2.10.17 RECENZJA: „Andriej Rublow” (film fabularny, ZSRR, 1966).

205 minut czarno-białego kina z ZSRR. „Jak to w ogóle brzmi”…? Nie tak szybko czytelnicy, nie tak szybko… Rzecz tyczy prawosławnego świętego, mnicha, pisarza ikon Andrieja Rublowa, a sam film Tarkowskiego wywołał trochę zamieszania i czerwoni byli oburzeni, że jak to się stało, że wyszło coś propagującego – było nie było – religijność i artyzm jednostki. Z tego powodu film puszczono dopiero 5 lat po nakręceniu (w 1971)! Włączając to DVD przenosimy się do Rosji roku 1400 (i pozostajemy tam do 1423, niemal trzygodzinny film podzielony jest na osiem części/nowel), do Rosji nękanej m.in. najazdami Tatarów, ale i wewnętrznymi konfliktami, głodem. Chrześcijaństwo przeplata się z pogaństwem (scena „Nocy Kupały”), ale i zwykłą rozpustą. Na tym tle ukazane jest kształtowanie się wrażliwości mnicha – Rublowa.

„Andriej Rublow” to nie tylko dobre zdjęcia (FOTKI), ale przede wszystkim dobra rozkmina o byciu bożym człowiekiem w złym świecie. O byciu artystą w tym złym świecie…, o nękającym wnętrze konflikcie, spotykającym prawie każdego twórcę. Zresztą o to był dym w ZSRR lat sześćdziesiątych, że film Tarkowskiego stawia jakąś tam sztukę ponad „lud”.

Najsłynniejsza ikona namalowana przez mnicha-artystę, „Trójca Święta”, dzisiaj jest eksponowana w moskiewskiej Galerii Trietiakowskiej. Stylowi Andrieja można się zresztą przyjrzeć dokładniej w ostatnich ośmiu minutach recenzowanego filmu, co ciekawe – w kolorze.

Jesteś gotowy faktycznie obcować z dziełami sztuki spoza obszarów pop-brzydoty? Nie powiem, że czasem nie obejrzę…, ale chociażby dla kontrastu, chociażby po to, by wyłapać, kiedy kinematografia „pierwszego planu” robi nowym pokoleniom sieczkę z mózgu… Czy potrafimy jeszcze przyjmować coś innego niż szybka „akcja dla akcji” i „rozpusta dla rozpusty”?

Jeśli interesuje Was twórczość białego człowieka – sprawdzajcie klasyki…

ŁG