20.10.17 RECENZJE: „Jezus z Nazaretu” (miniserial TV, 1977).

Teraz coś o samym Mistrzu… „Pasji” [1] nie chcę recenzować, bo ukazanie męki pańskiej przez Gibsona wymyka się wszelkim ocenom – jest po prostu doskonałe, 10/10. „Jezus z Nazaretu” produkcji brytyjsko-włoskiej z 1977 roku taki nieskazitelny nie jest, ale warto go zobaczyć. Twórca – Zeffirelli – zasiadał we włoskim senacie z ramienia partii Forza Italia, a pomagał mu twórca „Mechanicznej Pomarańczy”! 2 DVD, niecałe 60 zł. Łącznie… 371 minut filmu/serialu! Na każdym oryginalnym DVD z serii „Ludzie Boga” znajdziemy dwie części po ok. 1,5 godziny każda! Jest to najobszerniejsza (niekoniecznie najdokładniejsza) próba przeniesienia życia Syna Bożego na ekrany. Z książeczki dodanej do płyt dowiedziałem się, że telewizje pokazywały krótsze wersje w odcinkach, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć, które leciały u nas na TVP – tym bardziej warto mieć oryginalne DVD.

W pierwszym filmie oglądamy okres od zwiastowania, poprzez narodziny, po dzieciństwo Jezusa oraz m.in. działalność Jana Chrzciciela. Wątki rozwijają się rytmem Ewangelii, aż do końca… Podczas seansu słuchamy licznych fragmentów nauczania Chrystusa. Taki 371 minutowy seans może być dobrym pomysłem, gdy wychowywałeś się z dala od wiary, ale nie tylko w takich przypadkach… Lubię dobrze zrobione filmy biblijne, mają one niepowtarzalny klimat i mimo, że wiem jak rozwinie się mówiona akurat przez Jezusa przypowieść, chłonę kolejne tytuły.

Zeffirelli jak na tamte czasy zrobił dobrą robotę, aktorzy także (z jakiegoś powodu podkreślono tu oczy Zbawiciela). Włoch radził się u samego papieża – Pawła VI (głowa Kościoła do 1978 roku), u którego był na audiencji. Mimo to w kilku miejscach występują różnice w stosunku do Pisma Świętego, np. Piłat oskarża Jezusa o zdradę i skazuje na ukrzyżowanie, a w Ewangeliach wyraźnie chce Go uniewinnić, ale skazuje Chrystusa pod naciskiem tłumu. Są też inne fikcyjne motywy, na potrzeby filmu – moim zdaniem były one zbędne. Tak więc DVD jak najbardziej – jako dodatek, ale przede wszystkim Biblia i msza!

Polecam.

ŁG

[1]: Co ciekawe, Zeffirelli nieco skrytykował „Pasję” Gibsona, uważając ją za zbyt brutalną jak na wrażliwość chrześcijańską. Ja natomiast uważam, że Mel nie przesadził ani razu, ukazując po prostu jak to wtedy było, pomagając wręcz w rozważaniu męki pańskiej. Jest to chyba jedyny film, który może być modlitwą…