26.10.17 Jak postrzegam Narodowy Czarny Blok dzisiaj…?

Od kiedy piszę na „Drodze Legionisty” o Bogu, dostaję maile typu: „kiedyś to był klimat, a teraz jak rekolekcje”. Ubolewam nad tym (konkretnie nad brakiem zrozumienia), ale tego nie zmienię, bo tak być musi. Do Boga dojdziesz, gdy będziesz uczciwie kopał w przyczynach zła na tym świecie, nie mówiąc już o samym powstaniu świata. Kopał uczciwe i głęboko! Poza tym, chyba większość skrajnych nacjonalistów szanuje np. Leona Degrelle, a czy czytaliście jego książki, w których nie raz pisze o wierze i Jezusie? Większość szanuje też Corneliu Zelea Codreanu, z innej beczki Maksymiliana Kolbe, Jerzego Popiełuszkę…, a czy zna ich teksty, refleksje, nauki? Skoro „na rekolekcjach miałeś to samo”, wychodzi na to, że mówiły one prawdę i warto na starość na nie wrócić (za małolata też mnie nie interesowały)… Przed Marszem Niepodległości 2017 nie raz reklamowałem Czarny Blok, również część osób się ucieszyło, że to jakiś „powrót” na „DL”ce… Przepraszam, jaki powrót? Ja nigdzie nie poszedłem! Czarny Blok jest przeciwko kapitalizmowi, szowinizmowi oraz liberalizmowi. Ja także – tym bardziej dzisiaj. Jednak Gdyby najważniejszym celem kapitana było chronienie statku, nigdy nie wypłynąłby z portu – pisał Św. Tomasz z Akwinu. Celem pismaka nie jest bezpieczne tkwienie w porcie z bazą swoich czytelników – on ma cały czas być z Wami szczery i dzielić się owocami aktualnych, naturalnych znalezisk na swej Drodze. Także nic tu nie wraca, natomiast wszystko się rozwija, bo wiary nie przebije żadna ziemska, tym bardziej subkulturowa i polityczna (słowem: ludzka) definicja. A teraz rozwinę po swojemu dlaczego Czarny Blok jest czymś, co nadal mnie inspiruje, tak jak w 2008, gdy po raz pierwszy napisano o nim w polskim zinie („Aktywista”…, mam zacząć pisać gimby nie znajo, czy za wcześnie?).

Liberalizm…

Człowiek stał się najważniejszy w tym sensie, że politycznie niepoprawnym jest „narzucać mu” tradycje, wierzenia, a nawet – jak pokazuje ostatni okres – naród, czy płeć… Przy tym mówi się, że to dla „praw człowieka”, że jego wolność przekonań i wyboru (choćby najgłupsza…, ale liberałowie nie mają definicji głupoty) jest dziś dekalogiem. Dzięki temu może np. wybrać zabicie niepoczętego dziecka, lub samego siebie – jeśli mu życie zbrzydnie. To tylko jeden z paradoksów liberalizmu, w odniesieniu do jednej płaszczyzny (człowieka jako czegoś najważniejszego – to on jest, czy nie jest najważniejszy, skoro można go zabić nim podejmie decyzję?), których jest wiele. Liberalizm pozwala dowolnie interpretować, również Pismo Święte, z liberalnym myśleniem ma problem m.in. Kościół. W liberalizmie zapomina się o poświęceniu, krzyżu noszonym przez każdą żyjącą istotę, sensie cierpienia, wymaganiach, obowiązkach… Cierpienie hartuje, natomiast liberalne pokolenie będzie uciekało, gdy tylko je ktoś uszczypnie. Będzie uciekało, aż nie będzie dokąd… My sądzimy, że prawdziwie wolnym możesz być wtedy, gdy spełnisz powszechne wymagania – względem Boga, narodu, rodziny, samego siebie… Bo czy wolny będzie człowiek, który usiądzie na fotelu zajadając się chipsami, popijając je wódką i przepalając jointem przez cały rok? Będzie zniewolony, bo nie narzucił sobie ograniczeń.

Kapitalizm…

Nie jestem przeciwko wszelkiej własności prywatnej, ale jestem przeciwny brakowi reguł w gospodarce i dyktatowi bogatszego. Człowiek stał się tylko przedmiotem, taśmą produkcyjną, a praca została pozbawiona swego społecznego sensu. Można ten sens wypaczyć i ośmieszyć – jak za realnego socjalizmu (słynne „dobro wspólne” typu sadzenie drzewek, które każdy normalny miał w dupie…), co było jedną patologią, lub zdegradować do roli nudnej regułki dla słabych, odrealnionych oszołomów, tak jak ma to miejsce dzisiaj (bo przecież, zostając przy drzewkach, przyroda jest istotnie ważna!). Poza tym, jak mówi aktywistyczny slogan, miliony zielonych idą na reklamę i promocję, a nie ma kasy na walkę z chorobami i głodem. Taki świat jest niemoralny i dzieci ulicy nie godzą się na niego. To takie proste stwierdzenie, ale my jesteśmy właśnie tym prostym głosem ludzi prostych. Autonomiczni Nacjonaliści widzą w kapitalizmie jeden z głównych powodów nielegalnej emigracji ludzi z Trzeciego Świata do Europy. Nie uważamy ich za gorszych, ale sądzimy, że powinni zostać w swoich ojczyznach i walczyć o nie. Między innymi… z dyktaturą pieniądza i wyzyskiem ich pięknych ziem.

Szowinizm…

W nosie mam badania, które robili ludzie i które rzekomo dowodzą wyższości jednej rasy nad drugą. Nawet jeśli tak jest, to w stosunku do niezwykle twórczych Azjatów jesteśmy podludźmi, tak…? Uważam właśnie, że piękno tkwi w naszej inności, nie w globalizacji, nie w multi-kulti. Ideałem są zatem szczelne granice, z możliwością podróżowania, lecz z bardzo ograniczoną możliwością stałej migracji. Oczywiście, że ludzie będą kombinować – jak zawsze –, ale przy liberalnym podejściu dnia dzisiejszego, byłaby to nic nieznacząca kropla w morzu. Nie oznacza to, że z powodu innej rasy mamy nienawidzić, czy odmawiać pomocy – wręcz przeciwnie. Życie depcze wyobraźnię, więc nie raz zostaniemy postawieni w sytuacji, w której trzeba będzie nagiąć poglądy polityczne w imię człowieczeństwa, ale unijne/jakiekolwiek pisma narzucające przyjmowanie imigrantów stoi w sprzeczności z nacjonalistycznym pomysłem politycznej naprawy świata. Jest po prostu groźne dla społeczeństw Europy, a że multi-kulti nie działa wiemy na przykładzie państw Zachodu. Również, a propos szowinizmu, nie żywię niechęci do nacjonalistów z krajów, z którymi kiedyś toczyliśmy wojnę: do Niemców, Rosjan, czy Ukraińców, o ile oni sami nie są szowinistami i nie popierają mordowania Polaków i narzucania nam czegokolwiek, co uderzałoby w nasz kraj. Wierzę, że wobec zagrożeń XXI wieku, będziemy potrafili stanąć obok siebie, dogadać się mimo trudnej historii. Jeśli to się nie uda, to nie przez tych, którzy nie są szowinistami, a właśnie przez szowinistów!

Wiele mógłbym pisać – i pisałem przez 10 lat – o wszystkich tych trzech zagrożeniach.

W Czarnym Bloku idą nacjonaliści różnych przekonań, lecz zjednoczeni w proteście przeciwko Systemowi. Taka była zasada, gdy pisałem o bloku jako agnostyk, tak też go widzę jako katolik. Doskonale wiem, że idą w nim również poganie i dopóki oni też trzymają się zasad, nie mam z tym problemu. W katolicyzmie nie chodzi o to, przynajmniej w moim, by się izolować, ale żeby mówić (pisać) to, w co uwierzyłem, a nie z jakiegoś powodu odwrotnie. Tak też robię i to jest cała „tajemnica” „rekolekcji” made in „Droga Legionisty”.

Taka jest ta „tajemnica” od 2007 roku… Już wtedy narzuciłem jako główne hasło ROZWÓJ i właśnie TU mnie on zaprowadził. Według mnie bez wiary w Boga jestem tylko kimś na zasadzie anarchisty chcącego niszczyć wszystko, bez pomysłu po co. Natomiast promocję liberalizmu, kapitalizmu i szowinizmu chciałbym stłamsić (promowaniem odwrotnych idei) jak najbardziej… Bo zła nie powinno się promować i wynosić na trony.

A że inni widzą to inaczej? Ruch AN w założeniu skupia tych, co myślą różnie, lecz mają podobne priorytety… Nie gadajcie zatem głupot tylko – po swojemu – uczestniczcie, jeśli coś jest zgodne z Waszymi poglądami.

Ja pozostaję wierny sobie, a więc pisaniu zgodnie z tym jak aktualnie żyję – nawet jeśli „DL” pozostanie jakimś niszowym blogiem, z pewnością mniej istotnym niż w 2011 roku. Mam nadzieję, że udało mi się (lub mi się uda), mimo wszystko, wnieść tekstami coś ważnego do Waszego życia.

Zdrówka!

ŁG

PS: Na pierwszym zdjęciu Zurbaran Francisco – „Chrystus na krzyżu” od naszych znajomych z www.donumartis.pl. Na drugim manifestacja AN w Polsce i podkreślenie „wiary” na banerze przez Narodowy Front Częstochowa. Fotka bodajże z www.autonom.pl!