18.10.17 Marsz Niepodległości – „My chcemy Boga”. Kij w mrowisko?

Hasło przewodnie tegorocznego Marszu Niepodległości to taki trochę kij w mrowisko, jeśli chodzi o podzielone środowisko ulicznych nacjonalistów. Kij włożony w margines. Nie twierdzę, że organizatorzy zrobili to świadomie, nie twierdzę tym bardziej, że uczynili źle – wręcz przeciwnie, ale dopiero kilka godzin po poznaniu hasła 11.11.17 doszło do mnie, że nie wszystkim ono się spodoba. Nie wszystkim moim kolegom (bo zdanie tzw. mas, czy lewicy mam w pewnym sensie gdzieś…). Pamiętamy wypowiedzi nacjonalistów po ostatniej manifestacji 1 maja (dla jednego z portali internetowych), dużo tam było religijnych pretensji i one się nie skończą. Wiara jest czymś tak fundamentalnym dla prawdziwie wierzącego człowieka, że nie stanie się nagle czymś trzeciorzędnym, jakby obojętnym. Jeśli z kimś działać, to przecież bardzo ważne w co on wierzy. „W Polskę wierzy”. Aha. Czyli w co…? W czasie wojny – rozumiem, ale w czasie pokoju? Tyle „Wielkich Polsk” ile środowisk. Możemy latami oszukiwać się, że podział religijny nic nie znaczy, ale to kłamstwo – znaczy. Jezus Chrystus, a pogańscy bogowie, to panowie dla innego typu człowieka, fundament pod zupełnie inny kraj.

Większość polskich patriotów utożsamia się z wiarą w jedynego Boga, więc hasło przewodnie 11.11.17 nie powinno budzić kontrowersji, lecz wzbudziło – na wspomnianym marginesie – i z pewnością umocni jeszcze bardziej podział dotyczący wiary.

Ten podział na szczęście nie skutkuje żadną poważniejszą kosą (z tego co wiem), ale na jak długo? Nie wiadomo. Moim zdaniem na tak długo, jak pogan będzie znaczna mniejszość, a więc… póki co sytuacja mimo wszystko wydaje się być stabilną. Wszystko rozgrywa się raczej w świecie memów i internetowych komentarzy, ewentualnie utworów muzycznych, ale czuć wyraźnie, że tu i ówdzie niechęć „do katoli” jest spora. Uspokajam się, że to przecież nic nowego – weźmy lata 90te i słynne podziały „NR, czy NS?”, w niektórych miejscach prawie jak „Legia, czy Widzew?”.

Jezus, czy św. Paweł przebywali z grzesznikami, ale kazali ich upominać, a o upomnienia zawsze będą awantury – tym bardziej, że mało kto umie czynić to z rozsądkiem i delikatnością…

Najgorsze są te kiepskie oświadczenia i posty w sieci. Osoby, które nie praktykują wiary chrześcijańskiej, nawet nie próbują (bo nie chcą) jej zrozumieć. Nie rozumieją tego, że mimo, iż nie zgadzamy się ze wszystkimi decyzjami Kościoła, nie opuszczamy okrętu nawet, gdy ten tonie. Nie rozumieją wagi pokory w nauce Chrystusa. Katolicy krytykują rozłamowców, np. protestantów, bo właśnie zostawili oni niedoskonały/grzeszny Kościół i odeszli w stronę kolejnej niedoskonałości (bo wszędzie ona zagości, o czym pisałem już kilka felietonów). W skrócie – jest to spór jałowy, którego końca nie widać. Jedyne co mogą zrobić nacjonaliści w Kościele to krytykować od wewnątrz liberalne kierunki (co też czynimy), gdyż mogą to czynić – jedyną niepodważalną kwestią są wszak dogmaty wiary, a nie np. polityka tego, czy innego papieża.

W porządku – my będąc w Kościele ciągniemy ze sobą wielu kiepskich osobników, ale… kogo Wy byście ciągnęli we wrogiej wierze organizacji? Przykładów z historii nawet nie chce mi się przytaczać… Ja wiem i Wy wiecie, że „nie wszyscy są źli”. Pewnie dlatego, mimo wszystko, katole i poganie w ruchu jakoś się dogadują.

Na koniec chciałbym zaznaczyć, że za sprawą hasła „My chcemy Boga” nie pokochałem nagle organizatorów Marszu Niepodległości – nadal bliżej mi do klimatów AN. Zgadzam się jednak, że wiara katolicka jest antidotum na duchową pustkę i złamany kręgosłup Europy. Nie wystarczy powiedzieć „ty stary, nie rób tak”, ludziom potrzebny jest powrót do wiary, która skutkuje realną duchową przemianą. Taką szansę widzę jedynie w religii.

ŁG

PS: A propos tej przemiany myślenia. Chodzi mi np. o podejście do konkretnych kwestii obyczajowych, nie tylko o „maszerowanie ze śpiewami”. Gdy wiara na dobre zakorzeni się w nowym pokoleniu, będzie ono miało siłę, by „psikać” na wszelkie gówno… Zobaczcie nowe street video od Tau. Kto odważy się, bez wiary, na taki przekaz? Bo przecież wstyd, nie? Nam ze wstydem dzisiejszego świata nakazuje walczyć Pismo Święte. A Wam nic nie nakazuje z nim walczyć…