18.09.17 RECENZJE: „Antisocial” nr. 3 (zin skinheads, Polska, 2017).

Długo trzeba było czekać na kolejne wydanie „Antisocial” – zina promującego scenę skinhead. Tym bardziej, że jedynka, a w zasadzie drugi numer (pierwszy ukazał się tylko w sieci) bardzo trafił w me gusta i rozbudził apetyt na więcej. Dlatego kiedy zobaczyłem zapowiedź nowego numeru, a w nim wywiady z Awanturą, Pugilato czy PPDM, zacząłem się jarać na to pisemko jak szmata st. pauli w klipie WBW he, he… Po prostu musiałem to mieć! Dawno już nic mnie tak nie wciągnęło, ślęczałem nad tym do trzeciej nad ranem, ale nie dało się inaczej. Uwielbiam takie rzeczy robione z zaangażowaniem i pasją dla niewielkiego grona odbiorców, ale jednak trzymające poziom. „Antisocial” to pismo związane z klimatami Oi!, ale brak tu wygładzania wizerunku i ugrzeczniania na siłę, da się wyczuć, że autorowi bliżej do prawej strony sceny.

Na zawartość składają się w większej połowie wywiady z krajowymi i zagranicznymi przedstawicielami apolitycznego rocka, choć nie do końca, bo niektórych rozmówców apolitycznymi nazwać nie sposób. Widać, że przepytujący przygotowuje się do wywiadów i nie zadaje tych samych, sztampowych pytań wszystkim. Szkoda tylko, że niektórzy odpytywani byli dość zachowawczy, zwłaszcza przedstawiciel „Dziadków Mrozów” starał się omijać „niebezpieczne” tematy. Wiadomo, że nacjonaliści w Rosji mają ciężko z putinowskim reżimem i wolą bardzo ostrożnie dobierać słowa, nawet w takim niszowym piśmie.

Oprócz wywiadów są też relacje (z gigu w Sztokholmie i… meczu bokserskiego) i garść recenzji płyt, których mogłoby być więcej, ale autor dość obszernie opisuje zawartość każdej z nich, co oczywiście zapisane mu jest na plus…

Znalazło się też miejsce na kilka, stojących na niezłym poziomie, felietonów poruszających tematy od muzyki dla kibiców, przez politykę (a w zasadzie to jej krytykę) do idei SxE. Tommy pokusił się także o biografię legendy sceny – Skrewdrivera. Powiecie, który to już raz… Racja, nie jest pierwszym i pewnie nie ostatnim, ale darzę ogromnym sentymentem ten zespół i zawsze świetnie czyta mi się tę historię, która tutaj jest napisana bez pomijania faktów niepasujących do jakichkolwiek poglądów i mitologizowania pewnych spraw, co oczywiście szanuję.

Ostatnie strony to rubryka „Teksty nadesłane” i wspominki kolesia z Legii Chełmża, momentami dość hardcorowe heh.

Jeśli chodzi o szatę graficzną i skład to nadal jest to kontynuacja klimatu z poprzedniego numeru. Format A5, lepszej jakości niż poprzednio okładka (nie wiem o co chodzi z tym wrestlingiem, chyba, że to nawiązanie do Barricades), sporo zdjęć i własnoręcznie tworzonych grafik na niezłym poziomie – wszystko w odcieniach szarości na 112 stronach (razem z okładką). Jeden, jedyny minus jaki znalazłem to brak numeracji stron. To jakaś nowa moda?

We wstępie autor rozkminiał, co go podkusiło, żeby znowu brać się za wydanie papierówki. Nie wiem co, ale mam nadzieję, że zrobi to ponownie i wkrótce będę mógł cieszyć oczy kolejnym numerem „Antisocial”. Fakt, że w czasach, kiedy słowo drukowane jest w odwrocie, coś takiego może wydawać się stratą czasu, ale Tommy chyba sam sobie już to wyjaśnił: …w takim razie po co robię tego zina? Odpowiem w ten sposób – tylko fanatyk zrozumie fanatyka, a oni nie mają czasu zawracać sobie głowy takimi głupimi pytaniami… I tego się trzymajmy.

Wspierajcie to, bo to naprawdę świetna rzecz!

                                                                 Antyanarcho