12.10.17 Włoskie zajawki „Drogi Legionisty”: Zachodnia Sycylia!

Zachodnia Sycylia – Trapani – historyczny teren jednego z bossów Cosa Nostry Mateo ‚Messiny’ Denaro. Miasto opisywane w przewodnikach jako niekoniecznie turystyczne, co szczególnie przyciąga uwagę ‚niecodziennych turystów’. Położenie pomiędzy Morzem Tyrreńskim, a Śródziemnym sprzyja miłosnym wyznaniom ale… nie o tym na „DL”, a kolejny raz o miłości do ulic, murów i wszystkiego, co z tym związane. Hasło Sycylia przywołuje u każdego fanatyka Włoch zorientowanego na uliczne atrakcje dwa hasła – Palermo i Catania. Palermo zwrócone mocno w lewo (choć ultrasi Palermo nie są tu jednolici), Catania faszystowska na każdym kroku. Od słynnych sycylijskich awantur, które spowodowały ciężkie represje wobec całego włoskiego ruchu kibicowskiego minęło już wiele lat, a ich efekt, przynajmniej na południu, okazał się zupełnie przeciwnym w stosunku do oczekiwań władz. Jakich władz zresztą… I tu zacznijmy na dobre!

Wspomniany boss Denaro jest obecnie szefem Cosa Nostry – po aresztowaniu Bernardo Provenzano w miejscowości Corleone (47 lat w ukryciu) wpływy w organizacji starszej od włoskiego państwa przejęła rodzina z okolic Trapani, zastępując klany związane głównie z Palermo.

W większości miast na południu Italii główna część ‚rodzinnych spotkań’ odbywa się na terenie wybranej dzielnicy, która widzi turystów rzadziej niż kosze na śmieci. W przypadku Trapani rolę ‚gniazda szerszeni’ pełni Casa Santa, gdzie położony jest również stadion Trapani Calcio. Casa Santa czyli ‚święty dom’ do świętych nie należy, tutaj spojrzenia i gesty nie są już specjalnie przyjazne i gościnne. Co ciekawe – zarówno w samym centrum Trapani jak i na terenie Casa Santa trudno spotkać imigrantów – większość z nich funkcjonuje w Palermo i po części Catanii, ale jak widać wojna wydana imigracji przez Cosa Nostrę przynosi rezultaty. Dzielnica mafijna nie jest zdegradowana w stopniu podobnym do Brancaccio (Palermo), San Cristoforo (Catania), czy Scampii (Neapol), ale to właśnie tam bije dzisiaj serce ‚familijnego biznesu’.

Z jednej strony ciągła, choć dyskretna obserwacja przez miejscowych, z drugiej natomiast sycylijska, przestępcza specyfika – ‚kto nie widzi ten nie umie dobrze spojrzeć’. A jest na co!

Zgoda ultrasów Trapani z Catanią i niechęć do Palermo to również wspólnota poglądów. Wlepki, hasła na murach i ich czcionka to włoski faszyzm w czystej postaci i to nie tylko ‚w bocznych uliczkach’. Jedną z witryn sklepowych głównej, turystycznej ulicy przyozdabiał archiwalny numer ‚Il Littorio’, faszystowskiej gazety z czasów świetności Duce – rodzimych obrońców poprawności politycznej serce bolałoby do dzisiaj. Podobnie zresztą jak w przypadku wizyty na mniej znanych derbach Sycylii, ale to już temat kolejny.

Jak wiadomo – oprócz bramek padających przed meczem – aby wejść na stadion należy kupić bilet – w Trapani nie jest to jednak specjalnie łatwe. Oficjalny punkt biletowy (zwykły kiosk) został oczywiście zamknięty przed czasem, a przed meczem czekały kolejne niespodzianki – stadion ogrodzony z czterech stron i brak kas. Jak stwierdziła zapytana stewardka – ‚kas nie ma, jest punkt biletowy 500 metrów prosto, ale jest już zamknięty chociaż może będzie otwarty’. I… był otwarty, ale po włosku – w środku znajdowało się kilku pracowników, którzy nie zajmowali się pracą. Oczywiście – ‚czy macie karty klubowe? Czy jesteście zarejestrowani?’ – odpowiedzi nie ucieszyły pierwszej osoby, która usiłowała rozwiązać ‚trudną sprawę’. Temat przejął następnie starszy mężczyzna z wizerunkiem weterana punktów biletowych, popytał skąd, jaka trybuna i widząc, że musi spisać dane z dowodów zawołał młodego chłopaka, który wykonał polecenie szefa. Czy to wszystko? W żadnym wypadku. Pieniądze za bilety przyjmowała kasjerka w innym okienku, która również musiała ‚oderwać się’ od swoich ‚obowiązków’. W ten sposób można było już wrócić na stadion – Serie C, derby Sycylii – Trapani Calcio – Sicula Leonzio.

Stadion, który mógłby być jedną z wizytówek hasła ‚against modern football’, typowy piłkarski prostokąt, a na trybunach 5-6 tys. osób. W kilkusetosobowym młynie Trapani sztafeta pokoleń, fascesy, konfederatki, flagi na kijach i przez cały mecz świetny rytmicznie, melodyjny śpiew. Kilkudziesięciu gości ze wschodniego krańca Sycylii również aktywnych, oflagowanych ale… zupełnie niesłyszalnych (chociaż walczyli dzielnie).

Gwoli ścisłości i kronikarskiej precyzji – 0:0 i ciekawiej piłkarsko od rodzimej ‚najwyższej klasy rozgrywkowej’, ale nie to stanowiło podstawę wizyty. Po 21:00 Casa Santa pokazuje swoje ciemniejsze oblicze i to nie tylko z racji skąpego oświetlenia. Warto polecieć do Trapani nawet dla samego nocnego spaceru dzisiejszą stolicą Cosa Nostry. Brawa dla Legijnego Sulejówka, który jak widzicie na zdjęciach był w Trapani przed autorem niniejszych refleksji.

Marciare per non marcire. Italia. Valore assoluto!

PS: Jeśli dziwicie się dlaczego w faszystowskim mieście na murach używa się haseł „Odio tutti” – „Nienawidzimy wszystkich”, czy „Lotta popolare” – „Walka ludowa” – przypisywanych we Włoszech raczej ruchom skrajnie lewicowym, a pod stadionem Trapani stworzony został dużych rozmiarów mural ku pamięci Mauro Rostagno, socjologa i jednego z założycieli radykalnie lewicowej Lotta Continua to… nie dziwicie się. Na południu Włoch możliwe jest wszystko, nawet kontroler biletów w sobotę wieczorem, godzinę przed meczem, w pustym autobusie.

Saluti!

Wujek Dobra Rada