18.09.17 „O wszystkim i o niczym”.

Manchester United nie przegrał chyba z 30 meczów u siebie, biorąc pod uwagę ligę i puchary. Wiem, wiem – nie ta skala. Ale nawet na naszą małą polską skalę, marzyła mi się zawsze twierdza Łazienkowska 3, na której gramy swoje i remis odbierany jest jako zdarzająca się rzadko porażka. Tymczasem Romeo nawijał, że przybiła go cisza w szatni Legii („cichociemni” byli również w niedzielę na boisku). Wygrali, fajnie, ale nędza ciągle bije po oczach. Siedmiu obcokrajowców w składzie, znowu jak ogląda się mecz każdy wydaje się tu być jakby z innej bajki… i o czym oni mają niby (i po jakiemu) w tej szatni nawijać? Poczekamy chwilę aż Legia znowu będzie miała zespół, oj poczekamy. Trener Romeo, jak na imię kojarzone z romantykiem przystało, popłynął trochę na pierwszej konferencji prasowej w Stolicy. Powiedział, że będziemy wdzięczni za wizję jaką miał prezes. Media już podchwyciły to zdanie i nie dziwię im się, bo w przypadku realnego przecież niepowodzenia idealnie wręcz pasuje na wszelkie memy, więc ofiarę dla sępów XXI wieku. Gość jest pewny siebie, hm, to może nawet dobrze, ale jako, że nigdy nie prowadził seniorów, jest to pewność oparta jedynie na ambicji. Jak zwykle zatem, wszystko jest sprawą otwartą, a ja straciłem 5 minut życia na słuchanie kolejnego potencjalnego zbawcy stołecznej drużyny. Oby Romeo był tak romantyczny jak w popularnej sztuce (obok na akwareli z 1867 roku) i szybko zrozumiał, że hasło „Legia albo śmierć” jest równie poważne jak „Julia albo śmierć” u Szekspira.

DYGRESJA…

Dziś trochę lżej, bo nie można zawsze na ciężko jechać.

Z jednej strony pieprzyć komercję i lans, a z drugiej nie ma to jak stanąć na trybunie w ciepłej parce i z kubkiem w ręce (ja akurat lubię kawę) obejrzeć mecz swojej drużyny, która będzie męczyć się z jakimiś ogórkami przy dźwiękach tych samych śpiewów. Swoja stylówa, swoja drużyna.

Tak jak napisałem w ostatnim zinie – ten klimat zawsze będzie wołał swojego wyznawcę do świątyni. Może i jest to nieco popieprzone, jak to…, parka jakaś teraz, ponownie ten specyficzny sposób zachowania i przejmowanie się cholera wie czym, wynikami jakimiś… No tak to już jest.

Świat kibicowski stworzył swoją własną kulturę, sposób ubierania (modę), zachowania, swoją własną mowę ciała… Stadion to miejsce, w którym nie trzeba żadnych wytłumaczeń, po prostu jesteś i chłoniesz, przyłączasz swoją łepetynę do tysięcy łepetyn, tak jak swój podniesiony karton z oprawy do tysięcy innych kartonów. Lubisz mieć tu modne w klimacie buciory, bo ten klimat jak każdy ma swoje modne buciory, mimo że nie o nie tu chodzi. Nie chodzi też o pieprzony kubek (a kysz, modern football :-), ale lubisz sobie wziąć łyczka przy tym wszystkim co się dookoła dzieje i głęboko oddychać świeżym, pirotechnicznym powietrzem.

Grają ligi na całym świecie. Modern, czy niemodern, ale zawsze football. Zawsze oferuje coś, co przyciągnie. Gdyby nie ultras – byłby jednak niczym.

Kuponik wszedł, kupię sobie kurtkę. Nie promuję hazardu, grałem chyba pierwszy raz od miesiąca i to za 5 zł. Znam się na piłce? No ba :-).

SPORT / HAGA WALCZY, LEGIA WYMĘCZA…

15nasty przed tą kolejką Den Haag pokazał charakter w meczu z Ajaxem i zremisował 1:1, mimo iż po pierwszych 45 minutach (0:1 dla pejsów) skazywany był na pożarcie. Kurcze, druga połowa była naprawdę dobra, a liczba sytuacji w całym spotkaniu konkretna, mimo że nie grały ze sobą kluby z czołówki (Den Haag od lat nie potrafi wyjść poza 10te miejsce na koniec).

Cholera, nawet przeskakując z meczu 15stego zespołu w nie najlepszej przecież lidze holenderskiej (Den Haag grał przed Legią) na mecz Mistrza Polski czułem się jak w innym piłkarsko świecie… „Dupoklasa” to nie slogan, to prawda…

SPORT / GRA TEŻ HISZPAŃSKA…

Wreszcie dobrze oglądało się mecz Ligi Hiszpańskiej. Real Sociedad z powodu remontu 6 tysięcy miejsc, postawił prowizoryczną trybunkę za bramką. Wygląda ona jak stary sektor gości na Śląsku Wrocław, tyle że dosłownie metr za reklamami. Oczywiście przenieśli się tam kibole i zapełnili te kilkanaście rzędów młynem. Bez typów z megafonem krążących gdzieś w tle, nawet jak przyjedzie Real Madryt piłka nożna zamienia się w „Dlaczego ja?” (miałbym na to patrzeć…).

MUZYKA, ZINY / OLD SCHOOL NA WYCIĄGNIĘCIE RĘKI!

„Antisocial” już dostępny na Olifancie (LINK) – tam pytajcie! Na „DL” jest już recenzja Antyanarcho. A oto old schoolowa zapowiedź zinka:

MUZYKA / „METAL MISSIONARIES”

Powstał film o… chrześcijańskim metalu. Lubię, gdy wiara zapuszcza się w ciemniejsze strefy, jak na stadiony, czy do ciemnych klubów. Powód jest prosty – mój temperament również niezbyt zachwyca się cukierkowym wizerunkiem, np. ŚDM. Musi być trochę „brudno”. Jeden z wokalistów metalowych i katol przekonywał podczas wywiadu, że sama Biblia przecież jest „brudna” – wiele tam zniszczenia i katastrof, a zatem stylistyka pasuje…

Mówi się, że w hałasie mówi Zły. Czy to jednak znaczy, że Jezus nie ma wchodzić do hałasu? W taki sposób św. Brat Albert nigdy nie zamieszkałby z bezdomnymi alkoholikami w ich melinie i nie dał początku dziełu, które doprowadziło do tego, że 2017 jest jego rokiem…

„CZY WIESZ, ŻE…”

… pewien znany kibic z Polski poważnie myśli o napisaniu książki o kibicowskich Bałkanach? Póki co dojrzewa do decyzji, ale gdy coś się będzie tworzyć – będziecie o tym wiedzieć. Już teraz czekam, tym bardziej że kwestie nacjonalistyczne mają być jej mocnym punktem! Ogólnie jakoś cicho znowu w temacie kibolskich książek, stąd podbijam temacik…

CYTAT NA KONIEC…

Ludzie są tańsi niż broń – Chris Adams (Yul Brynner) w westernie „Siedmiu wspaniałych” (1960).

Ale klimat jest bezcenny… Zawsze gdzieś zachowa się jego skrawek… Owocnego tygodnia.

ŁG