś rozwój. Wiedzieć o rozterkach, problemach. Wiesz… to trochę jak podglądanie. Tyle, że mało kto zdaje sobie sprawę, że „obiekt” podglądany karmi duszę. W zależności co podglądasz – to dusza dostaje. Z biegiem czasu coraz bardziej chcesz, potem już pragniesz. Ani się nie obejrzysz a pożądasz podglądać. Czemu taki wstęp? Zachciało mi się do Ciebie napisać. Zachciało mi się napisać, że bardzo pożyteczną robisz robotę. Mam pragnienie przekazać Tobie, że Twoje teksty MAJĄ olbrzymi wpływ na czytelnika. Zapewne nie większy jak „Wyborcza” na jej czytelnika – ale nie zaprzecza to FAKTOWI, że mają. I właśnie moim porannym odkryciem jest, jak wielki wpływ mają. Do rzeczy. Mam 40 lat.

Mam też nałóg alkoholowy. Mam 25 kilo smalcu – medycznie rzecz ujmując jestem otyły. Mam za sobą 11 lat płacenia kredytu i 19 przed sobą. Mam twarz pomyleńca w oczach najbliższych, gdyż aktualnie toczę walkę z żoną o miejsce i rozmiar krzyża w salonie. A z synem o to by nie mieszkał z dziewczyną, bo jest jedną nogą w piekle.

A mimo to, mimo wszelkich predyspozycji do zajęcia wygodnego miejsca przed telewizorem i wchłonięcia wszystkiego od 19 do 24 – mówię nie. Choć tak po ludzku walka jest bezsensowna, nie ma szans na powodzenie i póki co ZDECYDOWANIE więcej w niej upadków niż sukcesów… ona trwa. I takie teksty jak „Lekarz radzi: (D)odaj(T)empa(S)ensownym(P)raktykom” mi o tym przypominają. I powodują, że bardzo ostro widzę tą walkę. Nawet dużo ostrzej niż kilka minut temu…

O upadkach nie będę pisał – trochę mi wstyd, trochę to zbyt osobiste, trochę nie ma czasu. Może kiedyś przyjdzie na to pora. Co do sukcesów:

– walczę na trzeciej terapii w poradni leczenia uzależnień. Już trzeci rok. Już trzecia przychodnia. Ale walczę i dziś wieczorem mam kolejną grupę. Trzy godziny babrania w przeszłości. Da się nie pić? Da się!!!

– walczę o duszę trwając w stanie łaski uświęcającej trzeci miesiąc. Z jedną wpadką – ubolewam. Ale trzeci miesiąc permanentnej łaski! Zachodzę w głowę jak to możliwe… godna Msza, godna Komunia i możliwe…

– walczę każdego wieczora i poranka o modlitwę. No jak mnie trzęsie (czasem niemalże dosłownie) i jak wynajduje sobie co mam jeszcze zrobić. Ale da się.

– walczę z lenistwem, którego głównym źródłem jest obżarstwo,

– walczę z obżarstwem, którego głównym źródłem są głody alkoholowe,

– walczę z głodami, które są efektem 20 lat picia,

– walczę z nieczystością wynikłą m.in. z długoletniego picia – i też się da, choć żona mało mnie śmiechem nie zabiła, jak odmówiłem współżycia z antykoncepcją. I mimo, że wiem, że to szatański podszept – boję się rozpadu małżeństwa… z tego właśnie powodu.

I może już starczy tych przykładów. I tak jest za bardzo osobiście.

Motywujesz do dalszej walki i pokazujesz, że ona trwa. Chcę, żebyś to wiedział. Ja widzę to dużo bardziej ostro dzięki Twoim artykułom. Z Panem Bogiem.

Maciej