13.10.17 WPW: „A mogę normalnie walić?”, czyli na froncie „KSW 14”.

Żmudną robotą jest rozmowa, gdy przygodę z treningami zaczyna u mnie kolejny, jakże sympatyczny, pato-chłopaczek. Nowy przypadek jest dość ekstremalny. Ma 12 lat, po jakimś ośrodku (wychowawczym?), ale – uwaga – mama go jednak stamtąd wzięła, bo płakał. Ma serce skubana, co…? No więc gadamy z młodym, a on z grubej rury pytanie: – Ale tu mogę normalnie kogoś wziąć i go walić? Hm. – No, ale co masz na myśli? – pytam, chociaż chyba wiem, trzeba jednak przypalić głupa, że niby takich słów nie znam, tym bardziej nie używam. – No po głowie go walić normalnie mogę? – Aha, masz na myśli czy boksujemy tu, tak? Kiwa głową. – Tak, boksujemy, ale uczymy się i po koleżeńsku sparujemy, bez złości i agresji. Teraz już przygląda mi się jakby ujrzał jakąś amebę zlewową. Mama przerywa milczenie i chwali miejscówkę pod niebiosa, polecił ją syn jej koleżanki. – On to jest świetny chłopak! Nawet raz mojego uratował, chcieli go koło niebieskiej budki (czymkolwiek i gdziekolwiek ona, kurde, jest…) walić we trzech, a on był jeden. Teraz już chociaż wiem skąd to „walić” przyniósł, bo reszta pozostaje wielką niewiadomą.

Jezus znów stanął swoją stopą na kawałku mojej ziemi. Traktować ich jak dar – to jedyny racjonalny sposób na zwiastujące nadzieję poświęcenie się ich przemianie. Z placówek dzieciaki wychodzą często gorsze niż były, bo wychowawców wiąże z nimi tylko comiesięczna wypłata. Kasa to za mało, tu trzeba z misją przejąć część obowiązków wychowawczych, poczuwać się do czegoś więcej. Jest lipa w szpitalach, w policji, w szkołach, bo mało kto się poczuwa do poświęcenia się dla drugiego człowieka, do wzięcia jego przyszłości (i przeszłości) pod uwagę.

Mimo wszystko, dystans jest niezbędny, by pomagać. Uśmiechem wywalczysz więcej niż ciągłym zmartwieniem, które przecież nie spowoduje, że człowiek urodzi się na nowo w lepszej sytuacji. Z bananem słucham więc kolejnych relacji z Konfrontacji Sztuk Walki w szkołach podstawowych, nadając im rozmaite nazwy, np. KSW 14 „Zemsta rudego Filipa”.

Jak pisałem – byliśmy już na jednym wydarzeniu, które pokryliście w 100% kilku dzieciakom. Niedługo jedziemy na drugie z Waszych darowizn, pięciu ma opłacone startowe, trzech nocleg, dwóch drogę. To bardzo duży zastrzyk, resztę bez problemu wyłudzimy na rodzicach.

Powiem Wam, że kasa staje się mniejszym problemem dla dzieci w Polsce niż opuszczenie przez rodziców robiących karierę, lub patologicznych, a już najgorsze to są patologie w szkołach. Niby zawsze było źle, ale teraz dodali im te smartfony, nowoczesne narzędzie tortur psychicznych…

Idę spać, bo zajechany jestem. Dobrego weekendu.

ŁG