20.10.17 Polityczna wieża Babel.

Św. Paweł uważał, wg wprowadzeń do Jego listów i samych listów, że jeśli dokonają się jakieś trwałe zmiany w sprawach społecznych, to tylko na drodze przemienienia tych struktur Bożą miłością. Przemienienia ludzi! W skrótowym myśleniu – co nam z hucznych rewolucji i zmian, skoro ludzie zostają tacy sami? Czy to nie po prostu miotanie się historii w koło, o którym pisał m.in. Waldemar Łysiak? Pewną namiastkę beznadziejnej sytuacji ludzkości możemy obserwować nawet w rządach Prawa i Sprawiedliwości, ale kontekst oczywiście każdy ma swój własny – subiektywny. W tym sensie wiara nieco uspokoiła moje krzyczenie na lewo i prawo o rewolucji politycznej (niczym taksówkarz z niedawnego „O wszystkim i o niczym”), chociaż w starych „Drogach Legionisty” też apelowaliśmy głównie o zmianę samego aktywisty (nas samych), tyle że bez żadnego wyraźnego fundamentu (typu dziś dla mnie Pismo Święte), a więc de facto budowaliśmy domek z kart. Wieżę Babel.

Zaczynam powoli rozumieć  (co nie jest dla mnie, jako nacjonalisty, osoby zainteresowanej polityką, łatwe), katolicki dystans do polityki (tzn. wśród najwybitniejszych postaci katolicyzmu i samego Jezusa). Kiedy św. Paweł sugeruje w listach, że „ma być tak jak jest”, ma prawdopodobnie na myśli fakt, iż każdy ma się skupić głównie na swojej duszy i Dobrej Nowinie, a nie na rewolucji politycznej i buncie (przynoszącym nieraz jeszcze większe zło). Po grzechu pierworodnym nie będzie idealnego systemu politycznego i sprawiedliwej dla wszystkich opcji politycznej! Napominajmy (co również sugeruje św. Paweł), reagujmy na zło, ale nie marzmy o raju na ziemi – to fantazja.

W jak głębokiej opozycji jest dziś prawdziwa katolicka prawica skoro nawet nikt nie próbuje (macie jakieś przykłady…?) walczyć z czymś takim jak pornosy leżące na każdej stacji benzynowej? Przyznacie, że moje żądania to nawet dla Was (radykałów) dzisiaj abstrakcja… Tylko co nie jest w takim razie abstrakcją…? Przemilczanie trudnych spraw? Konkretne ruchy?

Widzicie – w systemach nie ma miejsca na realne zwalczenie zła (tym bardziej w demokracji). Taka szansa istnieje jednak w Tobie samym. Nie rozpoczynaj od polityki, a od nawrócenia. Potem działaj. Działaj, bo się nawróciłeś i widzisz, a nie działaj dla działania. Czy syfu nie jest tyle dlatego, że aktywiści nie zaczęli od siebie? Z drugiej strony – czy istnieje człowiek nieskazitelny, który faktycznie może być „na czele”?

Czym jestem starszy tym bardziej widzę polityków jako aktorów, ewentualnie dobrych graczy. Graczy dla samych siebie, na pewno nie dla swojego kraju i wartości… Są tylko częścią grzesznego świata, uczestnicząc w jego beznadziejnej przepychance łokciami. Jeśli politycy się nie zmienią, jeśli ich misją nie będzie chęć realnej walki ze złem – będzie jak jest.

Pod rządami centroprawicy świat i tak pokazuje Ci kierunek w dół. Jeśli chcesz mu się przeciwstawić, będziesz musiał zrobić to poza grą, poza polityką. Ona po Ciebie przyjdzie i tak, ale chociaż będziesz gotowy…

ŁG