21.09.17 Nasze życie jest najlepszym świadectwem.

Niedawno byłem „w terenie” na wydarzeniu sportowym z dzieciakami. Nie byłem sam jako opiekun, więc nastąpił moment, w którym mogłem na godzinę odbić. Robię tak by odparować od krzyków dzieci, by następnie być dla nich milszym i bardziej wyrozumiałym, ale i dla siebie. W tej godzinie poszedłem do najbliższego kościoła poczytać Pismo Święte i pogadać z Trenerem o tym jak mija mi kolejny wyjazd. Tak się złożyło, że inny wychowawca jednak musiał po mnie nagle przyjść i oto do pustego kościoła wtargnęła za nim wataha dzieci, zaskakując zza wielkiej kolumny swojego trenera, który akurat czytał Biblię. Przyznam szczerze, że gorąco mi się zrobiło, bo moje świadectwa przed nimi były raczej takie „na około” (w sensie nie bywam z nawracaniem ludzi zbyt nachalny, uważam że to często przynosi odwrotny efekt) i nie wiedziałem co mam powiedzieć. Nie powiedziałem nic – i dobrze, bo co tu dodawać? Tymczasem kilkunastu szkrabów usiadło przed, za i obok w ławeczkach, przeżegnało się i patrzyło… niestety nie na Pana Jezusa, tylko na mnie.

Jeden spytał, mierząc mnie ze zdziwieniem: yyy, ale tutaj to tylko modlić się można? Wychowawca numer dwa przekazał mi co musiał na ucho i zawinął się w pośpiechu wraz z dzieciakami. Ja zostałem w ławce z Biblią. Byli w kościele może dwie minuty. Po chwili zorientowałem się, że dałem największe świadectwo w życiu, a nie powiedziałem i nie napisałem podczas niego ani słowa… „Trener”, na co dzień „ten od treningu walki”, od „głupot i dziwnych żartów na wyjazdach”, jednocześnie okazał się być od tych „nudnych katoli z Biblią”. Może dzieciaki pomyślą sobie, że nie wszyscy katole są tacy nudni jak z ich szkolnych stereotypów?

Trenuję i czytam Biblię. Dążę do małych i wielkich celów jednocześnie, inaczej byłoby to bez sensu. Po co mi forma dla formy?

W filmach często obserwujemy człowieka, który osiąga swój cel (zazwyczaj jest to zemsta, lub sukces materialny) i ogarnia go spokój. Na twarzach wreszcie pojawiają się uśmiechy, bohaterowie żyją długo i szczęśliwie, lecą napisy końcowe – w domyśle: fotel czeka. W życiu tak nie ma. Po zaspokojeniu jednego celu, pojawia się szereg innych – już zadbają o to nasze dzikie żądze i konstrukcja świata! Prócz celów istnieją także wyzwania jakie stawia przed nami rzeczywistość, w której żyjemy. Dlatego mało kto osiąga stały spokój.

Jest tylko jeden cel, po którym naprawdę będą leciały napisy – to Życie Wieczne. Nie jest nim najbliższy mecz, manifestacja, czy turniej, a to w jakim będziemy stanie, gdy przyjdzie czas nieuchronnej śmierci. Życie Wieczne musi być panem tych mniejszych celów, które będą pojawiały się jeden po drugim (i dobrze, bo one potrafią motywować do lepszego, ciekawszego życia), nie dając nam jednak stałego pokoju i szczęścia.

Miałem za cel pierwszy medal dla mojego podopiecznego – zdobył go. Oczywiście radość była… bardzo krótka, bo zaraz pojawił się kolejny cel – medal na poważniejszych zawodach. Te małe cele nie mają końca. Ba – nawet po Mistrzostwie Świata część Ciebie będzie niezaspokojona. Rzuciłem picie, zaraz musiałem rzucić szlugi. Jestem abstynentem, dla ludzi do szok, a dla mnie coś normalnego – mam kolejne wyzwania… Najpierw coś jest bardzo odległym celem, lecz gdy już to masz, okazuje się czymś na zasadzie błahostki, która już tak nie podnieca.

Nie istnieje taki stan jak zapełnienie pustki czymkolwiek innym niż Pan Bóg i Życie Wieczne. Myślę, że jest tak nie dlatego, by człowiek „łatwiej sobie wytłumaczył bezsens”, a dlatego, że świat jest właśnie sensowny i mamy pragnienie życia wiecznego zakodowane w sobie od Stwórcy. Dlaczego świat miałby być stworzony bez celu i sensu, skoro wszystko na nim tak doskonale do siebie pasuje? Pragniemy żyć wiecznie, bo to część nas (jeśli „naukowcy” twierdzą, że to tylko przez strach, niech zbadają „strach” takich ludzi jak Maksymilian Kolbe). Czy świnia pragnie żyć wiecznie? Wątpię.

Jadę spełniać jeden z małych celów. Będę się nakręcał adekwatną muzyką, tak jak pisałem w niedawnym felietonie. Ale tego głównego nigdy nie mogę stracić z oczu. Wtedy po prostu wszystko będzie na swoim miejscu.

ŁG

PS: Oczywiście pamiętajmy, by prócz tego całego rozwoju, duchowego i cielesnego… po prostu żyć. Zaciskanie zębów i siłowanie się przez cały tydzień wkrótce może dać odwrotny skutek, dlatego zawsze miejcie na uwadze, także podczas lektury moich tekstów, tę odrobinę dystansu i relaksu. Rozwój dla rozwoju też może zamienić się w zwyczajny nałóg…