1.11.17 Felieton pierwszolistopadowy.

O ideałach najlepiej pisze się w domu, bo głównie w spokoju czterech ścian się o nich marzy, tym bardziej jesienią. W biegu nie ma czasu, tu piramida potrzeb zatrzymuje się gdzieś na dole. „Na zewnątrz” temperament, czasem honor, a czasem strach miotają nami na lewo i prawo. Życie stale wystawia nas na próby. 1 listopada. Byłem na cmentarzu. Zamiast oddać się zadumie, dopadła mnie pewna sprawa z zabieganej rzeczywistości, która nie dała spokoju – nawet tego dnia. Stałem między grobami, otoczonymi cienką siatką i betonową dżunglą, ponownie prosząc Boga o rozluźnienie zaciśniętych w mieście pięści. Czuwajcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś gorzki korzeń, wyrastając, nie rozplenił się i nie zatruł wielu – czytamy w Piśmie. Przyznam, że mam trochę zatrucia na sumieniu. Może więc starczy…? Ale powiedz to sobie poza spokojnym mieszkaniem, to nie są tak proste słowa…

Skupiłem się na chwilę i posłuchałem kazania. Osiem błogosławieństw.

Wielu facetów ma problem z tym fragmentem, no bo jak to… Mam być cichy, kiedy trwający obok mnie wyścig szczurów nakazuje mi przepychać się łokciami, iść po trupach…? Mam być sprawiedliwy, skoro ludzie, którzy skonstruowali System, w którym żyję, nie są…? Mam pozostać czystego serca, skoro pociąga mnie to i tamto? Samemu sobie daję płaskiego, bowiem nie wymyśliłem większej odwagi niż zaparcie się pokus i pójście pod prąd swemu ego. To trzeba odnawiać każdego poranka, a różną nogą się wstaje… Mimo złości wierzę w to i walczę o to. Godna to sprawa!

Dalej słucham głosu księdza, głosu który słychać nie tylko na cmentarzu, ale i na pobliskim blokowisku, burzycielu pokoju. Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Dopiero niedawno odkryłem wielkość milczenia Jezusa, gdy Go oskarżali. Gdzieś w głębi pojawiały się wątpliwości… to dla słabych, facet powinien do końca walczyć z kłamstwem, w swojej obronie! Dziś staram się pamiętać, że siła tkwi właśnie w tej ciszy, a Prawda sama się obroni…

Dlatego gdy dopada mnie złość, zaczynam ją rozgrzebywać i często dokopuje się do własnych lęków, albo głupiej ambicji, czasem zwanej honorem. Uspokajam się. Na 5 minut…

Chciałem, żeby inni się mnie bali, bo to gwarantowało, że nikt mnie nie zaatakuje – powiedział w wywiadzie Piotr Mudyn. Sport, ćpanie sportu. „Muszę być gotowy”!

„Nawet w święta znaleźli czas na trening!” – informują mnie znajomi, chwaląc się, że 1 listopada od rana zapieprzali w swoich legginsach na salach i własnych siłowniach. Mam chyba poczuć wyrzut sumienia i faktycznie, sportowy ćpun we mnie jakieś tam poczucie straty czasu czuje!

To chore!

Jako jeden z prekursorów promocji zdrowego stylu życia wśród nacjonalistów (a co) czuję się z lekka zażenowany, o czym już wiecie z kilku moich (i nie tylko) felietonów na „DL”. Śledząc niezdrowy nałóg części sportowców-amatorów zastanawiam się, kiedy ktoś wrzuci zdjęcie z wyra ze swoją kobietą z komentarzem: „Takie tam, podczas odbywania stosunku seksualnego (poprawa kondycji!). Znajdując się na partnerce, odkryłem sposób, by dorzucić wtenczas pompki! Klata! Trochę treningu (!) koordynacji i już możesz zasuwać biodrami i rękoma równocześnie”. Niedługo pod stołem wigilijnym będziesz robił (w czasie kolacji oczywiście) nogi…

Wiem, wiem – to Twoja droga, „Ty możesz robić co chcesz”, bo „tylko słabi odpuszczają” w święta! Zaraz pójdziesz biegać w pierwszy dzień świąt o 6:00 żeby zrobić fotkę i być lepszy od ziomka, który pójdzie biegać dopiero o 12:00 (leń jebany!).

No przyznajcie koledzy-sportowcy… trochę przegięliśmy…

Czym starszy jestem, a trenuję cały czas i cały czas mam nowe cele, tym bardziej chce mi się śmiać ze sportowej mody. Coraz więcej mam zrozumienia dla tych, którzy mówią: ale, kurna, po co? Mają dużo racji. Sport mnie uratował i nadal mnie ratuje, ale nie jest to lek bez skutków ubocznych.

Patryk Vega wrzuca do swojego najnowszego filmu sportowego idiotę podążającego wszędzie z pojemniczkiem na ryż, mającego w dupie wszystko prócz „masy” i – niestety – trafia w sedno swą ironią. Jak to bywa wskutek każdej przesady – ludzie niedługo nie będą chcieli mieć z fanatycznymi sportowcami niczego wspólnego i tyle zostanie ze zdrowej mody dla narodu. Zamiast być zdrowym narodem, będziemy narodem skupionych na sobie egocentryków. Tak jak joint tak i sport nie rozwiąże wszystkich problemów. My mamy żyć także dla innych, a nie że najważniejszy jest mój narkotyk, czy to będzie marihuana, czy trening „koniecznie” o 6:00 w święta. W niektórych przypadkach i okolicznościach można go zrobić, jasne, ale ten kolejny, bzdurny wyścig…

Czasem tęsknię za rytmem roku z dzieciństwa. Obowiązki, wakacje, kolejne święta w białym puchu i beztrosce… Czy dziś mamy beztroskę? Jeśli nie mam poważnych problemów, mam „poważne spadki” formy… Jak tu teraz żyć?!

Trzeba trochę wyluzować…

Sport sprawi, że będziesz szczęśliwszy? Oczywiście, ale nie wtedy, gdy każdego ranka będziesz budził się z lękiem, że ktoś inny jest lepszy. Może doprowadzi Cię to do kilku sukcesów, ale ostatecznie – do wyniszczenia, bo po Tobie będą następni, młodsi… Lepsi.

A życie jest jedno, o czym jutrzejszy Dzień Zaduszny po raz kolejny nam przypomina. Spróbujmy oddać się refleksji, nawet gdy miejskie natręctwa atakują – jak mnie w tym roku…

Miejskie bagno, miejskie nałogi… Ty Jezu też w takim klimacie działałeś.

ŁG