5.10.17 RECENZJE: „Botoks” (film, Vega, Polska, 2017).

„Każdy musi obejrzeć nowy film Vegi”…? Tak sobie koleś wypracował, że na weekendowe seanse potrafi brakować biletów, co nie jest dziś chyba zbyt częstym zjawiskiem… Gościu niby dystansuje się od tego, co pokazuje (głupota), ale delikatnie irytuje mnie jego „promocja” pustoty, umacniania pewnych zachowań i stereotypów (np. transwestyta w „Botoksie” i jego zachowanie w stosunku do… homoseksualistów w autobusie). Nie chcę pisać, że kobieta nie dałaby mi spokoju, ale to po części prawda…, po części, bo sam zacząłem nakręcać się na seans, zachęcony pozytywnymi recenzjami (także na prawej stronie). Poszedłem. Krytyka polskiej służby zdrowia (mówiąc ogólnie) – temat jak najbardziej wart poruszenia na wielkim ekranie, a następnie przed milionami widzów na DVD/w telewizji! Tym bardziej, że dało się słyszeć, iż film „Botoks” jest antyaborcyjny, a przynajmniej tak go przyjęli „siewcy po(d)stępu”. No i bajka! Później było nieco obrzydliwiej… Kupiłem nachos, ale niezbyt smakowały przy tekstach i obrazkach pojawiających się na ekranie… Jak nie raz pisałem, nie każdy mainstream jest zły. Czy sprawdziło się to w przypadku „Botoksu”?

Vega wykłada patologie przed oczy i zostawia nas z dużą dawką złych emocji. Nie bawi się w półśrodki – walki gęsto syfem po oczach i uczuciach. Pomiędzy tym wszystkim jest czas na czarny humor, ale mi mało kiedy chciało się śmiać – prędzej płakać nad światem. Wiadomo, że wiele skrajnych przypadków zawartych jest tu w zaledwie dwugodzinnej pigułce i podawanych nam jeden po drugim z mocą młota pneumatycznego, część mocno naciągana, ale o to chodzi, żebyś wyłapał w przyszłości chociaż coś, co przytrafi się w Twoim pobliżu… I potrafił zareagować! Zaprotestować… Tu widzę światełko w tunelu dla takiej produkcji.

Czy film ma przekaz antyaborcyjny? Myślę, że jak najbardziej i to jest jego największy plus. Mówi o patologii aborcji językiem, którego używają (niestety) szarzy obywatele. Kulturalne protesty do nich średnio trafiają, ale jak „Strachu” ma nowe wcielenie, lecą do kin jak na zawołanie… A tam wszystkie bohaterki pragną dzieci, a źli/zimni ludzie je usuwają.

Istotnych jest szereg wątków pobocznych. Zboczeni ludzie, wkładający sobie różne przedmioty w narządy rozrodcze (serio zdarza się ich tak wielu w szpitalach?), obojętny na żonę „koksu”, zajęty jedynie siłką i jedzeniem ryżu (w tej roli wcale nie „Strachu”), przypadkowi ratownicy medyczni i pracownicy aptek, nowoczesny kochanek zdradzający żonę za jej przyzwoleniem (dla mnie hitowa postać), rozpusta, korupcja, kult ciała, przemysł farmakologiczny i ściemy z suplementami… Uff, a na pewno coś jeszcze pominąłem!

Dobrze, że patologia została pokazana jakby z boku niektórym patologom. Czarne lustro. Ale jeśli Twe oczy są zdrowe – nie psuj ich sobie. Dużo obrzydliwości i brzydoty zawarte jest w tym filmie, nie mogę się ich pozbyć. Można po „Botoksie” zapłakać nad światem, że chce zmierzać w taką paskudną stronę… A jednak! „Czarne lustro” (polecałem serial) w wydaniu typowo polskim i mniej odległym w czasie.

Cóż… Nie da się tego filmu jedynie zanegować. „Botoks” na pewno wnosi więcej niż „Pitbulle”. Sukces tego jak i następnego filmu Vega ma raczej gwarantowany…

Pohamujcie żądze, bo rodzą zło.

ŁG