2.10.17 „Tam wariat się czasem przesunie po niebie”…

Chłodnawo, lecz jasno – słońce leniwie wschodzi ponad blokowiska. Czuć jesień, choć zielone liście jeszcze trzymają się drzew. Nie do końca wiedzący jak się w tą pogodę ubrać ludzie pędzą do pracy, przypominając świrom, że wolność jest naszym skarbem. Wstałem, jak zazwyczaj, wcześnie rano, zrobiłem sobie kawę i otworzyłem czytania na bieżący dzień, by nie stracić Go, tego który chowa się jeszcze dalej za słońcem, z oczu. Prasówka. Jakie wiadomości bym nie przyswoił, fakty są takie, że za oknem wstał kolejny dzień, w którym ludzie zajęci są głównie swoją małą przestrzenią, swoimi codziennymi ścieżkami i rytuałami. Politycy dawno zbadali te rytuały, wiedzą, że mogą kłamać i kraść tuż przed naszymi oczami, bo konstrukcja dnia nie pozwala większości ludzi na wypadnięcie z rytmu – cokolwiek by się stało. Taśmy produkcyjne musiałyby chodzić nawet między spadającymi bombami – póki co chodzą między bombardowaniem narodu niepokojącymi newsami, ale po czasie pokoju nadejdzie pewnego dnia dzień wojny. Kto będzie gotowy?

Ostatnio recenzowałem Wam „Andrieja Rublowa” (LINK), dziś dorzucam kawałek Jacka Kaczmarskiego na temat rosyjskiego mnicha [1].

Są drogi po, których nikt prawie nie chodzi. Tam wariat się czasem przesunie po niebie…

Patrząc przez okno na te ścieżki codziennych kursów społeczeństwa, czuję się jak ten wariat lecący po niebie – i to nie tylko dlatego, że akurat obserwuję ich z wysokiego okna PRL-owskiego wieżowca (moher do kwadratu). Niedługo wyjdę z domu i pójdę tą samą drogą, lecz inaczej, tak jak nikt ją nie chodzi… Pójdę do swoich miejsc, realizując marzenia i przyjemne obowiązki. Dostrzegając nawet te rzeczy przykryte śniegiem.

Może jesteś kibicem, też wariatem, dla którego drogi nie są tymi samymi drogami, co dla mas. Nie wybudowano ich byś szedł do pracy, a na konfrontację. Chodniki między klatkami są dla Ciebie polem bitwy, miejscem wojny, w głowie i na twardym dysku masz mapy. Które tereny są moje, a które wroga? Idziesz, bujając się charakterystycznie, i czytasz miasto po swojemu – dzięki subkulturze stało się ciekawsze, wschodzące słońce nabrało większego sensu. Gdy zajdzie, to też będzie znak – czas wyłonić się spełnić jakiś skryty plan… Może jesteś aktywistą i nocą wychodzisz, by nielegalnym sposobem przemówić do mrówek?

Rano prawdopodobnie wrócisz na ten sam chodnik, ale już w innej roli, tej oficjalnej, którą socjolodzy nazywają odgrywaniem roli społecznej… Grunt to znać też jakąś inną.   

Są drogi po, których nikt prawie nie chodzi. Tam wariat się czasem przesunie po niebie… do ludzi na łodzi, wołając że leci, a oni chwytają go w sieci. Nie daj się złapać ptaszku… A jeśli Twoje drogi to nie konfrontacja, a po prostu inne myślenie – nie daj się złapać tym bardziej…

ŁG

[1]: