2.10.17 „Ukłon tobie, wkomponowanemu w podłogę”… Część 2 – ulga.

No dobra… nakręcanie się, piosenki, zdania o wojnie… Pamiętacie pierwszą część tego tekstu: LINK. A potem nadchodzi godzina zero, czas walki. Weryfikacji. Oddzielania prawdy od fikcji. Co innego oglądać walkę na YouTube, podgryzając orzeszki i wołając do żony o herbatkę z miodem, a co innego stać na ringu otoczony widzami i swoimi demonami. Ups… To nie tylko marzenie, to nie tylko moja kreacja na wojownika w warunkach pokoju…, ja naprawdę tu jestem! Stoję tu i muszę się bić z dobrym gościem, który chce mnie wkomponować w podłogę! Uśmiech satysfakcji z tego gdzie jestem jest w tej chwili nieco wymuszony, mogę podnieść kąciki warg jedynie na chwilkę, bo same opadają pod ciężarem adrenaliny i skupienia przed godziną zero, o której myślałem od miesięcy. Myślałem o niej, ale nie była wyraźna, ostra, czekała jakby schowana za mgłą, rozmyta, niepozorna. Wtedy bez stresu, atrakcyjniejsza niż teraz.

Żegnam się ze zwyczajnym Ja, teraz jestem jakimś robotem, niemyślącym mechanizmem, który wyjdzie wykonać wyuczone nawyki. Hasta la vista! Z Growerem spotkam się kilka godzin po walce, póki co nie wiem kim jestem, nie jestem w stanie przyjmować pewnych myśli do siebie. Gdyby akurat spadł kolejny samolot z politykami, uchem by mi wleciało, a drugim wyleciało, teraz nie liczy się nic, a nastawiony na nieuniknioną konfrontację umysł zmienia się w zimny na wydarzenia obok kawał mięsa. Tylko pięści i nogi. Zajebię cię, kurwa. A potem to odkrywanie, że jednak, kurwa, może niekoniecznie…, bo po drugiej stronie stoi taki sam, albo i lepszy niż ty. Spokojnie, nawet Conor wygląda na zestresowanego przed samą walką. A podczas walki (przy siatce) Nate pokazywał środkowy palec jego narożnikowi…

A potem sędzia usuwa rękę odgradzającą Was od siebie. To nie moment egzekucji… To początek ulgi… Przetrwałeś najgorsze, teraz uczta! Na nic nie musisz już czekać, wreszcie nie masz czasu myśleć o pierdołach i o tym wszystkim, co podpowiadają demony w stresie przed walką. Ćwiczyłeś? No to coś pokażesz – proste. Jak masz dzień to wygrasz, przywieziesz do bezpiecznego pokoju z YouTubem i herbatką trofeum, świadectwo bitwy. Dowód na to, że nie tylko marzysz, ale i realizujesz. Coś co przypomni Ci kim jesteś, gdy znowu będziesz nakręcał się innymi zawodnikami na ekranie.

W każdym razie chodzi o to byś dał z siebie wszystko i nie pękł w chwili uczty (pojedynku). Jesteś wojownikiem, więc Twoim nawykiem powinno być parcie do przodu po gongu, szukanie sposobu na wygraną – tak jesteś zaprogramowany. Wtedy wspomnienia będą dobre. O tym pisałem Wam już sporo, więc może utnę bez zbędnej dłużyzny. Z fartem.

Świat jest Twój. Niszcz i buduj. Kreuj, twórz.

ŁG